niedziela, 18 października 2015

"Deadline" Mira Grant.

Dzień dobry!
Jak zwykle w niedzielę, zamiast uczyć się na jutro po prostu siedzę nic nie robiąc, albo oglądam seriale, albo czytam. Pomyślałam, że jeśli i tak nie tknęłam jeszcze polskiego to napiszę recenzję! I tak oto jestem i serdecznie zapraszam was do świata opanowanego przez zombie! C to może być? Oczywiście "Przegląd Końca Świata: Deadline" Miry Grant. Zaczynamy!


Autor: Mira Grant.
Wydawnictwo: Sine Qua Non.
Strony: 504.

Po dramatycznych wydarzeniach ostatnich miesięcy Shaun Mason stał się wrakiem, zaledwie cieniem człowieka, jakim był kiedyś. Igranie ze śmiercią przestało być już tak zabawne, a życie straciło swój słodki, lekko zgniły smak. Kiedy w drzwiach mieszkania Shauna pojawia się pewien naukowiec, który według ostatnich doniesień powinien być martwy, wszystko staje na głowie. Zwłaszcza że chwilę później wybucha kolejna epidemia. Przypadek? Wiedza nieoczekiwanego gościa jest ekstremalnie niebezpieczna. Co więcej, to jedyna nadzieja na pokonanie potworności, która zagraża całemu życiu na Ziemi. Tym razem nie będzie to jednak powłóczący nogami umarlak, ale wciąż żywy spisek. Shaun musi wyruszyć w drogę, by sprawdzić, jaka prawda objawi mu się na końcu jego shotguna.

Po raz pierwszy usłyszałam o tej trylogii już dosyć dawno. Wcześniej nie czytałam o apokalipsie zombie, więc fabuła bardzo mnie zainteresowała. Sięgnęłam po pierwszą część i o ile początek był po prostu dobry to reszta książki zwaliła mnie z nóg i nie chciała pozwolić powstać. Wzięłam się za "Deadline" bardzo szybko, i choć przeczytane jej szło mi dosyć długo, jestem pewna, że nie było to spowodowane tym, iż książka była nudna, bo taką nie była. Słyszałam  tym, że miała być lepsza. Ale dla mnie tak nie jest. 
Zacznę od tego, ze jest to kontynuacja utrzymana na bardzo wysokim poziomie, ale nie tak dobrym jak "Feed". Wielu się pewnie ze mną nie zgodzi, ale to moje zdanie. Podobała mi się w tej części zmiana narratora. Wyszło to na ogromny plus, ponieważ możliwość spojrzenia na historię z innego punktu widzenia jest po prostu bardzo fajna. Muszę przyznać, że ten typ narracji nawet bardziej przypadł mi do gustu. 
W książce dużo się działo, ale zauważyłam, że jest to akcja, którą można nazwać 'przejściową'. Zaczynamy od dużej dawki akcji i przychodzimy do pauzy, w której gromadzimy zapasy wiedzy. Kolejne strony pełne akcji i napięcia, i kolejna przerwa. Tak dla mnie wyglądała ta część. I mimo wszystko nie przeszkadzało mi to. Wielu powiedziałoby, że to niepotrzebne, może nudne. Mnie podoba się to kombinowanie autorki z wszelkimi wątkami. 
No właśnie! Przemieszanie wątków jest tu dosyć ważne, ponieważ pojawia się wątek miłosny. Lekko tylko wspomniany, nie wymuszony, a raczej taki lekko wychylający się na scenę zza kurtyny. Jestem strasznie ciekawa jego rozwinięcia w kolejnej części. Było to dla mnie małe zaskoczenie i muszę teraz przyznać, ze "Deadline" jest nafaszerowane zwrotami akcji i zaskoczeniami. Wiele razy łapałam się na tym, że przestawałam czytać, bo nie mogłam uwierzyć w to co działo się w książce. Czytałam z zapartym tchem i szeroko otwartymi oczami. Nie mówię już o końcówce, która prawie przyprawiła mnie o zawał serca. 
"Deadline" to także możliwość do poznania kolejnych świetnych postaci. Jest ich tu wiele, ale najbardziej podobały mi się te stare, znajome postacie, z małą uwagą. A mianowicie - postrzegane z innej perspektywy, oceniane i opisywane przez kogoś innego - a to za sprawą zmiany narracji, o czym wspomniałam wyżej. Mój przecudowny Shaun i reszta jego ekipy się nie zmieniła, ale pozostałą tą samą wspaniałą, odważną i gotową do poświęceń drużyną, która pakuje się w niewyobrażalne problemy. 
Druga część właściwie traci do pierwszej tylko kilka małych stopni, ale i tak zasługuje na szansę. Przeczytaliście "Feed" i nie wiecie czy czytać kontynuację? Bez wahania, mogę wam doradzić, że tak. Zdecydowanie. Jest to jedna z lepszych serii jakie kiedykolwiek czytałam i już nie mogę doczekać się kolejnej, niestety ostatniej części. 

Moja ocena: 5/6.


_____________



Wyzwania: Czytam Opasłe Tomiska, OkładkoweLove, Klucznik (klik w banerki ->)



ZA MOŻLIWOŚĆ PRZECZYTANIA KSIĄŻKI "PKŚ: DEADLINE" MIRY GRANT SERDECZNIE DZIĘKUJĘ WYDAWNICTWU SINE QUA NON. :)



Do następnego, Marta! :)

4 komentarze:

  1. Ach, a moje "Feed" nadal się kurzy na półce i czeka na swoją kolej :P
    Pozdrawiam!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeszcze nie czytałam tej serii, ale od dłuższego czasu czaję się na nią. Twoja recenzja na pewno przybliżyła ją o kilka pozycji na liście "książek do przeczytania" ;)

    OdpowiedzUsuń