środa, 4 października 2017

"Alcatraz Kontra Bibliotekarze: Kości Skryby" Brandon Sanderson.

Dzień dobry!
To znów ja i po raz kolejny z Brandonem Sandersonem! I zgadnijcie co! Znów będę go chwalić! Przed Wami moja opinia o książce "Alcatraz Kontra Bibliotekarze: Kości Skryby" - wyjątkowo krótko, ale po co dłużej skoro nie ma na co narzekać? :p


Autor: Brandon Sanderson.
Wydawnictwo: IUVI.
Strony: 315.

Alcatraz Smedry wraca w wielkim stylu. Infiltruje Bibliotekę Aleksandryjską, która bynajmniej nie została zniszczona i jest jednym z najniebezpieczniejszych miejsc na ziemi, szuka swojego ojca, który jednak wcale nie umarł, i odkrywa dziwny złoty sarkofag, w którym może znajdować się klucz do jego zdumiewającego talentu do psucia różnych rzeczy. Aha, jest przy nim jego najlepsza przyjaciółka Bastylia – po to, by spuścić manto mrocznym Bibliotekarzom, ma się rozumieć. A walczyć przyjdzie im z najstraszniejszymi spośród Bibliotekarzy: tajną sektą złodziei dusz, Skrybami. Czy Alcatraz i jego przyjaciele zdołają uratować dziadka Smedry’ego i ujść z życiem? 

Sanderson uczynił to po raz kolejny! Druga część znów śmieszy i czaruje od pierwszej strony. Ciągle zaskakuje i intryguje, mimo, że po poprzednim tomie serii już wiemy czego się spodziewać. Akcja toczy się dalej, ale narrator - który jest strasznie nietypowy, przez co bardzo ciekawy - krótko przypomina czytelnikowi wszystko co wydarzyło się wcześniej. A przy tym mistrzowsko wprowadza mylące wątki, kręci i zwodzi. Cecha charakterystyczna tej serii? Brak schematów. Kiedy myślimy o współczesnych książkach dla młodzieży,  z marszu możemy wymienić kilka lub kilkanaście motywów, wątków i archetypów postaci, które za każdym razem się w nich znajdują. Ale nie tutaj! Wszystko jest odwrócone. Dla mnie był to mały szok, ponieważ nic nie zgadzało się z tym o czym czytałam wcześniej. Ale właśnie to jest ogromna zaleta - wyjątkowość i niepowtarzalność. Nareszcie! Postaci nie da się nie lubić! Są przerysowane, ale w taki sposób, że każda z nich jest po prostu sympatycznym, wartym naszego wsparcia bohaterem. Dodatkowo pojawiły się nowe postaci, które zachwycają pod każdym względem. Zakończenie drugiej części nie pozwala na nie dokończenie serii. Od razu po premierze trzeba będzie zaopatrzyć się w swój egzemplarz! :p

Moja ocena: 5/6. :)



Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu IUVI! 



Do następnego, Marta! :)

"Indeks Szczęścia Juniper Lemon" Julie Israel.

Dzień dobry!
Witam Was znów z kolejną recenzją. Tym razem nie jest tak krytycznie jak w poprzednim poście - po tej książce będę miała wyłącznie dobre wspomnienia! :) Nie przedłużając, zapraszam Was na recenzję książki Julie Israel - "Indeks Szczęścia Juniper Lemon"!


Autor: Julie Israel.
Wydawnictwo: IUVI.
Strony: 369.

Pewnego dnia Juniper odkrywa list siostry napisany w dniu wypadku. List, w którym Cam zrywa z tajemniczym „Ty”. Juniper jest w szoku – nic nie wiedziała o związku siostry i ziejąca dziura w jej sercu wydaje się jeszcze większa: kim tak naprawdę była Cam? Postanawia się tego dowiedzieć, odkryć tożsamość adresata i dostarczyć mu list. Ale wtedy coś gubi. Drobiazg, niewielką kartkę. Jedną z wielu, na których codziennie notuje swój prywatny poziom szczęścia i katalog własnych „wzlotów i upadków dnia”. A ta fiszka jest wyjątkowa: zawiera tajemnicę, o której nikt nie może się dowiedzieć. (źródło: lubimyczytac.pl)

Po przeczytaniu "Indeksu Szczęścia Juniper Lemon" okazuje się, że śliczna okładka to nie jedyny powód, by sięgnąć po tę książkę. Ja byłam zaskoczona, ponieważ nie liczyłam na tak dobrą młodzieżówkę. Spodziewałam się powielania każdej innej, wcześniej czytanej książki o tej tematyce. Jakże się ucieszyłam, że było inaczej. 
Historia zaczyna się bardzo spokojnie. Już od początku styl pisania autorki jest bardzo przystępny, czyta się szybko i przyjemnie. Historia ciekawi od pierwszych stron i wciąga bez końca. Od początku okraszona jest sporą dawką humoru, ale i - co ważniejsze - tajemniczości. Właściwie aż do ostatniej strony nie wiemy wszystkiego - ciągle pojawiają się odpowiedzi, ale razem z nimi kolejne pytania. To niesamowicie motywuje do przewracania kolejnych rozdziałów. 
Fajne w całej historii jest to, że - oczywiście - mamy głównych bohaterów, ale przedstawione są również aktualne problemy reszty postaci. Autorka nie skupia się tylko do pojedynczych jednostkach, ale rozbudowuje fabułę na podstawie wielu zbiorczych informacji, które się ze sobą łączą w większą całość. W historię wpleciony jest też mały wątek sztuki, który jak dla mnie świetnie uzupełnia niedociągnięcia książki. Ale co dla mnie okazało się jeszcze ważniejsze, było przedstawienie obrazu rodziny i jej funkcjonowania po stracie jednego z jej członków. Sama niedawno przeżyłam coś takiego i czytając "Indeks..." zauważyłam, że autorka nad wyraz prawdziwie odwzorowała zachowania poszczególnych osób, rozmowy i zmiany po tragedii. Ogromny plus, ponieważ jest tego mało, prawie wcale, a w literaturze młodzieżowej już w ogóle. 
Jeśli chodzi o bohaterów - szczególnie moją uwagę przyciągnęła tytułowa bohaterka Juniper Lemon. Odnalazłam w niej kawałek siebie. Sama jej sytuacja, ale i zachowania, przemyślenia - to wszystko sprawiło, że stała mi się ona bardzo bliska, niemal jak prawdziwa osoba. Na wyróżnienie zasługuje również postać Branda - zagadkowy chłopak, którego działania zostawiają po sobie masę pytań bez odpowiedzi. Wykreowany w ciekawy sposób - nie przerysowany, ale bardzo charakterystyczny. Oczywiście pozostali bohaterowie nie ustępują wymienionej wyżej dwójce. Cóż mogę powiedzieć? Dobra robota, pani Israel. 
Zakończenie książki jest bardzo dobre. Wydaje się bardzo realistyczne, mimo, że jest trochę zbyt cukierkowe. Jednak wyjaśnienie wszystkich tajemnic, motywacji postaci i komplikacji było rozegrane bardzo mądrze, sensownie. Strasznie dobrze mi się ją czytało, ponieważ mogłam w pewien sposób utożsamić się z postaciami, ale i po prostu dobrze się przy niej bawiłam. Na pewno będę ją dobrze wspominać. Na długo nie wypadnie mi z pamięci. :)

Moja ocena: 5/6. :)



Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu IUVI! :)


Do następnego, Marta! :)

wtorek, 19 września 2017

"Liberty. Jak Zostałam Szpiegiem" Andrea Portes.

Dzień dobry! 
Dziś jestem tutaj z bardzo nieprzychylną opinią na temat książki "Liberty. Jak Zostałam Szpiegiem" autorstwa Andrei Portes. No cóż, nie zawsze wszystko się udaje. Niestety. 


Autor: Andrea Portes.
Wydawnictwo: Harper Collins Polska.
Strony: 318.

Po raz ostatni widziano moich rodziców podczas strzelaniny na turecko-syryjskiej granicy, potem zaginął po nich ślad. Próbowali walczyć ze złem i zadbali, bym i ja chciała naprawiać świat. Dlatego gdy pewnego dnia do restauracji weszło dwóch uzbrojonych facetów, zamiast siedzieć cicho, zaczęłam działać. Szybko ich unieszkodliwiłam i zapomniałam o sprawie, niestety ktoś obejrzał nagranie z monitoringu. Zwróciłam na siebie uwagę służb specjalnych, które zaproponowały mi układ – misja w Moskwie w zamian za informacje o rodzicach. I oto stoję oszołomiona na placu Czerwonym i zastanawiam się, jak w tym wielkim mieście znajdę hakera, którego szuka kilka wywiadów i rosyjska mafia. Jeśli to czytacie, trzymajcie za mnie kciuki.
Paige Nolan, od dzisiaj agentka Liberty.

Pomysł na "Liberty" trochę mnie zaintrygował, ale nie oczekiwałam zbyt wiele. Mimo i tak niskich przewidywań książka zawiodła... na każdym polu. Już bardzo, bardzo dawno nie byłam tak zła na książkę jak teraz. A szkoda, bo myślałam, że będzie to po prostu przyjemne czytadełko na jeden wieczór...
Po pierwszych 5 rozdziałach byłam całkiem pozytywnie nastawiona do książki. Wiedziałam, że nie będzie to nic wybitnego, ale była znośna. Szybko się ją czytało, choć styl przeprowadzenia narracji troszkę męczył. Była zabawna i nawet potrafiła zaciekawić. I nagle boom! Totalna klapa.
Im dłużej czytałam - tym więcej błędów wyszukiwałam - tym było gorzej. Od języka, który jak na taką bohaterkę był stanowczo za wygórowany - bo jaka bohaterka literacka w tym wieku, wchodząc za każdym razem do jakiegokolwiek pokoju nazywa każdy materiał, mebel czy wzór - już bez przesady - do akcji, która niby była, ale bardzo nijaka. Fabuła ograniczała się do głównego wątku, o którym później, dziwnych, nie wiadomo skąd wynikających, sytuacji oraz okropnego opisywania związku bohaterki z trzema chłopakami - no, czterema. Zauważyłam, że kiedy autorka nie miała pomysłu na dalsze wydarzenia, wypełniała wszelkie luki fabularne sytuacjami, które nie miały sensu i strasznie irytowały. Było to bardzo męczące, a ja podczas czytanie nie marzyłam o niczym innym jak tylko skończeniu tej książki i zamknięciu jej. 
Wracając do głównego wątku, jakim było poszukiwanie rodziców głównej bohaterki - co? Na przestrzeni całej książki, Paige wspomniała o tym kilka razy (za każdym razem żaliła się jak jej ciężko z faktem, że jej rodzice zaginęli), podjęła jedną decyzję, która w jakiś sposób miała ją doprowadzić do odnalezienia ich i... to by było na tyle. Sprawa ta nie została wcale wyjaśniona, pozostawiona sama sobie. W opisie zaznaczone jest, że powinno się sporo dziać w związku z zaangażowaniem wywiadów oraz mafii. Nie liczcie na to. Cztery, może pięć scen z udziałem rosyjskiej mafii - czyli 'groźne' zebrania 'groźnych' bandytów - trochę wspominania o wywiadach i znów to wszystko. Trochę więcej było ich w zakończeniu. O zgrozo! To zakończenie... gdzie absurd, gonił absurd. Podczas czytania nie wierzyłam, że to wszystko dzieje się naprawdę. Chyba muszę pogratulować sporej wyobraźni autorce, naprawdę. Co gorsza ostatni rozdział wskazuje na powstanie kolejnych części. Proszę nie!
Przejdźmy do postaci. Główna postać stała się jedną z najbardziej znienawidzonych bohaterek literackich w ogóle. Dziewczyna okazała się infantylna, dziecinna, a przy tym nad wyraz wulgarna i 'dorosła' (doświadczenia w piciu alkoholu, seksie itp., w wieku 17 lat, można by naprawdę 'pozazdrościć'...). Kreowana jest na wysportowaną, biegłą w kilku językach i bardzo inteligentną dziewczynę, a jest po prostu denerwująca, wybredna, cwana i niezbyt bystra, skoro nie wie, że nazwa 'koszykówka' odnosi się do - uwaga, cytat (!) - "...wrzucania pomarańczowej, nadmuchanej kuli do metalowej obręczy...". Serio? O reszcie postaci nie mam co wspominać, bo wcale nie jest lepiej. Mały plusik mogę postawić przy bohaterze, który okazuje się najbardziej trzeźwo myślący i nie zważający na głupie postępowanie Paige. Mowa o Maddenie - mimo, że brakowało mu sporo do ideału, to jednak był najlepszym punktem całej książki. 
Wiele nawiązań do - kultowych już - dzieł popkultury nie podniosło poziomu "Liberty". Niestety książka zawiodła na całej linii. Nie spodziewałam się, że będzie aż tak źle. Jestem strasznie, ale to strasznie zła na autorkę, bo mogła tak wiele wątków i postaci poprowadzić w inny sposób... Całość mogę podsumować jako podrasowane opowiadanie, które zanim zostało książką powinno być wiele razy zmodyfikowane. Trudno, już nic nie zmienię. Żyję dalej - z nadzieją, że szybko zapomnę o "Liberty".
 
Moja ocena: 1,5/6. 

_______________


Za możliwość zrecenzowania książki dziękuję wydawnictwu Harper Collins Polska! :) 

_______________

Do następnego, Marta! 

piątek, 15 września 2017

"Lato Eden" Liz Flanagan

Dzień dobry!
Dziś mam dla Was recenzję książki, która swoim opisem strasznie przypominała mi inną. Mowa o "Lacie Eden" autorstwa Liz Flanagan!


Autor: Liz Flanagan.
Wydawnictwo: IUVI.
Strony: 305.

Ten dzień zaczął się normalnie. Wstałam, zrobiłam sobie kreski eyelinerem, naciągnęłam rękawy na tatuaże i poszłam do szkoły.Brzmi znajomo? Wkrótce jednak okazało się, że to nie będzie zwykły dzień. Nieśmiała gotka Jess i śliczna, uwielbiana przez wszystkich Eden są niemal nierozłączne. Wiedzą o sobie wszystko. Nagle Eden znika, a Jess wie, że musi ją odnaleźć. Postanawia poszukać wskazówek, idąc śladami spędzonego wspólnie lata, podczas którego wiele się w życiu przyjaciółek zmieniło. Ta wycieczka w przeszłość zmusza Jess do przyjrzenia się z bliska wielu tajemnicom: sekretom, które Eden ukrywała przed nią, ale też sprawom, które sama zataiła przed Eden. Do Jess dociera, że chyba jednak nie znają się tak dobrze, jak jej się wydawało Przed Jess coraz więcej znaków zapytania, a zegar tyka prawdopodobieństwo odnalezienia Eden żywej spada z minuty na minutę. Czy zdąży na czas? 

Na początku byłam prawie pewna, że dostanę to samo, co w swojej książce "Odkąd Cię Nie Ma" zaoferowała mi Morgan Matson. Na szczęście okazało się, że i w wcześniej wymienionej i w "Lato Eden" autorki podążyły w dwie różne strony z wspólnego punktu wyjścia. Oczywiście, jest pomiędzy nimi sporo podobieństw, ale i różnic. Niestety książka pani Flanagan nie spodobała mi się tak ja tak pani Matson.
Wszystko wydaje się tutaj dobrze rozegrane. Fabuła jest bardzo dobrze poprowadzona - spójna i mało wymagająca od czytelnik - z małym wyjątkiem, o którym później. "Lato Eden" bardzo szybko się czyta, a akcja książki, która dzieje się na przestrzeni czasowej jednego dnia, nie nuży. Mimo, iż jest to opis 24 godzin wyjętych z życia pewnej nastolatki, historia jest bardzo rozbudowana i nie naciągana. Dzieje się sporo, ale wszystko się ze sobą łączy i nie powoduje dezorientacji u czytelnika. Ten nie jest zmuszony do częstego wracania do poprzednich rozdziałów, by przypomnieć sobie jakiś szczegół.
Może tak nie wydaje po przeczytaniu opisu, lecz w "Lacie Eden" przedstawione są bardzo ważne tematy. Pojawiają się wątki depresji, uzależnień czy zazdrości. Z jednej strony książka opowiada o poszukiwaniu zaginionej Eden, ale z drugiej przedstawia całą historię dziewczyny od podszewki. Wszystkie tajemnice i sekrety wychodzą na jaw. Wszystko okay, ale z jednej strony za mało czasu jest poświęcone tym tematom, co wychodzi na korzyść - o zgrozo - wątkowi miłosnemu... Według mnie najważniejsza część książki, jest trochę pominięta, potraktowana na sucho.
Wracając do wątku miłosnego. To jest ten moment, kiedy zaczynam się złościć na autorkę. Dlaczego pozwoliła sobie na tak dziwne i nierealne zakończenie tego motywu? Nie wiem. Zapowiadało się nawet nieźle. Było, hm, w porządku? Potem pani Flanagan zaczęła kombinować. Jakby 'podrasować' tą miłosną kwestię, jakby bardziej ją rozkręcić? Niestety poszła w złym kierunku. Wszystko stało się strasznie naciągana, a ja podczas czytania w głowie miałam jedno wielkie 'CO?'.
Autorce udało się stworzyć nastrój tajemniczości - szczególnie na początku. Przez to czytelnikowi w głowie rodzi się sporo pytań. To powoduje, że lepiej się czyta, ciekawość jest ogromna. Ale skoro są pytania to i są odpowiedzi, ale podane w bardzo ciekawy sposób. Wiele z niewiadomych wyjaśnia się za pomocą retrospekcji, która splątane są z wydarzeniami teraźniejszymi. Dla mnie osobiście, ukazywanie przeszłości w formie retrospekcji jest bardzo fajnym pomysłem, zawsze to do mnie przemawia!
Jeśli chodzi o bohaterów jestem nastawiona bardzo neutralnie. Poznałam postacie napisane całkiem dobrze, ale i strasznie irytujące. Zacznijmy od Jess, głównej bohaterki, w której - szczególnie na początku - mogłam odnaleźć część siebie. Jednak z czasem jej postać była rozpisana coraz gorzej. Liam przez sporą część książki był dla mnie zagadką. Jego postać intrygowała i wydawała się mieć słuszne powody swojego postępowania. Jedynym minusem było zaangażowanie postaci w wątek miłosny. Eden, która jest sprawcą całego zamieszania, to bohaterka strasznie infantylna, denerwująca i nieodpowiedzialna. Wiem, że autorka chciała przedstawić postawę młodej dziewczyny w trudnej sytuacji, ale nie udało jej się to. Zamiast ją wspierać, odbiorca nie ma ochoty czytać o jej dziwnych pomysłach. Powody jej postępowania wpędzają w irytacje. Mimo, że miały być one poważnie i wywrzeć wrażenie - to nie działa. Nie jest to dobrze rozpisany wątek.
Zakończenie totalnie zwaliło mnie w odmęty absurdu. Napisane, jakby na kolanie, zamknięcie tej historii w pewnym stopniu nawet mnie zdenerwowało. Ta książka powinna być potraktowana poważniej, przede wszystkim, przez samą autorkę. Jestem pewna, że gdyby wątek miłosnegy został usunięty była by to naprawdę dobra historia. Są tutaj zalety, ale jest też sporo wad. Oczekiwałam czegoś lepszego. Dobry przykład na potwierdzenie reguły - nie osądzaj książki po okładce!

Moja ocena: (naciągane) 3-/6.

________________________


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu IUVI! :)

________________________

Do następnego, Marta! :)

niedziela, 3 września 2017

"Kłamca i Szpieg" Rebecca Stead.

Dzień dobry!
Znów na jakiś czas zniknęłam, ale wydarzyło się sporo niekoniecznie dobrych rzeczy w moim życiu i musiałam wszystko jakoś sobie pokładać. Teraz już tutaj jestem i może teraz uda mi się wrócić do niegdysiejszej systematyczności. :) 
Wracam z recenzją książki, którą polubiłam jeszcze przed jej przeczytaniem. Trochę się bałam, że przez to książka mi się nie spodoba... Ale autorka to Rebecca Stead, więc moje obawy się nie sprawdziły. Po pierwszej książce aktorki - "Całkiem Obcy Człowiek" - sięgnęłam po kolejną i się nie zawiodłam. Czas na moje przemyślenia o "Kłamcy i Szpiegu"!


Autor: Rebecca Stead.
Wydawnictwo: IUVI.
Strony: 192.

Gdy Georges wprowadza się do bloku na Brooklynie, poznaje Safera odludka, wielbiciela kawy i szpiega. Georges dobrze się czuje w towarzystwie ciut ekscentrycznej rodziny Safera. Zapomina przy nich o kłopotach: że tata stracił pracę, musieli się przeprowadzić, a mama zaczęła brać dodatkowe dyżury w szpitalu. W szkole też nie jest łatwo Georges znalazł się na celowniku Dallasa, specjalisty od wyszukiwania u innych słabych miejsc. Pierwsza misja szpiegowska? Tropienie tajemniczego Iksa. W miarę postępu śledztwa, kiedy Safer stawia coraz to nowsze wymagania, Georges zaczyna się zastanawiać, co jest prawdą, a co nie, i co to wszystko jest za gra.
A w co gra ON sam? 

Kiedy po raz pierwszy wzięłam do ręki "Kłamcę i Szpiega" poczułam rozczarowanie. Tak mało stron? Serio? Ale potem pomyślałam sobie, że autorka jest naprawdę bardzo zdolna i książka może mieć bogate wnętrze, mimo, że nie jest grubsza. I tak też było. Spodobało mi się wszystko, tak jak przy moim poprzednim spotkaniem z autorką.
"Kłamca i Szpieg" to słodko-gorzka pozycja z ciekawą fabułą, która jest spójna i sensowna. Nie pozwala oderwać się od lektury, zaskakuje i zachwyca zarysowaniem świata przedstawionego. Autorka bardzo dobrze poradziła sobie z zobrazowaniem rzeczywistości otaczającej bohaterów. Jest ona niezwykle realna, jakby książka była opisem faktycznych wydarzeń. 
Co po raz kolejny urzekło mnie w książce pani Stead, to 'drugie dno'. Nie jest to kolejna zwykła młodzieżówka, która tylko w małym stopniu zahacza o poważniejsze tematy. Wszystko jest owiane sporą dawką tajemnicy, przez co rozdziały są ciekawsze i lepiej się je czyta. Zakończenie, które według mnie jest bardzo trudne do przewidzenia, trafia w samo sedno sprawy. To nie jest kolejny zmyślny problem, jakaś głupotka. Przedstawione wydarzenia wydają się nad wyraz prawdziwe i szczere. 
Ciekawym zabiegiem jest sprytne wielokrotne mylenie czytelnika oraz ukryte wskazówki. Autora wplata w historię małe szczegóły, które z pozoru nic nie znaczą. Po przeczytaniu całej książki wszystko składa się w spójną i inteligentną całość. Niesamowite było to, iż pani Stead udało się ukryć wszystkie te wskazówki tak, aby czytelnik nie zwrócił na nie zbyt dużej uwagi. Przez to zakończenie wywiera ogromne wrażenie i budzi sporo emocji. 
Bohaterowie w "Kłamcy i Szpiegu" to ogromna zaleta. Postaci są zarysowane w bardzo realistyczny sposób. Czytając o Georgesie oraz Saferze czułam się jakby były to prawdziwe osoby. Czytałam o ich przygodach i miałam wrażenie jakby mieszkali oni w domu obok, jakbym spotykała ich każdego dnia w szkole czy gdzieś na mieście. Każda, nawet drugo- czy trzecioplanowa, postać jest nad wymiar autentyczna, charyzmatyczna oraz specyficzna. Każdej z nich, a szczególnie głównej, gorąco kibicujemy i razem z nią odkrywamy tajemnice, przeżywamy kolejne wydarzenia.
W książce poruszone są tematy relacji rodzinnych, przyjaźni oraz - co wydaje mi się być bardzo ważne - problemów z naszymi lękami. To ostatnie jest szczególnie ważnym aspektem i częścią całej książki. Cieszę się, że autorka postawiła na tak mało spotykany, ale ważny wątek.
Słowem podsumowania muszę napisać, iż jest to naprawdę genialna młodzieżówka. Mało schematyczna, wciągająca i budząca sporo emocji. Jej jedynym minusem jest to, że jest naprawdę krótka. W dziełach pani Stead mogłabym zaczytywać się cały czas. Za każdym razem nie chcę kończyć jej książek, a już szczególnie kiedy są tak cieniutkie... Ale cóż na to poradzić. Teraz pozostało mi tylko czekać na kolejne książki autorki! :) 

Moja ocena: 5.5/6 z ogromnym serduchem! <3

_________________


Za możliwość przeczytania "Kłamcy i Szpiega" serdecznie dziękuję wydawnictwu IUVI! :)

_________________

Do następnego, Marta! :)

piątek, 4 sierpnia 2017

"Pierworodna" Tosca Lee.

Dzień dobry!
Dziś przyszedł czas na recenzję kontynuacji "Potomków" Toscy Lee, czyli wyczekiwanej przeze mnie "Pierworodnej". Niestety drugi tom mnie rozczarował... Przekonajcie się dlaczego! :o


Autor: Tosca Lee.
Wydawnictwo: IUVI.
Strony: 376.
Nagle, w jednej chwili, powraca cała przeszłość Audry. Wymazane na jej własne życzenie wspomnienia zostały jej zwrócone. Wreszcie Audra wie, dlaczego to zrobiła – by uratować córeczkę. Teraz musi znaleźć swojego największego wroga, Historyka, i położyć kres trwającej od wieków wojnie między Potomkami a Dziedzicami – raz na zawsze. Ale najpierw musi uratować swojego męża Lukę, który jest więziony przez Dziedziców. Nie jest to proste, a sprawy komplikują się dodatkowo, ponieważ Audra działa poza prawem. Nie ułatwia zadania także fakt, że kobieta zmaga się z rosnącą potęga swej mocy i jej bolesnymi skutkami ubocznymi. Kiedy podła zdrada krzyżuje jej plany, Audra nie wie, komu ufać. Z pomocą mnicha heretyka, sprawdzonych przyjaciół i hakera Błazna szuka sposobu, aby pokonać Dziedziców i uratować pozostałych Potomków. Ostateczna konfrontacja z zaskakującym i nieubłaganym obrotem spraw będzie śmiertelnie niebezpiecznym sprawdzianem mocy Audry.
Czy okaże się wystarczająco silna? 

Po zaskakująco rewelacyjnym pierwszym tomie, nie mogłam doczekać się dalszych losów bohaterów książki Toscy Lee. Nie musiałam wcale długo czekać. Nagle dostałam informacje o dacie premiery. Ucieszyłam się i z niecierpliwością czekałam na nadejście paczki, a wraz z nią kolejnego tomu. Przygotowałam się na kolejne kilkaset stron dobrej, trzymającej w napięciu i intrygującej lektury. Niestety, przeliczyłam się. "Pierworodna" nie dorównała poprzedniej części. 
Mogło się wydawać, że taki pomysł, którego można było rozwinąć na tak wiele sposobów, nie można popsuć. A jednak. Autorka niemal od samego początku wpadła w plątaninę schematów. Mimo, rzadko spotykanego wprowadzenia z objaśnieniem świata, wydarzeń z poprzedniego tomu i przedstawieniem najważniejszych postaci, które zwiastowało dobrą zabawę i ciągłą akcję, coś poszło nie tak.
Jednym z największych plusów było podłoże historyczne. Jest ono jasno nakreślone, ma swoje określone i ważne miejsce w fabule. To jest ta część powieści, która jest najbardziej dopracowana. Z ciekawości sprawdziłam kilka faktów, które wydawały mi się bardzo istotne. Od razu zrozumiałam jak wiele czasu pani Lee spędziła na poszukiwaniu informacji oraz ile cierpliwości i poświęcenia to od niej wymagało. Szacuneczek! Szkoda, że wszystko nie wyszło tak dobrze.
Styl autorki, tak jak poprzednio, jest bardzo przyjemny. Nie męczyłam się podczas czytania oraz szybko przeskakiwałam rozdziały. Cała historia jest angażująca, ale to nie to samo co w pierwszym tomie. Nie czułam potrzeby ciągłego czytania. Robiłam przerwy pomiędzy rozdziałami i wcale mi to nie przeszkadzało. Wszystko spowodowane jest znacznym zwolnieniem akcji. Przez sporą część książki nie dzieje się zbyt wiele. Główne wątki to mało spektakularne i ciągłe ucieczki przeplecione zwrotami akcji, które nie zawsze zaskakują. 
Najbardziej emocjonującą częścią, do której pani Lee naprawdę się przyłożyła, jest samo zakończenie. Dzieje się naprawdę sporo i to właśnie wtedy nie można odłożyć książki na bok, ale po prostu czytać i czytać. Mimo to moment, w którym autorka ucięła historię jest przesłodzony, zbyt wiele wątków zakończyło się happyendem. Nie zapada w pamięć i przy okazji czytania następnego tomu(?)*, wiem, że będę musiała odświeżyć fabułę. 
Pojawiło się mało nowych postaci, które nie za bardzo przykuwały uwagę. Główna bohaterka, Audra, często podejmowała dziwne decyzje i zachowywała się trochę irracjonalnie w stosunku do sytuacji, przez co irytowała. Ale jej postać składa się ze złych jak i dobrych zachowań. Gdyby wymazać te złe... Oprócz Audry, szczególnie wyróżniają się Luka oraz, pokochana przeze mnie, Błazen. To ta dwójka sprawiała, że miałam ochotę czytać dalej, kiedy Audra zawodziła. 
Jeśli miałabym jednym słowem podsumować ten tom, powiedziałabym, że jest chaotyczny... Dzieje się niby sporo, ale wszystko napisane jest w taki sposób, że każda ważniejsza scena ciągnie się przez kilka rozdziałów. Gdyby nie zakończenie, wykorzystanie historii i dwójka drugoplanowych postaci... byłoby kiepsko... Na szczęście pomimo popadania w schematy autorce udało się nie sprawić, że zasypiałam przy lekturze. Oczywiście dam szansę kolejnej części, jeśli takowa powstanie*. Szkoda by było zamykać serię w taki sposób. 

Moja ocena: 3,5/6.

*edit: Pierworodna to zakończenie serii. A szkoda.

_______________

Za możliwość przeczytania "Pierworodnej" serdecznie dziękuję wydawnictwu IUVI! :)
_______________

Do następnego, Marta! :)

Podsumowanie lipca 2017!

Dzień dobry!
Patrząc na moje podsumowanie lipca, mam bardzo optymistyczne odczucia. Wszystko wskazuje na to, że znajduję na czytanie więcej czasu, mniej kupuję i nareszcie - mimo, że powoli - wracam do książkowego życia! Tak jest! Dlatego nie zwalniamy - lecimy z podsumowaniem! :) :p

Zaczynamy od książek, które udało mi się przeczytać w ubiegłym miesiącu! :p


#1. Miesiąc zaczęłam bardzo dobrze - z powieścią Rebecci Stead pt. "Kłamca i Szpieg". Autorkę poznałam podczas czytania książki "Całkiem Obcy Człowiek", którą mnie oczarowała i zachęciła do sięgnięcia po każdą inną jej pozycję. Nie zawiodłam się i tym razem, mimo, iż ubolewałam nad faktem, że książka jest bardzo krótka! :p

#2. Następnie wzięłam się za czytanie "Lata Eden" autorstwa Liz Flannagan. Co do tej książki mam strasznie mieszane odczucia - z jednej strony mnie zaskoczyła, a z drugiej lekko zirytowała... Więcej w recenzji. :)

#3. Lipiec zakończyłam drugim tomem serii "Alcatraz kontra Bibliotekarze" Brandona Sandersona. Seria ciągle trzyma swój dobry poziom, przyprawia o napady śmiechu i cały czas potrafi zaintrygować nowymi faktami. :)

Trzy książki jak na miesiąc tak pełen różnych wydarzeń to naprawdę dobry wynik. Oby dalej było tylko lepiej. :)

A teraz czas na bardzo malutki stosik z nowościami w mojej biblioteczce! 


#1. Postanowienie o oszczędzaniu nareszcie wprowadzam w życie, ponieważ w lipcu nie kupiłam żadnej książki! Przybyła do mnie tylko jedna książka od wydawnictwa IUVI - "Indeks Szczęścia Juniper Lemon" Julie Israel. Aktualnie jestem w trakcie jej lektury i zapowiada się naprawdę ciekawie. :)

Tak przedstawia się mój książkowy lipiec! A jak to było u was? :p

Do następnego, Marta! :)