poniedziałek, 8 sierpnia 2016

"Zabwy z bronią" Faye Kellerman.

Dzień dobry!
Jestem tutaj jeszcze raz tego samego dnia! Tym razem z recenzją! Książka mnie rozczarowała i teraz niestety muszę napisać co było nie tak... :o


Autor: Faye Kellerman.
Wydawnictwo: Harper Collins Polska.
Strony: 428.

Detektyw Decker prowadzi dochodzenie w sprawie samobójstwa nastoletniego chłopca. Szybko dochodzi do wniosku, że klucz do rozwiązania zagadki znajduje się w szkole, do której chodził Greg Hesse. Elitarne liceum, jedno z najlepszych w kraju, jest terenem łowieckim narkotykowych dilerów i handlarzy bronią. Kilkoro uczniów prawdopodobnie współpracuje z mafią, a pozostali boją się mówić. Śledztwo rusza z miejsca, gdy umiera kolejna uczennica z tej samej szkoły. Decker uważa, że znów ktoś upozorował samobójstwo. Ktoś, kto lubi okrutne zabawy i traktuje ludzi jak marionetki. 

Zupełnie nie wiem od czego zacząć. Jestem fanem kryminałów z intrygującymi opisami i mam małą skłonność do autorów z nazwiskiem Kellerman. Niestety tym razem jestem bardzo zawiedziona, a wszystko już zaczyna się na głównym bohaterze... 
Historia wydaje się być bardzo fajnym pomysłem, który będzie obfitował w zwroty akcji oraz niespodziewana wydarzenia. Tyle, że nie było ani tego, ani tego. Przykro mi to pisać, ale ta książka zupełnie nie zasługuje na miano kryminału czy thillera... To jest typowa obyczajówka, w dodatku młodzieżowa (!!!), z dodatkowym wątkiem kryminalnym, gdzie pojawiają się dorośli. Główny bohater? Detektyw Decker? Zapomnijcie! To postać, która pojawia się bardzo rzadko, całą sprawą kryminalną zajmują się jego pracownicy... Według mnie to Gabe, młody pianista, staje się najważniejszą postacią i to od pierwszych stron. I, o zgrozo, to było złe posunięcie. 
Jestem pewna, że gdyby to jednak Decker był tutaj najważniejszy, a nie Gabe, książka byłaby dużo lepsza. Zaczyna się obyczajówka typu - chłopak poznał dziewczynę, a w międzyczasie trochę zamieszał się w pewną kryminalną sprawę. To jeszcze nie było by złe. Po prostu mylący opis z tyłu. Jednak zaczynają się dziać bardzo dziwne rzeczy pomiędzy chłopakiem a dziewczyną! Przepraszam, ale autorka przedstawiła relacje dwojga młodych osób - piętnastoletniego Gabe'a oraz czternastoletniej Yasmine - za bardzo dorośle i na pewno zbyt seksualnie. Nie było momentu, kiedy tych dwoje we wspólnej scenie nie zachowywali się zbyt obscenicznie i zboczenie... Niestety. Pani Kellerman, przecież to dopiero dzieci! 
W związku z tym, iż obyczajówka zaczynała się bardzo rozwijać, wątek kryminalny zniknął z radaru. Pojawiał się co kilka kartek z mało zaskakującymi faktami. Ale jednak. I tutaj także nie umknęły mi jego wady. Sprawa, którą 'zajmował się' detektyw Decker została przedstawiona w bardzo chaotyczny sposób. Często gubiłam się w tym co się działo w sprawie i o co właściwie chodziło. W pewnym momencie, kiedy sprawa samobójstw oraz losy dwojga wyżej wymienionych nastolatków się splotły książka naprawdę zaczęła mi się podobać. I myślałam, że  końcówka uratuje tę książkę. Jednak następnie autorka przeszła do wyjaśnienia całej sprawy. Kto? Dlaczego? W jaki sposób? Po co? Zacznijmy od tego, że okazało się, iż cała ta sprawa była jednym wielkim wymysłem głupiutkich dzieciaków, którzy chcieli się zabawić w dorosłych. To było dosyć zrozumiałe, ponieważ w dzisiejszych czasach dzieją się różne rzeczy. Ale potem wszystko zaczęło się plątać. Autorka wplotła wątek homoseksualny, który nic nie wnosił. Powody okazały się błahe, a praca policji nie zorganizowana. Szczerze? Najlepsza część tej książki to jej ostatni rozdział, gdzie pojawia się pewna postać!
Jeśli już wspomniałam o postaciach - ani Gabe, ani Decker, czy nawet Yasmine nie byli godnymi uwagi bohaterami. Gabe okazał się być piętnastolatkiem, który niby jest nieśmiały, ale jednak w każdej sytuacji potrafi wygrać z silniejszymi. Decker to płytka postać bez charakteru i możliwości zainteresowania sobą czytelnika. A Yasmine to zachwiana emocjonalnie nastolatka, która po kilku dniach wyznaje miłość. A kiedy już ręce opadają i nie ma nadziei pojawia się on. Prawdziwy ojciec Gabe'a, Chris Donatti, czyli były członek mafii, zabójca i właściciel nielegalnych firm. A jakże! To jedyna postać, która była niesamowicie charyzmatyczna i w piękny sposób przerysowana - tak jak powinna. Postać przechodząca od jednej skrajności do drugiej. Myślę, że będzie to chyba jedyna część, która naprawdę spodobała mi się w tej książce... 
Podsumowując, książka jest strasznie słaba i na pewno nie powinna być zaliczana do tematyki kryminalnej. Najlepsze momenty to te, w których pojawia się Chris Donatti oraz ostatni rozdział, także z jego udziałem. Po przeczytaniu książki byłam naprawdę zła. Na początku miałam jeszcze jakieś nadzieje... Niestety. Pani Kellerman zawstydziła swoje nazwisko...

Moja ocena: 2,5/6. 

_______________


Za możliwość przeczytania książki "Zabawy z bronią" dziękuję wydawnictwu Harper Collins Polska. 

_______________

Do następnego, Marta! :)

Podsumowanie lipca + stosik #22.

Dzień dobry!
Witam Was lekko spóźnionym podsumowaniem lipca, ponieważ mamy dzisiaj już 8 sierpień! :o Planuję na dziś także recenzje pewnej książki, która mnie nieco rozczarowała, więc zabieram się do pisania! :)

Na początek, książki, które udało mi się przeczytać... (baaardzo wstydliwy stosik... :p)


#1. Pierwszą z dwóch książek był "Szklany tron" Sarah J. Maas. Było to moje pierwsze spotkanie z tą autorką i wiem jedno - chcę więcej! Muszę jak najszybciej zdobyć kolejne części tej serii oraz jej następnej, o której jest bardzo głośno! :) Moja recenzja tutaj - klik.

#2. Drugą i niestety ostatnią książką jest "Nieznajomy" Harlana Cobena, czyli kolejne spotkanie z moim ukochanym autorem! Czy ja muszę coś więcej dodawać? Recenzja pojawi się niedługo, ale większość z Was prawdopodobnie wie, że książka mi się podobała... :) Ale dlaczego? O tym napiszę w recenzji! :)

I to by było niestety na tyle... Lipiec był inny niż co roku, kiedy czytałam po 7 a nawet 10 książek... Może to i lepiej, bo w pewnym sensie lepiej rozumiem książkę, nie puszczam jej za szybko... Ale dla mnie wynik i tak nie jest satysfakcjonujący. Pozostała nadzieja na lepsze inne miesiące! :)

A teraz stosik, czyli co zdobyłam w lipcu! :)


#1. Pierwsza książka to egzemplarz recenzencki od wydawnictwa Harper Collins Polska, o którego recenzji wspominałam na początku posta. Mowa o "Zabawach z bronią" Faye Kellerman.

Kolejne trzy książki to mój mały prezent, który kupiłam sobie na biedronkowej promocji za zdanie matury! :p

#2. "Duma i uprzedzenie" Jane Austen wreszcie do mnie trafiło, a tak długo na nie polowałam! :) Teraz tylko trzeba znaleźć czas, żeby ją przeczytać. :)

#3. "Ania z Zielonego Wzgórza" Lucy Maud Montgomery to możliwość powrotu do lat, kiedy dopiero zaczynałam moją przygodę z czytaniem... :p I powiem wam, że kiedy czytałam tę książkę to naprawdę nie miałam ochoty tego robić... Przeczytałam ją tylko dlatego, że była lekturą i miałam z niej sprawdzian. :p Ale ostatecznie mi się spodobała, a teraz mam ochotę ją sobie powtórzyć. :)

#4. I wreszcie! "Przygody Hucka Finna" Marka Twaina, czyli przygody mojej pierwszej książkowej miłości! Gdy zobaczyłam tą książkę, wiedziałam że muszę ją mieć! Nie mogę się jej doczekać! :)

Tak więc wygląda moje podsumowanie oraz stosik! :) A jak wam minął lipiec? :) Czytaliście coś z książek, które zdobyłam lub przeczytałam? :)

Do następnego, Marta! :)

poniedziałek, 18 lipca 2016

"Szklany tron" Sarah J. Maas.

Dzień dobry!
Kolejny poniedziałek, więc zaczynamy nowy tydzień z kolejnymi recenzjami. Dziś moja opinia o totalnym fenomenie wśród blogerów, booktuberów i właścicieli książkowych kont na Instagramie, i nie tylko :p. Zapraszam Was na "Szklany tron" Sarah J. Maas! :)


Autor: Sarah J. Maas. 
Wydawnictwo: Uroboros.
Strony: 512.

Celaena Sardothien odbywała ciężką karę za swoje przewinienia wystarczająco długo, by przyjąć propozycję, z której nie skorzystałby nawet szaleniec: jej dożywotnia niewolnicza praca w kopalni soli nie musi kończyć się dopiero z dniem jej śmierci, jeśli tylko dziewczyna zdecyduje się wziąć udział w turnieju o miano królewskiego zabójcy. To będzie walka na śmierć i życie, ale Celaenie nieobce są tajniki fachu zawodowego mordercy. Jeśli się jej powiedzie, po kilkuletniej służbie na królewskim dworze odzyska wolność. Jeśli nie – zginie z rąk któregoś z przeciwników: złodziei, zabójców i wojowników, najlepszych w całym królestwie. Szanse na pomyślne przejście wszystkich etapów turnieju są niewielkie, ale Celaena nie ma nic do stracenia.

Mam wrażenie jakoby wszyscy już czytali "Szklany tron" i wszyscy się nim zachwycali... Dlatego, kiedy tylko nadarzyła się okazja kupna tej książki, szybko ją zdobyłam. Jakiś czas czekała na półce i wreszcie się doczekała. Może nie przeczytałam jej szybko, ale nie zawiodłam się. 
Pierwszą rzeczą, która mnie zachwyciła był niesamowity styl pisania autorki. Pani Sarah J. Maas potrafi trafić do czytelnika po pierwszych kilku zdaniach książki. Jestem przekonana, że część sukcesu tej serii spowodowana jest lekkością w odbiorze książki, a równocześnie charakterystycznym sposobem opowiadania historii. Narrator występuje tu w trzecioosobowej formie, dlatego nie jest powiedziane, że przez całą książkę poznajemy tylko główną bohaterkę. 
Kiedy czytałam o inspiracjach autorki na tę książkę i o czasie w jakim ona powstawała bardzo się zdziwiłam. Twórczyni potrafiła odświeżyć starą opowieść w taki sposób, iż ta inspiracja nie jest nawet odczuwalna, jeśli czytelnik nie jest jej świadomy. Ta książka to zupełnie odmienna część magii, która porywa czytelnika, każe mu nieprzerywanie czytać, a po zakończeniu książki budzi w nim sporo emocji i naprowadza na sięgnięcie po kolejne tomy serii. Pomysł na tę książkę jest jak najbardziej trafiony - zdecydowanie niepowtarzalny i wyraźnie nie skopiowany. Wyśmienita fabuła okraszona wartką akcją i genialnymi postaciami. 
Jednak jeśli miałabym wybierać moją ulubioną część "Szklanego tronu" byłyby to ostatnie 100 stron, gdzie dzieje się najwięcej, a autorka pokazuje niezmierzony talent do stopniowania emocji. Dzieje się tam wiele: pojawiają się wielkie intrygi, problemy i pytania. Całokształt książki od razu kojarzy mi się z świetnie wykreowanym światem. Miejsce gdzie dzieje się akcja jest pokazane nad wymiar realistycznie. Podczas czytania chciałam znaleźć się w Erilei, być członkiem wszystkich wydarzeń, zagłębić się w korytarze szklanego zamku. Opisy są jak najbardziej kolejnym czynnikiem, który pozwala czytelnikom lepiej poznać świat, ale także dokładniej wyobrazić sobie poszczególne wydarzenia oraz postaci. 
Bohaterowie "Szklanego tronu" to czyste odwzorowanie prawdziwych postaci. Podczas czytania miałam wrażenie, że bardzo dobrze ich znam, że są realnymi postaciami, z którymi mogę pogadać...
Szczególnie zachwyciła  mnie główna bohaterka, która nie była idealna (!). Nie lubię, kiedy postać jest nadmiernie wyidealizowana, piękna, mądra itd. Tutaj nawet na okładce Celaena opisana jest jako piękna, niebezpieczna oraz skazana na zwycięstwo. Jednak to tylko okładka. Prawda kryje się w treści książki, gdzie dziewczyna jest wychudzona, inteligenta, ale czasem podejmująca niemądre decyzje, i częściej kierująca się instynktem niż rozumem. Ale właśnie to wszystko sprawia, iż staje się ona bardziej realistyczna. Zachwyciła mnie także postać Chaola, którego autorka wykreowała na wrażliwego, ale nieprzystępnego chłopaka, a mimo wszystko wspaniałego przyjaciela. Dużą uwagę przykuwa także postać króla. Ostatnie rozdziały z jego udziałem działały na mnie wręcz niepokojąco. 
Podsumowując, "Szklany tron" to pierwszy tom wspaniale zapowiadającej się serii, z fantastyczną akcją i genialnymi postaciami. Ważne jest to, że w książce można wyczuć wiele prawdziwych emocji i też wynieść kilka dobrych lekcji. Czekam na kolejną część z utęsknieniem i pozostało mi tylko napisać: kocham, kocham, kocham! :)

Moja ocena: 5,5/6.

_______________


Do następnego, Marta! :)

piątek, 1 lipca 2016

Podsumowanie czerwca + stosik #21.

Dzień dobry!
Witam Was w słoneczny pierwszy dzień lipca. I od razu przechodzę do podsumowania czerwca, bo po co przedłużać skoro na dworze taka piękna, wakacyjna pogoda! :)

Na początek podsumowanie, czyli co udało mi się przeczytać w czerwcu! :)


#1. Na pierwszy ogień w tym miesiącu poszły "Tytany" Victorii Scott. Ta książka podobała mi się dużo bardziej niż poprzednia seria tej autorki, a dlaczego możecie dowiedzieć się w mojej recenzji o tutaj - klik. :)

#2. Kolejną pozycją jest "Zaginiona dziewczyna" autorstwa Gillian Flynn. To ksiązka, która najbardziej mnie zaskoczyła, ponieważ spodziewałam się, iż tak jak w przypadku "Dziewczyny z pociągu" będzie ona totalnie przereklamowana. Na szczęście tak nie było. Już niedługo jej recenzja! :)

#3. Trzecia książka i zdecydowanie najlepsza to "Harry Potter i Kamień Filozoficzny" J. K. Rowling, wydanie ilustrowane. Myślałam nad małym postem, w którym opisze moje wrażenia po lekturze tego działa wzbogaconego o ilustracje i mam nadzieję, że niedługo się on tutaj ukaże. Oczywiście moja ocena jest bardzo przewidywalna i od razu mogę Wam ją przedstawić - bezwarunkowe 6/6!!! :)

A teraz czas na nowość na mojej półce! :) 


#1. "Tytany" Victorii Scott to książka, którą otrzymałam od Wydawnictwa IUVI! :)

#2. Pamiętacie co często piszę o biedronkowych promocjach? Tak. Kolejna książka Harlana Cobena, czyli "Nieznajomy", trafiła w moje ręce właśnie z takiej przeceny. Nie wiem dlaczego Biedronka to robi, ale przez nich tracę coraz więcej pieniędzy! :p Mimo wszystko warto było je wydać, aby mieć tą niesamowitą książkę! <3

#3. Zakup, przy którym nawet nie musiałam się zastanawiać. Nowa księgarnia w mieście, wchodzę, aby się rozejrzeć, a tu Harry. Ja nie mogłabym pominąć takiej okazji! Czekam na kolejne wydania ilustrowane, ponieważ marzy mi się cała seria wzbogacona o przepiękne obrazki! :)

Tak oto przedstawia się moje małe podsumowanie. Przeczytałam trzy książki i nie wiem czy jest to mało, czy optymalnie dobrze. Mogłoby być więcej gdyby lato nie było takie gorące i nie chodziłabym do pracy tak często. :)
Bardziej jednak denerwuje mnie moje zaniedbanie bloga. W tym miesiącu mam nadzieję się odkuć i zacząć działać już na pełnych obrotach! :)

Do następnego, Marta! :)

środa, 8 czerwca 2016

"Tytany" Victoria Scott.

Dzień dobry!
Dziś wolne od pracy, od szkoły już dawno, więc recenzje się piszą! :) Książka, o której będę dziś pisać to "Tytany" Victorii Scott. Jej premiera odbyła się całkiem niedawno, a ja przeczytałam ją w bardzo szybkim czasie. Czy mi się podobała? 


Autor: Victoria Scott.
Wydawnictwo: IUVI.
Strony: 334.

Odkąd tytany pojawiły się w Detroit, świat Astrid Sullivana obraca się wokół tych pół koni, pół maszyn, które dosiadane przez dżokejów startują w morderczych i emocjonujących wyścigach. Wraz z najlepszą przyjaciółką dziewczyna spędza wiele godzin na torze. Fascynują ją nie tylko emocje związane z wyścigami, ale też to, jak bardzo te zaprogramowane, półmechaniczne stworzenia wydają się prawdziwe. Astrid marzy, by kiedyś dotknąć jednego z nich.…ale też trochę ich nienawidzi. Jej ojciec stracił wszystko na zakładach bukmacherskich. Dziewczyna widzi też przepaść między bogatymi dżokejami, których stać na kosztowne maszyny do jazdy, a jej przyjaciółmi i sąsiadami, którzy czasem ostatnie pieniądze stawiają w zakładach, licząc na łut szczęścia. Ale kiedy Astrid ma szansę wystartować na jednym z tytanów w derbach, postanawia zaryzykować wszystko. Ponieważ dla dziewczyny stojącej po złej stronie toru wyścigi to coś więcej niż szansa na sławę i pieniądze. To także heroiczna walka o lepszą przyszłość. 

Nawet za wiele o niej nie usłyszałam, a książka już była na mojej półce. Najbardziej przyciągnęła mnie niesamowitą okładką, ponieważ opis przywodził mi na myśl kilka innych książek. Jednak postanowiłam się zapoznać z kolejną książką autorki "Ognia i wody". Pierwszą myślą jaka mi się nasuwa kiedy myślę o "Tytanach" to - jest ona lepsza od pierwszej serii Victorii Scott! Dlaczego? 
Zacznijmy od analizy budowy całej książki. Jest napisana z perspektywy głównej bohaterki, przez co można poznać jej przemyślenia i różne opinie. Dialogi są bardzo przystępne dla czytelnika i według mnie zabawne, ale tylko sporadycznie. Rozdziały nie są zbyt długie, co skutkuje szybszym czytaniem książki. Ale nie tylko to o tym decyduje - to także ciekawa historia, która wciąga bez reszty.
Jednak ta książka sprawia, że mam mieszane uczucia. Jest nietuzinkowa pod względem umieszczenia w historii tytanów - koni-maszyn. Ale równocześnie zdaje się być bardzo schematyczna - biedna dziewczyna, ze wspaniałymi przyjaciółmi, która walczy o swoją rodzinę - to już było. Ale najdziwniejsze w tym wszystkim było to, że ten pojawiający się schemat nie działał mi na nerwy. Autorka w dobry sposób urozmaiciła historię różnymi szczegółami i stała się ona podobna do innych, ale wyróżniająca się pod różnymi względami. 
Autorka postawiła sobie na cel, iż najważniejszą częścią książki będzie udział Astrid w gonitwach i jej walka o uratowanie rodziny. I bardzo dobrze jej to wyszło. Tutaj nie było wyolbrzymiania innych części historii, po prostu skupienie na najważniejszym temacie, a poruszanie mniejszych w małych ilościach. Podobało mi się to, iż wątek miłosny nie jest tutaj szczególnie wspominany. Jak dla mnie był lekko zabawny, bardzo mnie zdziwił (tak, zdziwił!) i wydaje mi się, że był bardzo niecodzienny. 
Ważną częścią jest ukazanie więzi pomiędzy poszczególnymi ludźmi, ale nie tylko. Pani Scott pokazała tutaj wspaniałe więzy przyjaźni, tych starszych i nowszych, przedstawiła relacje rodzinne, które okazały się nie zawsze być idealne. I wreszcie, podczas czytania można zapoznać się z emocjami wiążącymi się z posiadaniem swojego konia, tytana. Niesamowite było dla mnie poznawanie tej relacji krok po kroku i jej tworzenia się. Ale zauważyć też można bezwzględny świat ludzi bogatych oraz świat rywalizacji. Były momenty w tej historii, kiedy było to mocno uwypuklone.
Postaci jakie stworzyła autorka da się lubić. Główna bohaterka, czyli Astrid, jest typem dziewczyny, którą od razu bym polubiła. Otwarta, wesoła i gotowa do poświęceń. Jej opinie, posunięcia i wybory nie były dla mnie głupimi wymysłami nastolatki, ale dojrzałymi decyzjami dojrzewającej kobiety. Reszta postaci także wydaje mi się być wykreowana w godny sposób, a szczególnie polubiłam Gałgana, który z każdym dniem, kiedy myślę o tej książce, staje się moim ulubionym bohaterem. Za to jedna z postaci, czyli Hart - jak dla mnie bezpłciowy, bezosobowy bohater, może wymyślony trochę na siłę. To jest jeden z tych nielicznych momentów, kiedy nie zakochuję się w tym przystojnym, młodym bohaterze bez wad, ale chętnie wyrzuciłabym go z historii. Dziwne uczucie... :p
Na koniec autorka serwuje dramatyczne zakończenie, które jednocześnie jest bardzo dobre oraz momentami lekko wzruszające. Właśnie przez taki koniec nie jestem pewna, czy pani Scott jeszcze kiedyś napiszę jakąś historię zawierającą się w świecie tytanów. Ale jeśli - biorę w ciemno, ponieważ lubię dobrze bawić się podczas czytania, a tutaj miałam to zagwarantowane. Książka opowiada o przyjaźni, walce o rodzinę, prawdziwej rodzicielskiej miłości oraz więziach, które tworzą się niespodziewanie i czasem niepożądanie, a jednak. Książkę bardzo gorąco polecam! :)

Moja ocena: 5-/6.

______________

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu IUVI! :)

Do następnego, Marta! :)

środa, 1 czerwca 2016

Podsumowanie kwietnia oraz maja + stosik #20 + zapowiedź książki!

Dzień dobry!
Witajcie pierwszego dnia czerwca i od razu chciałabym Wam z całego serca spełnienia marzeń z okazji dnia dziecka! Wszyscy jesteśmy dziećmi, więc życzenia jak najbardziej się Wam należą! Stosów książek i wszystkiego czego zapragniecie! :))

Wracając do głównego tematu postu - pierwszy raz będę podsumowywać dwa miesiące w jednym poście. Wszystko co działo się w kwietniu i maju to jeden, wielki bałagan pełen nauki, szkoły i matur, a także pracy! Ale teraz wracam, mam się dobrze, książki się czytają i powoli zaczynam odżywać na blogosferze! Mam nadzieję, że moje nowe pomysły w najbliższym czasie nie pozostaną tylko planami, ale wejdą w życie i Wam się spodobają. :) Bez przedłużania zapraszam Was na podsumowanie oraz stosik! :)



Zacznijmy od książek, które przeczytałam w kwietniu!

#1. Pierwszą pozycją jest "Blackout" Marka Elsberga - powieść, którą czytałam dosyć długo, a wszystko spowodowane było ciągłymi przerwami w czytaniu, a bo to inna książka, a bo to egzemplarz recenzencki... Na szczęście dałam radę ją skończyć i uważam, że nie zmarnowałam tego długie czasu, mimo, iż myślałam, że książka będzie trochę lepsza. :) recenzja tutaj - klik.

#2. Drugą książką jest "Całkiem zabawna historia" autorstwa Neda Vizzini. Książka była niesamowicie szczera oraz, co jest bardzo ironiczne, często zabawna. Obraz osoby cierpiącej na depresję oraz przedstawienie szpitala psychiatrycznego z innej strony to dla mnie najlepsze części tej powieści. Moja recenzja jest tutaj - klik - sprawdźcie co więcej o niej napisałam. :)

Maj wcale nie był lepszy, ponieważ także przeczytałam tylko dwie książki. A mianowicie: 

#1. "Dla nas zawsze będzie lato" Jenny Han, czyli zakończenie trylogii, które nie za bardzo przypadło mi do gustu. Spodziewałam się, mimo, iż nie jest to trylogia 'górnych lotów', czegoś lepszego, mądrzejszego. Ale o wszystkich minusach oraz plusach tej serii napiszę już niedługo w recenzji zbiorowej! :)

#2. I właśnie teraz dotarliśmy do najlepszej pozycji, jaką przeczytałam w ciągu tych dwóch miesięcy. "Inwazja na Tearling", czyli kontynuacja jednej z moich ulubionych serii (tak pierwszy tom sprawił, że się zakochałam!), po prostu zrównał mnie z ziemią. Nie wiem jak Erika Johansen mogła mi to zrobić i zupełnie nie wiem jak wytrzymam do premiery kolejnego tomu, ale ta seria staje się naprawdę jedną z najlepszych. Recenzję napiszę wkrótce, kiedy ochłonę! :p

Tak oto przedstawia się podsumowanie, a teraz czas na stosik! :)


#1. "Inwazję na Tearling" trafiłam w wyjątkowo przystępnej cenie na przedsprzedaży. Mimo, iż kupiłam ją w kwietniu zaczęłam czytać dopiero w połowie maja. Chciałam ją przeczytać na spokojnie, po zakończeniu matur. :)

#2. "Całkiem zabawna historia" to egzemplarz recenzencki od wydawnictwa Harper Collins Polska. Bardzo dziękuję! :)

#3. Pierwsza z majowych zdobyczy to "Odkąd cię nie ma". Tę książkę chciałam przeczytać od kiedy po raz pierwszy zobaczyłam ją na zagranicznym YT oraz Instagramie. Mam nadzieję, że niedługo się za nią zabiorę! :)

#4. "W ramionach gwiazd" to książka, o której słyszałam tyle dobrego, że nie mogłam sobie jej odpuścić. :) Poza tym - ta oryginalna okładka! :)

#5. O kolejnej pozycji nie słyszałam do czasu, aż pojawiła się w Polsce. Ale sama tematyka "Plagi samobójców" oraz, znów, te okładki przyciągnęły moją uwagę. Koleżanka mówiła, że są godne uwagi, dlatego musiałam sama się przekonać! :)

Tak właśnie wyglądają moja najnowsze zdobycze! A co nowego pojawiło się u Was? :) Czytaliście jakieś z tych książek? :)

A teraz czas na zapowiedź książki, która niedługo pojawi się na polskim rynku wydawniczym!


"Tytany" Victoria Scott.

Odkąd tytany pojawiły się w Detroit, świat Astrid Sullivana obraca się wokół tych pół koni, pół maszyn, które dosiadane przez dżokejów startują w morderczych i emocjonujących wyścigach. Wraz z najlepszą przyjaciółką dziewczyna spędza wiele godzin na torze. Fascynują ją nie tylko emocje związane z wyścigami, ale też to, jak bardzo te zaprogramowane, półmechaniczne stworzenia wydają się prawdziwe. Astrid marzy, by kiedyś dotknąć jednego z nich.…ale też trochę ich nienawidzi. Jej ojciec stracił wszystko na zakładach bukmacherskich. Dziewczyna widzi też przepaść między bogatymi dżokejami, których stać na kosztowne maszyny do jazdy, a jej przyjaciółmi i sąsiadami, którzy czasem ostatnie pieniądze stawiają w zakładach, licząc na łut szczęścia. Ale kiedy Astrid ma szansę wystartować na jednym z tytanów w derbach, postanawia zaryzykować wszystko. Ponieważ dla dziewczyny stojącej po złej stronie toru wyścigi to coś więcej niż szansa na sławę i pieniądze. To także heroiczna walka o lepszą przyszłość. 

Książka "Tytany", autorstwa Victorii Scott, ukaże się nakładem wydawnictwa IUVI. 
Premiera książki: 2 czerwca 2016

Polecam także poprzednie książki tej autorki, czyli "Ogień i woda" (klik) oraz "Kamień i sól" (klik)!



Na dziś to już wszystko. Dawno mnie nie było, dlatego wróciłam z naprawdę długim postem! :) Niedługo recenzje oraz inne posty!
Do następnego, Marta! :)

czwartek, 19 maja 2016

"Całkiem zabawana historia" Ned Vizzini.

Dzień dobry!
Witam Was po dość długiej przerwie, ponieważ minęło już dużo ponad pół miesiąca. A wszystko to spowodowane było maturą. Teraz kiedy to się skończyło wracam! Planuję teraz nadrobić wszystko po kolei; podsumowania, recenzję i inne posty. Bez przedłużania przejdźmy do recenzji książki "Całkiem zabawna historia" autorstwa Neda Vizzini! :)


Autor: Ned Vizzini.
Strony: 336.
Wydawnictwo: Harper Collins Polska.

Skończyć studia. Znaleźć pracę. Być najlepszym. Coś osiągnąć. Życie rzuca wyzwania, a ty nie nadążasz. Jesteś zdany na siebie, a równocześnie wszyscy czegoś od ciebie oczekują. Rodzice nie chcą wiedzieć, że nie dajesz rady. A Ona jest z twoim najlepszym kumplem. Jak tu nie zwariować?
Craig nie udźwignął presji otoczenia i tempa pędzącego świata. Nieudana próba samobójcza sprawiła, że trafił na oddział psychiatryczny. Koniec? To dopiero początek.

Zupełnie nie wiedziałam czego się spodziewać, kiedy myślałam o tej książce. Z jednej strony okładka przywodziła mi na myśl lekką młodzieżówkę napisaną w chwili natchnienia, po zainspirowaniu się problemami nastolatków. Jednak zastanawiałam się nad tym, czy ta książka okaże się być bardzo głęboka, poważnie napisana. Okazało się, że "Całkiem zabawna historia" balansuje na krawędzi tych dwóch odmiennych myśli. Ale czy to wpłynęło na moją opinię pozytywnie?
Pomysł na tę książkę od razu mi się spodobał. Dobra, może temat depresji jest często poruszany w młodzieżówkach i nie tylko. Ale szczególnie przyciągnął mnie fakt, iż bohater trafi na oddział psychiatryczny. Nie wiem dlaczego, ale miałam głęboką nadzieję, iż autor tę część powieści rozwinie do granic. I nie rozczarowałam się. Wydaję mi się, że pan Vizzini mógłby się postarać i opisać to jeszcze lepiej, ale jak dla mnie było to bardzo fajne rozwinięcie historii. 
Trzeba zacząć od tego, że z tej powieści od razu bije dystans i niesamowita bezpośredniość. Nie ma tutaj tematów tabu, każda postać mówi co chce, i mimo, iż czasem jest to lekko przesadzone, dla mnie było to potrzebne. A już na pewno w powieści tego typu. Akcja rozwija się tutaj szybko, choć z początku, kiedy autor wprowadza czytelnika w wydarzenia z życia bohaterów, można powiedzieć, że nic się nie dzieje. Jednak potem jest tylko lepiej. Wszystkie wydarzenia są coraz ciekawsze i wciągają tak bardzo, że nie można odłożyć książki. Ważna jest tutaj narracja, która jest prowadzona przez głównego bohatera. Ten opowiada całą historię w bardzo bezpośredni i, ironicznie, śmieszny sposób. 
Ned Vizzini postawił na ukazanie ważnego, współczesnego problemu społecznego, jakim jest depresja, która okazuje się być cichym przestępcą. Autor robi to w doskonały sposób. Całkowicie przedstawia aspekty depresji, jej negatywne skutki - a wszystko to prosto z mostu, łatwo dociera do czytelnika. Odbiorca może zrozumieć wszystko od razu, bo nie ma tutaj nic skomplikowanego. Jednak największe przesadzenie w tej kwestii pojawia się, gdy w jednym momencie okazuje się, że wszyscy cierpią na depresję. Jest taki moment, kiedy tak wiele postaci o tym wspomina. Mnie osobiście bardzo to irytowało. Jak i jeden tak i reszta...
Obraz szpitala psychiatrycznego, a właściwie tylko oddziału, zupełnie zmienił się w moich oczach. Przejrzałam na oczy, że nie jest to miejsce pełne wariatów. To miejsce, gdzie przebywają ludzie chorzy bardziej i mniej, ale w takim samym stopniu potrzebujący uwagi i zrozumienia. Może i to przesłanie nie jest tutaj ukazane od razu. Myślę, że autor chciał, w sposobie jakim ukazał całe to miejsce i tych ludzi, przekonać do pomocy tym ludziom, do nie osądzania ich. Mówi się, że 'jak cię ludzie widzą, tak cię piszą'... I w tej powieści występuje zaprzeczenie - autor wręcz woła 'Nie róbcie tego! Ci ludzie na to nie zasługują!'
Przechodząc do mojej opinii o bohaterach powieści na początku chcę wspomnieć o głównym bohaterze. Craig to osoba, którą od razu można polubić, ale która sprawia także, iż czytelnik czuje dziwny rodzaj smutku w stosunku do jego postaci. Ja od razu mocniej zaczęłam odczuwać tę niesprawiedliwość, która dotyczy depresji, dopadającej bezprawnie ludzi w każdym wieku. Craig jako narrator we wszelkich opisach ukazuje obraz swojej psychiki. Jest to pomocą dla czytelnika, który lepiej może zrozumieć osobę cierpiącą na depresję. Reszta bohaterów to charakterystyczne, nieidealne postaci, które śmieszą, denerwują lub zwyczajnie sprawiają, że po raz kolejny czujemy smutek. 
"Całkiem zabawna historia" to powieść w bardzo ironiczny sposób zabawna, ale poruszająca bardzo ważne, społeczne problemy. Mało tego - ukazuje współczesne relacje nastolatków z rodzicami oraz ze znajomymi. Wszystko to składa się na przystępną opowieść o depresji, jej skutkach, ale i o odrzucaniu pozorów i powszechnych prawd, które okazują się kłamstwami. Ja wspominać tę książkę będę dobrze, ale mimo wszystko chciałam otrzymać jeszcze więcej. 

Moja ocena: 4,5/6.

_______________


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu Harper Collins Polska! :)


_______________


Do następnego, Marta! :)