wtorek, 20 września 2016

"Clovis LaFay. Magiczne Akta Scotland Yardu" Anna Lange.

Dzień dobry! 
Już od jakiegoś czasu nie czytałam książki polskiego autorka, która tak by mnie zachwyciła! :) Zapraszam do zapoznania się z moją opinią na temat świata Clovisa LaFaya wykreowanego przez Annę Lange! :)


Autor: Anna Lange. 
Wydawnictwo: Sine Qua Non.
Strony: 448.

Clovis LaFay ma kłopoty rodzinne. Nieżyjący już ojciec miał reputację czarnego maga, znacznie starszy przyrodni brat jest wrogo nastawiony, a dzieci tego ostatniego… No cóż, na pewne zaburzenia nie ma jeszcze nazw – jest rok 1873 – co nie znaczy, że nie istnieją te zjawiska. John Dobson, dawny przyjaciel Clovisa i nadinspektor świeżo utworzonej jednostki wydziału detektywistycznego londyńskiej policji metropolitalnej również ma liczne problemy. Z pieniędzmi nie jest najlepiej, z prowincji przyjechała młodsza siostra, podwładni krzywo patrzą na zwierzchnictwo młodego eksporucznika artylerii, a najgorsze, że w Londynie drastycznie brakuje egzorcystów! Alicja Dobson waha się: zamążpójście czy pielęgniarstwo? Sęk w tym, że konkurenci się nie tłoczą, a zajęcia z magii leczenia na kursie pielęgniarskim okazały się nie całkiem tym, na co miała nadzieję. Clovis LaFay chętnie służy pomocą w tym drugim problemie, a kto wie, może i w pierwszym? Chociaż czegoś się jakby boi…

Magia, wiktoriańska Anglia i świetna okładka najbardziej zachęciły mnie do sięgnięcia po tę pozycję. Właściwie nie wiedziałam czego się spodziewać, ponieważ opis nie był jednoznaczny. Dla wszystkich tych, którzy są jeszcze przed lekturą książki Anny Lange - nie czytajcie opisu! I tak nie przygotuje was on na to co otrzymacie na kartach powieści "Clovis Lafay. Magiczne Akta Scotland Yardu". 
Akcja może i nie porywa od pierwszych stron, ale z każdym rozdziałem rozkręca się coraz bardziej. Według mnie autorka poradziła sobie z problemem, który często dotyka polskich autorów (i nie tylko) - długie, nużące opisy zamieniła w bardzo ciekawe i obrazowe, a czasem zajmujące nawet kilka stron wywody na pewne temat. Autorka ukazała lekkość swojego pióra, niezmuszanie się do pisania. Jej styl jest bardzo zrozumiały i ciekawy. Pani Lange potrafiła rozbudzić mnie zwrotami akcji w tej książce, kiedy czytałam w godzinach bardzo późnych. Trzeba także przyznać, że autorka jest mistrzynią zabawnych dialogów, w które niesamowicie potrafi wpleść nutkę niezręczności i dużą dawkę śmiesznych stwierdzeń i ciętych ripost. To wszystko sprawia, że czytanie tej pozycji staje się bardzo przyjemne i nie męczące. 
Książka jest zrozumiała dla czytelnika, ponieważ pani Lange przeplata przez całą powieść dwie sekcje uzupełniające się wzajemnie. Często rozdział kończyłam z wieloma pytaniami, a odpowiedzi dostawałam po przeczytaniu kolejnych stron. To wszystko było bardzo zaskakujące i często przyprawiało mnie o szybsze bicie serca. Nowe fakty, duża dawka zwrotów akcji i punkt kulminacyjny, który wbija w fotel i budzi przeróżne emocje. Już dawno tak dobrze nie bawiłam się przy czytaniu polskiej fantastyki. Ale to nie wszystko.
Często narzeka się na wątki romantyczne. I nie ma co się dziwić. Jednak tutaj autorka postarała się o to, iż ów wątek był tak subtelny, że chciałoby się go więcej. Miłość w książce pani Lange jest pełna niezręczności, a czasem fantastycznie bezpośrednia; cicha i nie skradająca głównego wątku, lekko nakreślona, a przy okazji przedstawiająca charakterystyczne zwyczaje w wiktoriańskiej Anglii. Na kartach całej powieści można się z nimi zapoznać i przekonać, że autorka w napisanie tej książki włożyła sporo serca oraz pracy.
Wiktoriańskie zwyczaje łączą się z niepowtarzalnym klimatem książki i bardzo dobrze wykreowanym światem. Podczas czytania czułam się jakbym razem z bohaterami przemierzała ulica Anglii oraz rozwiązywała magiczne sprawy. I tutaj muszę także wspomnieć o magii, bez której ta książka była by bardzo uboga i pewnie nudna. Stworzony został ciekawy system magiczny pełen fantastycznych sformułowań i różnych kategorii magii. Sama ta cząstka powieści powinna być dla Was jednym z najbardziej przyciągających do niej czynników. 
A teraz czas przejść do bohaterów książki, którzy mnie oczarowali (pewnie przez ich magię... :p) i stali się moim najlepszymi przyjaciółmi na każdy wieczór, który spędzałam z tą pozycją. Szczególnie polubiłam trójkę głównych bohaterów, czyli samego Clovisa LaFaya, który okazał się być ujmującą, bardzo charakterną postacią pełną zagadek, oraz rodzeństwo Dobsonów. Każda z tych postaci jest bardzo ciekawa i zdecydowanie pełnowymiarowa, jakby autorka opisywała realne osoby. Nie tylko ci trzej bohaterowie mnie zachwycili, ponieważ reszta mimo, że to postaci poboczne, były wykreowane w nietuzinkowy sposób. Każda z nich przedstawiała różne cechy i zachowania. Bardzo duży plus za świetne postaci. 
Podsumowując, muszę napisać, iż po tej książce nie spodziewałam się dużo, ale cały czas byłam pełna nadziei, że będzie to pozycja, która mnie zaskoczy. I tak się stało. Opis nie oddał wspaniałości tej książki oraz wszystkich jej świetnych aspektów. Tak więc serdecznie zachęcam do sięgnięcia po tą pozycję, a teraz pozostało mi tylko oczekiwanie, czy autorka stworzy coś jeszcze w tym fantastycznym świecie. :)

Moja ocena: 5/6. 

_____________


Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Sine Qua Non!! :)

_____________


Do następnego, Marta! :)

wtorek, 6 września 2016

"Biuro Podróży Samotnych Serc: Kierunek Tajlandia" Katy Collins.

Dzień dobry! 
Dziś mam zamiar napisać wam co nieco o książce, która mimo bardzo kiczowatego tytułu okazuje się nie być tak bardzo płytka, mimo kilku minusów. Przed wami "Biuro Podróży Samotnych Serc: Kierunek Tajlandia" Katy Collins. :)


Autor: Katy Collins. 
Wydawnictwo: Harper Collins Polska.
Strony: 302.

Zamiast upinać welon i iść do ołtarza, Georgia spędza swój wielki dzień, zastanawiając się, dlaczego jej ślub diabli wzięli.
Za radą przyjaciółki sporządza listę rzeczy, które chciałaby zrobić, zanim umrze. Następnie pakuje plecak i rusza w podróż po Tajlandii.
Los jednak bywa złośliwy. Georgia oczekuje oszałamiającej przygody, a natrafia na niekoniecznie miłe widoki, dziwne zapachy i liczne pułapki, jakie czekają na niedoświadczonych obieżyświatów. 

Kiedy zaczynałam czytać tę książkę bałam się, iż trzymam w dłoniach kolejną książkę pełną miłosnych problemów, użalania się nad sobą przez kolejnych dwadzieścia stron książkę i tak dalej. Na szczęście, mimo kilku minusów, pani Katy Collins sprawiła, że cały ten miłosny wątek nie był  odczuwalny cały czas i dało się go przeżyć. 
Zacznę od tego, że książka nie jest zbyt zaskakująca. Prosta historia o kobiecie, która zostaje z dnia na dzień sama i musi sobie w tej sytuacji poradzić. Pełna wątpliwości wyrusza w podróż, o której marzyła, a której spełnić nie mogła przez swojego partnera. Właściwie jest to fabuła całej książki i jest ona dosyć typowa oraz mało oryginalna. Na szczęście powieść pełna jest małych, mniej lub bardziej zabawnych, zdarzeń z podróży oraz kontaktów z innymi ludźmi. 
Opis książki obiecuje ukazanie życia z plecakiem z tej bardzo realistycznej strony. I oczywiście, autorka oferuje nam sporo sytuacji, które ukazują rzeczywistość, ale czasem zapomina o tym i przedstawia utopijność spędzania wakacji z dala od domu, za które zapłaciło się sporo pieniędzy. Od tego właściwie zaczyna się przemiana akcji, która z rozdziału na rozdział staje się coraz bardziej przewidywalna, a głównymi myślami bohaterki stają się problemy miłosne oraz mężczyźni, których spotkała w czasie podróży. Zakończenie to typowy happyend, który autorka mogła sobie odpuścić - na pewno wyszło by to na dobre książce. 
Opis na książce głosi, iż ta książka to "Bridget Jones z plecakiem". Niby wszystko się zgadza. Jest tutaj miłość, jest podróż, jest charakterystyczna bohaterka. Tyle, że twórcy serii o Bridget Jones nie musieli jej nawet dawać plecaka, aby cała historia stała się uwielbiana przez czytelniczki na całym świecie, a postać głównej bohaterki okazała się być już kultową. Tam miłość ukazywana była z różnych punktów widzenia - bawiła, smuciła, denerwowała... U pani Collins to po prostu nadużycie i czynnik, który sprawia, że czytelnik, który oczekiwał szalonej opowieści o kobiecie w podróży otrzymuje opowieść o kobiecie w podróży, która nie przestaje nadawać o swoich miłosnych problemach. Zaznaczam jednak, że nie zawsze tak jest. Książka na przemian jest zbudowana z części o lepszej jakości i trochę gorszej.
Sama główna bohaterka nie jest irytująca cały czas. To tylko momenty, w których jej decyzje są nieracjonalne, przemyślenia płytkie, a zachowanie co najmniej dziwne. Ale to co działa na jej korzyść to to, iż autorka zrobiła z niej początkowo słabą kobietę, która z czasem zaczęła walczyć o swoje szczęście, która stała się silniejsza i pewniejsza siebie oraz, która nie bała się powiedzieć tego co jej na duszy leżało. Niektóre z postaci niestety były przerysowane aż za bardzo, ale było ich niewiele. Moimi ulubionymi postaciami po raz kolejny okazują się być trzy dziewczyny, poboczne postacie, pojawiające się dopiero w połowie książki. Były one charyzmatyczne, pełne życia i bardzo ciekawe.
Podsumowując, opowieść ta jest ogólnie dobra, lecz mało zaskakująca. Można się przy niej pośmiać, ale czasem trochę irytuje. Główna bohaterka nie jest tak płytka, jak można by się tego spodziewać, a styl pisarki jest przystępny i prosty. Jeśli na pewne mankamenty przymruży się oczy, powieść jest przyjemną odskocznią na jeden wieczór. 

Moja ocena: 3+/6. 

_____________


Serdecznie dziękuję Wydawnictwu Harper Collins za możliwość przeczytania książki "Biuro Podróży Samotnych Serc: Kierunek Tajlandia" Katy Collins!! :)

_____________


Do następnego, Marta! :)

poniedziałek, 5 września 2016

Podsumowanie sierpnia + stosik #23.

Dzień dobry!
Dziś już 5 wrzesień, zaczęła się szkoła (na moje nieszczęście mnie ten rok szkolny już nie obowiązuje... :p ), a ja jestem tu z kolejnym podsumowaniem! :) Zapraszam serdecznie! :)


Na początek książki, które przeczytałam w sierpniu! :)


#1. Na pierwszy ogień poszła książka od wydawnictwa Harper Collins Polska, czyli "Zabawy z bronią" Faye Kellerman. To nie był za dobry początek miesiąca, niestety... Recenzja pojawiła się na blogu bezpośrednio po poprzednim podsumowaniem, a link do niej znajdziecie tutaj - klik. :)

#2. Następnie przyszła kolej na książkę, o której słyszałam bardzo dawno temu i na reszcie udało mi się ją przeczytać. Mowa o "Odkąd Cię nie ma" Morgan Matson. Jej premiera nie była zbyt głośna, a szkoda. Książka mnie nie zawiodła, więcej napiszę w recenzji! :)

#3. "7 razy dziś" Lauren Oliver to kolejna pozycja. Mam co do niej bardzo mieszane uczucia, więc z napisaniem jej recenzji jeszcze troszkę muszę poczekać... :)

#4. Egzemplarz recenzencki od wydawnictwa Harper Collins Polska, czyli "Biuro Podróży Samotnych Serc: Kierunek Tajlandia" Katy Colllins. Dałam jej szansę ze względu na wątek podróżniczy. Moja opinia pojawi się jutro lub pojutrze. :)

A teraz przyszedł czas na sierpniowe zdobycze! :)


#1. Dwie powieści Carlosa Ruiza Zafóna, czyli kolejno "Więzień Nieba" oraz "Gra Anioła" to dwa kolejne tomy trylogii o Cmentarzu Zapomnianych Książek. Pierwsza część posiadam już dawno, teraz czas się za nią zabrać... :p

#2. "The perfume of death" oraz "The rotten town" to dwa małe opowiadania do nauki j. angielskiego zakupione w biedronce przy okazji. Zaczęłam jedną z nich i jak na razie samo opowiadanie, jak i wszystkie ćwiczenia i słowniczek są zachwycające. :)


#3. "Clovis LaFay. Magiczne akta Scotlandyardu" Anny Lange to książka, o której jest teraz bardzo głośno. Ja dostałam ją od Wydawnictwa SQN.  Jestem w trakcie czytania i ja już jestem na tak. :)

#4. O "Biuro Podróży Samotnych Serc: Kierunek Tajlandia" już wspominałam. Ta książka pojawiła się u mnie także w sierpniu. :)

Tak więc przedstawia się moje podsumowanie, zdobycze na sierpień. A jakie wyniki u Was? :) 

Do następnego, Marta! :)

poniedziałek, 8 sierpnia 2016

"Zabwy z bronią" Faye Kellerman.

Dzień dobry!
Jestem tutaj jeszcze raz tego samego dnia! Tym razem z recenzją! Książka mnie rozczarowała i teraz niestety muszę napisać co było nie tak... :o


Autor: Faye Kellerman.
Wydawnictwo: Harper Collins Polska.
Strony: 428.

Detektyw Decker prowadzi dochodzenie w sprawie samobójstwa nastoletniego chłopca. Szybko dochodzi do wniosku, że klucz do rozwiązania zagadki znajduje się w szkole, do której chodził Greg Hesse. Elitarne liceum, jedno z najlepszych w kraju, jest terenem łowieckim narkotykowych dilerów i handlarzy bronią. Kilkoro uczniów prawdopodobnie współpracuje z mafią, a pozostali boją się mówić. Śledztwo rusza z miejsca, gdy umiera kolejna uczennica z tej samej szkoły. Decker uważa, że znów ktoś upozorował samobójstwo. Ktoś, kto lubi okrutne zabawy i traktuje ludzi jak marionetki. 

Zupełnie nie wiem od czego zacząć. Jestem fanem kryminałów z intrygującymi opisami i mam małą skłonność do autorów z nazwiskiem Kellerman. Niestety tym razem jestem bardzo zawiedziona, a wszystko już zaczyna się na głównym bohaterze... 
Historia wydaje się być bardzo fajnym pomysłem, który będzie obfitował w zwroty akcji oraz niespodziewana wydarzenia. Tyle, że nie było ani tego, ani tego. Przykro mi to pisać, ale ta książka zupełnie nie zasługuje na miano kryminału czy thillera... To jest typowa obyczajówka, w dodatku młodzieżowa (!!!), z dodatkowym wątkiem kryminalnym, gdzie pojawiają się dorośli. Główny bohater? Detektyw Decker? Zapomnijcie! To postać, która pojawia się bardzo rzadko, całą sprawą kryminalną zajmują się jego pracownicy... Według mnie to Gabe, młody pianista, staje się najważniejszą postacią i to od pierwszych stron. I, o zgrozo, to było złe posunięcie. 
Jestem pewna, że gdyby to jednak Decker był tutaj najważniejszy, a nie Gabe, książka byłaby dużo lepsza. Zaczyna się obyczajówka typu - chłopak poznał dziewczynę, a w międzyczasie trochę zamieszał się w pewną kryminalną sprawę. To jeszcze nie było by złe. Po prostu mylący opis z tyłu. Jednak zaczynają się dziać bardzo dziwne rzeczy pomiędzy chłopakiem a dziewczyną! Przepraszam, ale autorka przedstawiła relacje dwojga młodych osób - piętnastoletniego Gabe'a oraz czternastoletniej Yasmine - za bardzo dorośle i na pewno zbyt seksualnie. Nie było momentu, kiedy tych dwoje we wspólnej scenie nie zachowywali się zbyt obscenicznie i zboczenie... Niestety. Pani Kellerman, przecież to dopiero dzieci! 
W związku z tym, iż obyczajówka zaczynała się bardzo rozwijać, wątek kryminalny zniknął z radaru. Pojawiał się co kilka kartek z mało zaskakującymi faktami. Ale jednak. I tutaj także nie umknęły mi jego wady. Sprawa, którą 'zajmował się' detektyw Decker została przedstawiona w bardzo chaotyczny sposób. Często gubiłam się w tym co się działo w sprawie i o co właściwie chodziło. W pewnym momencie, kiedy sprawa samobójstw oraz losy dwojga wyżej wymienionych nastolatków się splotły książka naprawdę zaczęła mi się podobać. I myślałam, że  końcówka uratuje tę książkę. Jednak następnie autorka przeszła do wyjaśnienia całej sprawy. Kto? Dlaczego? W jaki sposób? Po co? Zacznijmy od tego, że okazało się, iż cała ta sprawa była jednym wielkim wymysłem głupiutkich dzieciaków, którzy chcieli się zabawić w dorosłych. To było dosyć zrozumiałe, ponieważ w dzisiejszych czasach dzieją się różne rzeczy. Ale potem wszystko zaczęło się plątać. Autorka wplotła wątek homoseksualny, który nic nie wnosił. Powody okazały się błahe, a praca policji nie zorganizowana. Szczerze? Najlepsza część tej książki to jej ostatni rozdział, gdzie pojawia się pewna postać!
Jeśli już wspomniałam o postaciach - ani Gabe, ani Decker, czy nawet Yasmine nie byli godnymi uwagi bohaterami. Gabe okazał się być piętnastolatkiem, który niby jest nieśmiały, ale jednak w każdej sytuacji potrafi wygrać z silniejszymi. Decker to płytka postać bez charakteru i możliwości zainteresowania sobą czytelnika. A Yasmine to zachwiana emocjonalnie nastolatka, która po kilku dniach wyznaje miłość. A kiedy już ręce opadają i nie ma nadziei pojawia się on. Prawdziwy ojciec Gabe'a, Chris Donatti, czyli były członek mafii, zabójca i właściciel nielegalnych firm. A jakże! To jedyna postać, która była niesamowicie charyzmatyczna i w piękny sposób przerysowana - tak jak powinna. Postać przechodząca od jednej skrajności do drugiej. Myślę, że będzie to chyba jedyna część, która naprawdę spodobała mi się w tej książce... 
Podsumowując, książka jest strasznie słaba i na pewno nie powinna być zaliczana do tematyki kryminalnej. Najlepsze momenty to te, w których pojawia się Chris Donatti oraz ostatni rozdział, także z jego udziałem. Po przeczytaniu książki byłam naprawdę zła. Na początku miałam jeszcze jakieś nadzieje... Niestety. Pani Kellerman zawstydziła swoje nazwisko...

Moja ocena: 2,5/6. 

_______________


Za możliwość przeczytania książki "Zabawy z bronią" dziękuję wydawnictwu Harper Collins Polska. 

_______________

Do następnego, Marta! :)

Podsumowanie lipca + stosik #22.

Dzień dobry!
Witam Was lekko spóźnionym podsumowaniem lipca, ponieważ mamy dzisiaj już 8 sierpień! :o Planuję na dziś także recenzje pewnej książki, która mnie nieco rozczarowała, więc zabieram się do pisania! :)

Na początek, książki, które udało mi się przeczytać... (baaardzo wstydliwy stosik... :p)


#1. Pierwszą z dwóch książek był "Szklany tron" Sarah J. Maas. Było to moje pierwsze spotkanie z tą autorką i wiem jedno - chcę więcej! Muszę jak najszybciej zdobyć kolejne części tej serii oraz jej następnej, o której jest bardzo głośno! :) Moja recenzja tutaj - klik.

#2. Drugą i niestety ostatnią książką jest "Nieznajomy" Harlana Cobena, czyli kolejne spotkanie z moim ukochanym autorem! Czy ja muszę coś więcej dodawać? Recenzja pojawi się niedługo, ale większość z Was prawdopodobnie wie, że książka mi się podobała... :) Ale dlaczego? O tym napiszę w recenzji! :)

I to by było niestety na tyle... Lipiec był inny niż co roku, kiedy czytałam po 7 a nawet 10 książek... Może to i lepiej, bo w pewnym sensie lepiej rozumiem książkę, nie puszczam jej za szybko... Ale dla mnie wynik i tak nie jest satysfakcjonujący. Pozostała nadzieja na lepsze inne miesiące! :)

A teraz stosik, czyli co zdobyłam w lipcu! :)


#1. Pierwsza książka to egzemplarz recenzencki od wydawnictwa Harper Collins Polska, o którego recenzji wspominałam na początku posta. Mowa o "Zabawach z bronią" Faye Kellerman.

Kolejne trzy książki to mój mały prezent, który kupiłam sobie na biedronkowej promocji za zdanie matury! :p

#2. "Duma i uprzedzenie" Jane Austen wreszcie do mnie trafiło, a tak długo na nie polowałam! :) Teraz tylko trzeba znaleźć czas, żeby ją przeczytać. :)

#3. "Ania z Zielonego Wzgórza" Lucy Maud Montgomery to możliwość powrotu do lat, kiedy dopiero zaczynałam moją przygodę z czytaniem... :p I powiem wam, że kiedy czytałam tę książkę to naprawdę nie miałam ochoty tego robić... Przeczytałam ją tylko dlatego, że była lekturą i miałam z niej sprawdzian. :p Ale ostatecznie mi się spodobała, a teraz mam ochotę ją sobie powtórzyć. :)

#4. I wreszcie! "Przygody Hucka Finna" Marka Twaina, czyli przygody mojej pierwszej książkowej miłości! Gdy zobaczyłam tą książkę, wiedziałam że muszę ją mieć! Nie mogę się jej doczekać! :)

Tak więc wygląda moje podsumowanie oraz stosik! :) A jak wam minął lipiec? :) Czytaliście coś z książek, które zdobyłam lub przeczytałam? :)

Do następnego, Marta! :)

poniedziałek, 18 lipca 2016

"Szklany tron" Sarah J. Maas.

Dzień dobry!
Kolejny poniedziałek, więc zaczynamy nowy tydzień z kolejnymi recenzjami. Dziś moja opinia o totalnym fenomenie wśród blogerów, booktuberów i właścicieli książkowych kont na Instagramie, i nie tylko :p. Zapraszam Was na "Szklany tron" Sarah J. Maas! :)


Autor: Sarah J. Maas. 
Wydawnictwo: Uroboros.
Strony: 512.

Celaena Sardothien odbywała ciężką karę za swoje przewinienia wystarczająco długo, by przyjąć propozycję, z której nie skorzystałby nawet szaleniec: jej dożywotnia niewolnicza praca w kopalni soli nie musi kończyć się dopiero z dniem jej śmierci, jeśli tylko dziewczyna zdecyduje się wziąć udział w turnieju o miano królewskiego zabójcy. To będzie walka na śmierć i życie, ale Celaenie nieobce są tajniki fachu zawodowego mordercy. Jeśli się jej powiedzie, po kilkuletniej służbie na królewskim dworze odzyska wolność. Jeśli nie – zginie z rąk któregoś z przeciwników: złodziei, zabójców i wojowników, najlepszych w całym królestwie. Szanse na pomyślne przejście wszystkich etapów turnieju są niewielkie, ale Celaena nie ma nic do stracenia.

Mam wrażenie jakoby wszyscy już czytali "Szklany tron" i wszyscy się nim zachwycali... Dlatego, kiedy tylko nadarzyła się okazja kupna tej książki, szybko ją zdobyłam. Jakiś czas czekała na półce i wreszcie się doczekała. Może nie przeczytałam jej szybko, ale nie zawiodłam się. 
Pierwszą rzeczą, która mnie zachwyciła był niesamowity styl pisania autorki. Pani Sarah J. Maas potrafi trafić do czytelnika po pierwszych kilku zdaniach książki. Jestem przekonana, że część sukcesu tej serii spowodowana jest lekkością w odbiorze książki, a równocześnie charakterystycznym sposobem opowiadania historii. Narrator występuje tu w trzecioosobowej formie, dlatego nie jest powiedziane, że przez całą książkę poznajemy tylko główną bohaterkę. 
Kiedy czytałam o inspiracjach autorki na tę książkę i o czasie w jakim ona powstawała bardzo się zdziwiłam. Twórczyni potrafiła odświeżyć starą opowieść w taki sposób, iż ta inspiracja nie jest nawet odczuwalna, jeśli czytelnik nie jest jej świadomy. Ta książka to zupełnie odmienna część magii, która porywa czytelnika, każe mu nieprzerywanie czytać, a po zakończeniu książki budzi w nim sporo emocji i naprowadza na sięgnięcie po kolejne tomy serii. Pomysł na tę książkę jest jak najbardziej trafiony - zdecydowanie niepowtarzalny i wyraźnie nie skopiowany. Wyśmienita fabuła okraszona wartką akcją i genialnymi postaciami. 
Jednak jeśli miałabym wybierać moją ulubioną część "Szklanego tronu" byłyby to ostatnie 100 stron, gdzie dzieje się najwięcej, a autorka pokazuje niezmierzony talent do stopniowania emocji. Dzieje się tam wiele: pojawiają się wielkie intrygi, problemy i pytania. Całokształt książki od razu kojarzy mi się z świetnie wykreowanym światem. Miejsce gdzie dzieje się akcja jest pokazane nad wymiar realistycznie. Podczas czytania chciałam znaleźć się w Erilei, być członkiem wszystkich wydarzeń, zagłębić się w korytarze szklanego zamku. Opisy są jak najbardziej kolejnym czynnikiem, który pozwala czytelnikom lepiej poznać świat, ale także dokładniej wyobrazić sobie poszczególne wydarzenia oraz postaci. 
Bohaterowie "Szklanego tronu" to czyste odwzorowanie prawdziwych postaci. Podczas czytania miałam wrażenie, że bardzo dobrze ich znam, że są realnymi postaciami, z którymi mogę pogadać...
Szczególnie zachwyciła  mnie główna bohaterka, która nie była idealna (!). Nie lubię, kiedy postać jest nadmiernie wyidealizowana, piękna, mądra itd. Tutaj nawet na okładce Celaena opisana jest jako piękna, niebezpieczna oraz skazana na zwycięstwo. Jednak to tylko okładka. Prawda kryje się w treści książki, gdzie dziewczyna jest wychudzona, inteligenta, ale czasem podejmująca niemądre decyzje, i częściej kierująca się instynktem niż rozumem. Ale właśnie to wszystko sprawia, iż staje się ona bardziej realistyczna. Zachwyciła mnie także postać Chaola, którego autorka wykreowała na wrażliwego, ale nieprzystępnego chłopaka, a mimo wszystko wspaniałego przyjaciela. Dużą uwagę przykuwa także postać króla. Ostatnie rozdziały z jego udziałem działały na mnie wręcz niepokojąco. 
Podsumowując, "Szklany tron" to pierwszy tom wspaniale zapowiadającej się serii, z fantastyczną akcją i genialnymi postaciami. Ważne jest to, że w książce można wyczuć wiele prawdziwych emocji i też wynieść kilka dobrych lekcji. Czekam na kolejną część z utęsknieniem i pozostało mi tylko napisać: kocham, kocham, kocham! :)

Moja ocena: 5,5/6.

_______________


Do następnego, Marta! :)

piątek, 1 lipca 2016

Podsumowanie czerwca + stosik #21.

Dzień dobry!
Witam Was w słoneczny pierwszy dzień lipca. I od razu przechodzę do podsumowania czerwca, bo po co przedłużać skoro na dworze taka piękna, wakacyjna pogoda! :)

Na początek podsumowanie, czyli co udało mi się przeczytać w czerwcu! :)


#1. Na pierwszy ogień w tym miesiącu poszły "Tytany" Victorii Scott. Ta książka podobała mi się dużo bardziej niż poprzednia seria tej autorki, a dlaczego możecie dowiedzieć się w mojej recenzji o tutaj - klik. :)

#2. Kolejną pozycją jest "Zaginiona dziewczyna" autorstwa Gillian Flynn. To ksiązka, która najbardziej mnie zaskoczyła, ponieważ spodziewałam się, iż tak jak w przypadku "Dziewczyny z pociągu" będzie ona totalnie przereklamowana. Na szczęście tak nie było. Już niedługo jej recenzja! :)

#3. Trzecia książka i zdecydowanie najlepsza to "Harry Potter i Kamień Filozoficzny" J. K. Rowling, wydanie ilustrowane. Myślałam nad małym postem, w którym opisze moje wrażenia po lekturze tego działa wzbogaconego o ilustracje i mam nadzieję, że niedługo się on tutaj ukaże. Oczywiście moja ocena jest bardzo przewidywalna i od razu mogę Wam ją przedstawić - bezwarunkowe 6/6!!! :)

A teraz czas na nowość na mojej półce! :) 


#1. "Tytany" Victorii Scott to książka, którą otrzymałam od Wydawnictwa IUVI! :)

#2. Pamiętacie co często piszę o biedronkowych promocjach? Tak. Kolejna książka Harlana Cobena, czyli "Nieznajomy", trafiła w moje ręce właśnie z takiej przeceny. Nie wiem dlaczego Biedronka to robi, ale przez nich tracę coraz więcej pieniędzy! :p Mimo wszystko warto było je wydać, aby mieć tą niesamowitą książkę! <3

#3. Zakup, przy którym nawet nie musiałam się zastanawiać. Nowa księgarnia w mieście, wchodzę, aby się rozejrzeć, a tu Harry. Ja nie mogłabym pominąć takiej okazji! Czekam na kolejne wydania ilustrowane, ponieważ marzy mi się cała seria wzbogacona o przepiękne obrazki! :)

Tak oto przedstawia się moje małe podsumowanie. Przeczytałam trzy książki i nie wiem czy jest to mało, czy optymalnie dobrze. Mogłoby być więcej gdyby lato nie było takie gorące i nie chodziłabym do pracy tak często. :)
Bardziej jednak denerwuje mnie moje zaniedbanie bloga. W tym miesiącu mam nadzieję się odkuć i zacząć działać już na pełnych obrotach! :)

Do następnego, Marta! :)