poniedziałek, 4 grudnia 2017

"Nieobecna" Sheena Kamal.

Dzień dobry!
Przybywam z kolejną recenzją. Dziś mam dla Was opinię o debiucie literackim Sheeny Kamal. Co się udało, a co zawiodło w "Nieobecnej"? Zapraszam!


Autor: Sheena Kamal.
Wydawnictwo: Harper Collins Polska.
Strony: 351.

Nora chce być niewidzialna. Mieszka nielegalnie w cudzej piwnicy i nie ma przyjaciół. Ucieka przed przeszłością, doznała zbyt wiele zła i niewyobrażalnego okrucieństwa, by komukolwiek zaufać. Jeden telefon zmusza ją do wyjścia z ukrycia. Nora rusza na poszukiwanie zaginionej córki, którą piętnaście lat temu oddała do adopcji kilka minut po porodzie. Wpada na ślad rozgałęzionego spisku, odkrywa też, kto przed laty odarł ją z godności i skazał na śmierć. Decyduje się na samotną walkę z wpływowymi ludźmi, którzy stoją ponad prawem. 
(źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4807798/nieobecna)

Opis "Nieobecnej" bardzo mnie zaintrygował. Niemniej zainteresowałam się samą okładką, która jest przepiękna. Zaczęłam więc czytać. Po skończeniu bardzo trudno było mi zabrać się do napisania jej recenzji, ponieważ miałam strasznie mieszane odczucia.
Na samym początku trzeba przyznać autorce, iż sam pomysł na tę książkę był bardzo dobry. Niezbyt często spotykana tematyka okazała się sporym plusem. Jednak pomysł swoją drogą, a jego wykonanie swoją drogą. Autorce niezbyt wyszło to drugie. Przy tak ciekawej i intrygującej historii pani Kamal powinna z niej wycisnąć co się dało, przedstawić ją do granic. Jednak nie wykorzystała tej możliwości. Zamiast umiejętnego poprowadzenia fabuły, stała się ona tłem do opowieści o przeszłości i aktualnej sytuacji głównej bohaterki. To ma swój mały plus, ale o tym później. Ważniejsze jest teraz to, że to co było w tej książce najciekawsze zostało zepchnięte na drugi plan. 
Książka angażuje czytelnika od początku, ale im dalej w historię tym bardziej nużąca się staje. Przy tym jednak napisana jest poprawnym i przystępnym stylem. Autorka nie przesadziła z dialogami, które, mimo, że czasem mogą wydawać się drętwe, na ogół są dobrze sformułowane i po prostu dobre. Nic ponadto. Zabolał mnie brak konkretnego punktu kulminacyjnego. Oczywiście, akcja trochę przyspiesza i dzieje się więcej, ale oczekiwałam czegoś lepszego, z większym sensem. 
Teraz mogę przejść do tematu bohaterów w "Nieobecnej". Jak wspominałam wcześniej historia głównej postaci w książce okazała się przodująca w całej fabule. Wspomniałam, że ma to swój plus. A jest nim sama Nora, czyli tytułowa nieobecna. Jej postać jest świetnie napisana. Pod koniec może lekko irytować, ale wydaje mi się że mógł to być nawet celowy zabieg. Na przestrzeni książki dowiadujemy się o niej wiele, ale - co uważam za wielki plus - bardzo stopniowo. Nie dostajemy na raz wszystkiego. Co chwila odkrywamy kolejną ważną część przeszłości Nory i za każdym razem  zadajemy pytania związane z jej postacią. Dodatkowo jest bardzo realistyczna. Mimo, że nie jest to kolejny ideał, o których tak często czytamy, wspieramy ją w jej działaniach i ciekawią nas jej następne kroki. I tak jak w prawdziwym życiu - popełnia błędy, podejmuje dobre i złe decyzje lub po prostu wpada w kłopoty. Według mnie jej postać jest najsilniejszą częścią całej powieści. Przy temacie bohaterów chciałabym również wspomnieć o antagonistach, których działania i motywacje były wymyślone bardzo słabo. Można zauważyć spory kontrast pomiędzy postacią Nory, a resztą bohaterów - widać do napisania kogo charakteru autorka przyłożyła się najbardziej. 
Słowem podsumowania chciałabym napisać, iż mimo dobrze zapowiadającego się początku, ostatecznie książka nie wyróżnia się prawie niczym na tle innych powieści tego gatunku. Trochę się zawiodłam, ponieważ nie tylko silną postacią stoi książka, prawda? Koniec końców jest to dosyć przyzwoity debiut z wieloma składnymi do poprawki. Ja życzę autorce powodzenia w dalszej pracy i doskonalenia umiejętności. :)

Moja opinia: 3/6.

______________


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu Harper Collins Polska

______________

Do następnego, Marta! ;)

czwartek, 26 października 2017

"#Niewidzialna" Sharon Huss Roat.

Dzień dobry!
Witam Was po kolejnej małej przerwie - brak czasu nawet na czytanie! Ale! Jestem i nie odpuszczam sobie pracy tutaj! :) Dziś mam dla Was recenzję w formie pięciu powodów, dla których warto przeczytać... #Niewidzialną Sharon Huss Roat! Zapraszam! :)


Autor: Sharon Huss Roat.
Wydawnictwo: HarperCollins Polska.
Strony: 336.

Offline Vicky Decker nie rzuca się w oczy. Jest przeciętna, chorobliwie nieśmiała, nie ma znajomych. Czuje się samotna. Jako @Observi jest duszą towarzystwa. Wrzuca zdjęcia z imprez, kolorowe stories, na których jest roześmiana, wśród znanych ludzi. Ma coraz więcej followersów, zbiera tysiące lajków i komentarzy.  Na Instagramie jest gwiazdą, po raz pierwszy w życiu. W końcu może być tym, kim chce. Fikcyjny profil dopracowuje w każdym szczególe. Uświadamia sobie, że mogłaby spędzić resztę życia, nie wychodząc z pokoju. Im bardziej jest popularna jako @Observi, tym lepiej rozumie, że w realnym świecie roi się od ludzi, którzy są równie #samotni i #niezauważani jak ona.  By pomóc im i sobie, musi pokazać światu swoją prawdziwą twarz. Czy zdobędzie się na odwagę i zacznie żyć naprawdę? 
(Źródło: lubimyczytac.pl) 

5 powodów, by przeczytać #Niewidzialną:

#1. Nietuzinkowy pomysł.
Najważniejszy motyw książki jest bardzo rzadko spotykany, więc autorka trafiła w sedno. Potrzebujemy tego - zwłaszcza w literaturze dla młodzieży. Pani Roat potrafiła jednak w #Niewidzialnej zawrzeć o wiele więcej niż tylko problem aspołeczności. Pojawiają się tutaj tak ważne tematy jak relacje rodzinne, internet w życiu ludzi oraz obraz współczesnych nastolatków. 

#2. Świetnie napisana historia.
Choć na przestrzeni książki akcja nie rwie do przodu jak galopujący koń, to ciągle coś się dzieje. Autorka potrafiła zainteresować nie tylko samymi wydarzeniami czy ważnym tematem, ale także  ciekawymi przemyśleniami bohaterki, czy bardzo przystępnym stylem pisania. 

#3. Problem aspołeczności, lęku społecznego. 
Najważniejszy aspekt książki - autorka poradziła sobie z nim śpiewająco. Zdawała sobie sprawę jak znaczący, ale i trochę zaniedbywany jest ten problem. Zrobiła wszystko, by jak najlepiej odwzorować sytuacje głównej bohaterki. Otwiera oczy na to, co zazwyczaj dzieje się tuż obok nas, ale nie chcemy lub nie widzimy tego. Także wkomponowanie w ten temat social mediów było bardzo dobrym krokiem. 

#4. Bohaterowie.
Postaci w książce #Niewidzialna są bardzo dobrze zarysowane. Chyba nie muszę wspominać o głównej bohaterce, która góruje nad resztą. Zdaję sobie sprawę z tego, że Vicky była ciężką do rozpisania postacią. Autorka stworzyła niemal realne odwzorowanie nastolatki, borykającej się z danym problemem. Reszta z nich - od opiekuńczej, pragnącej idealnego życia dla swojej córki, matki, przez zabawnego Marvo, do przecudnego w swojej normalności Liptona, także ode mnie dostają same plusy :)

#5. Zakończenie.
Zakończenie jest swoistym morałem, wypełnionym nadzieją. Mimo, że można je przewidzieć, ciekawość nie odpuszcza aż do ostatniej strony. Jest coś w tej książce co sprawia, że myślę o niej często i ciepło. Daje mi ona pewną nadzieję, że coś się zmieni, że zaczniemy zauważać tych, którzy chcą być zauważeni! 

Moja ocena: 5/6 z ogromnym uśmiechem! :)


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu Harper Collins Polska.


___________________________________________________



Wczoraj premierę miała książka "GDY TU DOTRZESZ" Rebecci Stead! Ja już dwukrotnie recenzowałam dla Was książki tej autorki, za każdym razem oceniając je bardzo wysoko! Przed Wami trzecia książka nowej gwiazdy young adult! 
 
Miranda wiedzie z pozoru bezpieczne i spokojne życie zwykłej nastolatki, aż pewnego dnia jej świat wywraca się do góry nogami. Jej najlepszy przyjaciel Sal bez powodu obrywa na ulicy od nieznajomego chłopaka i zupełnie się od niej odsuwa. Zapasowy klucz do mieszkania, który jej mama chowa „na wszelki wypadek”, zostaje skradziony. A potem Miranda zaczyna otrzymywać dziwne liściki.
„Zjawię się, żeby uratować życie Twojemu przyjacielowi  i sobie. Proszę Cię o dwie przysługi. Po pierwsze, musisz do mnie napisać list”.
Miranda nie wie, co robić. Łatwo byłoby zignorować pokręcone wiadomości, gdyby nie to, że ich autor wie rzeczy, o których nikt nie powinien wiedzieć,  i z niesamowitą dokładnością przewiduje przyszłość. Jeśli tak, to Miranda ma jeszcze większy problem, ponieważ listy mówią, że ktoś ma umrzeć. Dziewczyna liczy na to, że będzie w stanie ostrzec tę osobę. Kiedy dostaje ostatni list, wydaje się, że może być już za późno na ratunek. 
„Gdy tu dotrzesz” to wspaniała uczta literacka dla młodych czytelników. Rebecca Stead umiejętnie łączy filozoficzne rozważania nad sensem życia i podróżami w czasie ze zwykłymi sprawami życia codziennego, dojrzewania i przyjaźni. Z pozoru oderwane od siebie wątki łączą się konsekwentnie  w logiczną układankę, utrzymując napięcie i prowadząc czytelnika do zaskakującego finału. 

Ja już teraz polecam i zachęcam do zapoznania się z treścią, a moja opinia pojawi się już niedługo! :)

 ________________________________


Do następnego, Marta! :)

środa, 4 października 2017

"Alcatraz Kontra Bibliotekarze: Kości Skryby" Brandon Sanderson.

Dzień dobry!
To znów ja i po raz kolejny z Brandonem Sandersonem! I zgadnijcie co! Znów będę go chwalić! Przed Wami moja opinia o książce "Alcatraz Kontra Bibliotekarze: Kości Skryby" - wyjątkowo krótko, ale po co dłużej skoro nie ma na co narzekać? :p


Autor: Brandon Sanderson.
Wydawnictwo: IUVI.
Strony: 315.

Alcatraz Smedry wraca w wielkim stylu. Infiltruje Bibliotekę Aleksandryjską, która bynajmniej nie została zniszczona i jest jednym z najniebezpieczniejszych miejsc na ziemi, szuka swojego ojca, który jednak wcale nie umarł, i odkrywa dziwny złoty sarkofag, w którym może znajdować się klucz do jego zdumiewającego talentu do psucia różnych rzeczy. Aha, jest przy nim jego najlepsza przyjaciółka Bastylia – po to, by spuścić manto mrocznym Bibliotekarzom, ma się rozumieć. A walczyć przyjdzie im z najstraszniejszymi spośród Bibliotekarzy: tajną sektą złodziei dusz, Skrybami. Czy Alcatraz i jego przyjaciele zdołają uratować dziadka Smedry’ego i ujść z życiem? 

Sanderson uczynił to po raz kolejny! Druga część znów śmieszy i czaruje od pierwszej strony. Ciągle zaskakuje i intryguje, mimo, że po poprzednim tomie serii już wiemy czego się spodziewać. Akcja toczy się dalej, ale narrator - który jest strasznie nietypowy, przez co bardzo ciekawy - krótko przypomina czytelnikowi wszystko co wydarzyło się wcześniej. A przy tym mistrzowsko wprowadza mylące wątki, kręci i zwodzi. Cecha charakterystyczna tej serii? Brak schematów. Kiedy myślimy o współczesnych książkach dla młodzieży,  z marszu możemy wymienić kilka lub kilkanaście motywów, wątków i archetypów postaci, które za każdym razem się w nich znajdują. Ale nie tutaj! Wszystko jest odwrócone. Dla mnie był to mały szok, ponieważ nic nie zgadzało się z tym o czym czytałam wcześniej. Ale właśnie to jest ogromna zaleta - wyjątkowość i niepowtarzalność. Nareszcie! Postaci nie da się nie lubić! Są przerysowane, ale w taki sposób, że każda z nich jest po prostu sympatycznym, wartym naszego wsparcia bohaterem. Dodatkowo pojawiły się nowe postaci, które zachwycają pod każdym względem. Zakończenie drugiej części nie pozwala na nie dokończenie serii. Od razu po premierze trzeba będzie zaopatrzyć się w swój egzemplarz! :p

Moja ocena: 5/6. :)



Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu IUVI! 



Do następnego, Marta! :)

"Indeks Szczęścia Juniper Lemon" Julie Israel.

Dzień dobry!
Witam Was znów z kolejną recenzją. Tym razem nie jest tak krytycznie jak w poprzednim poście - po tej książce będę miała wyłącznie dobre wspomnienia! :) Nie przedłużając, zapraszam Was na recenzję książki Julie Israel - "Indeks Szczęścia Juniper Lemon"!


Autor: Julie Israel.
Wydawnictwo: IUVI.
Strony: 369.

Pewnego dnia Juniper odkrywa list siostry napisany w dniu wypadku. List, w którym Cam zrywa z tajemniczym „Ty”. Juniper jest w szoku – nic nie wiedziała o związku siostry i ziejąca dziura w jej sercu wydaje się jeszcze większa: kim tak naprawdę była Cam? Postanawia się tego dowiedzieć, odkryć tożsamość adresata i dostarczyć mu list. Ale wtedy coś gubi. Drobiazg, niewielką kartkę. Jedną z wielu, na których codziennie notuje swój prywatny poziom szczęścia i katalog własnych „wzlotów i upadków dnia”. A ta fiszka jest wyjątkowa: zawiera tajemnicę, o której nikt nie może się dowiedzieć. (źródło: lubimyczytac.pl)

Po przeczytaniu "Indeksu Szczęścia Juniper Lemon" okazuje się, że śliczna okładka to nie jedyny powód, by sięgnąć po tę książkę. Ja byłam zaskoczona, ponieważ nie liczyłam na tak dobrą młodzieżówkę. Spodziewałam się powielania każdej innej, wcześniej czytanej książki o tej tematyce. Jakże się ucieszyłam, że było inaczej. 
Historia zaczyna się bardzo spokojnie. Już od początku styl pisania autorki jest bardzo przystępny, czyta się szybko i przyjemnie. Historia ciekawi od pierwszych stron i wciąga bez końca. Od początku okraszona jest sporą dawką humoru, ale i - co ważniejsze - tajemniczości. Właściwie aż do ostatniej strony nie wiemy wszystkiego - ciągle pojawiają się odpowiedzi, ale razem z nimi kolejne pytania. To niesamowicie motywuje do przewracania kolejnych rozdziałów. 
Fajne w całej historii jest to, że - oczywiście - mamy głównych bohaterów, ale przedstawione są również aktualne problemy reszty postaci. Autorka nie skupia się tylko do pojedynczych jednostkach, ale rozbudowuje fabułę na podstawie wielu zbiorczych informacji, które się ze sobą łączą w większą całość. W historię wpleciony jest też mały wątek sztuki, który jak dla mnie świetnie uzupełnia niedociągnięcia książki. Ale co dla mnie okazało się jeszcze ważniejsze, było przedstawienie obrazu rodziny i jej funkcjonowania po stracie jednego z jej członków. Sama niedawno przeżyłam coś takiego i czytając "Indeks..." zauważyłam, że autorka nad wyraz prawdziwie odwzorowała zachowania poszczególnych osób, rozmowy i zmiany po tragedii. Ogromny plus, ponieważ jest tego mało, prawie wcale, a w literaturze młodzieżowej już w ogóle. 
Jeśli chodzi o bohaterów - szczególnie moją uwagę przyciągnęła tytułowa bohaterka Juniper Lemon. Odnalazłam w niej kawałek siebie. Sama jej sytuacja, ale i zachowania, przemyślenia - to wszystko sprawiło, że stała mi się ona bardzo bliska, niemal jak prawdziwa osoba. Na wyróżnienie zasługuje również postać Branda - zagadkowy chłopak, którego działania zostawiają po sobie masę pytań bez odpowiedzi. Wykreowany w ciekawy sposób - nie przerysowany, ale bardzo charakterystyczny. Oczywiście pozostali bohaterowie nie ustępują wymienionej wyżej dwójce. Cóż mogę powiedzieć? Dobra robota, pani Israel. 
Zakończenie książki jest bardzo dobre. Wydaje się bardzo realistyczne, mimo, że jest trochę zbyt cukierkowe. Jednak wyjaśnienie wszystkich tajemnic, motywacji postaci i komplikacji było rozegrane bardzo mądrze, sensownie. Strasznie dobrze mi się ją czytało, ponieważ mogłam w pewien sposób utożsamić się z postaciami, ale i po prostu dobrze się przy niej bawiłam. Na pewno będę ją dobrze wspominać. Na długo nie wypadnie mi z pamięci. :)

Moja ocena: 5/6. :)



Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu IUVI! :)


Do następnego, Marta! :)

wtorek, 19 września 2017

"Liberty. Jak Zostałam Szpiegiem" Andrea Portes.

Dzień dobry! 
Dziś jestem tutaj z bardzo nieprzychylną opinią na temat książki "Liberty. Jak Zostałam Szpiegiem" autorstwa Andrei Portes. No cóż, nie zawsze wszystko się udaje. Niestety. 


Autor: Andrea Portes.
Wydawnictwo: Harper Collins Polska.
Strony: 318.

Po raz ostatni widziano moich rodziców podczas strzelaniny na turecko-syryjskiej granicy, potem zaginął po nich ślad. Próbowali walczyć ze złem i zadbali, bym i ja chciała naprawiać świat. Dlatego gdy pewnego dnia do restauracji weszło dwóch uzbrojonych facetów, zamiast siedzieć cicho, zaczęłam działać. Szybko ich unieszkodliwiłam i zapomniałam o sprawie, niestety ktoś obejrzał nagranie z monitoringu. Zwróciłam na siebie uwagę służb specjalnych, które zaproponowały mi układ – misja w Moskwie w zamian za informacje o rodzicach. I oto stoję oszołomiona na placu Czerwonym i zastanawiam się, jak w tym wielkim mieście znajdę hakera, którego szuka kilka wywiadów i rosyjska mafia. Jeśli to czytacie, trzymajcie za mnie kciuki.
Paige Nolan, od dzisiaj agentka Liberty.

Pomysł na "Liberty" trochę mnie zaintrygował, ale nie oczekiwałam zbyt wiele. Mimo i tak niskich przewidywań książka zawiodła... na każdym polu. Już bardzo, bardzo dawno nie byłam tak zła na książkę jak teraz. A szkoda, bo myślałam, że będzie to po prostu przyjemne czytadełko na jeden wieczór...
Po pierwszych 5 rozdziałach byłam całkiem pozytywnie nastawiona do książki. Wiedziałam, że nie będzie to nic wybitnego, ale była znośna. Szybko się ją czytało, choć styl przeprowadzenia narracji troszkę męczył. Była zabawna i nawet potrafiła zaciekawić. I nagle boom! Totalna klapa.
Im dłużej czytałam - tym więcej błędów wyszukiwałam - tym było gorzej. Od języka, który jak na taką bohaterkę był stanowczo za wygórowany - bo jaka bohaterka literacka w tym wieku, wchodząc za każdym razem do jakiegokolwiek pokoju nazywa każdy materiał, mebel czy wzór - już bez przesady - do akcji, która niby była, ale bardzo nijaka. Fabuła ograniczała się do głównego wątku, o którym później, dziwnych, nie wiadomo skąd wynikających, sytuacji oraz okropnego opisywania związku bohaterki z trzema chłopakami - no, czterema. Zauważyłam, że kiedy autorka nie miała pomysłu na dalsze wydarzenia, wypełniała wszelkie luki fabularne sytuacjami, które nie miały sensu i strasznie irytowały. Było to bardzo męczące, a ja podczas czytanie nie marzyłam o niczym innym jak tylko skończeniu tej książki i zamknięciu jej. 
Wracając do głównego wątku, jakim było poszukiwanie rodziców głównej bohaterki - co? Na przestrzeni całej książki, Paige wspomniała o tym kilka razy (za każdym razem żaliła się jak jej ciężko z faktem, że jej rodzice zaginęli), podjęła jedną decyzję, która w jakiś sposób miała ją doprowadzić do odnalezienia ich i... to by było na tyle. Sprawa ta nie została wcale wyjaśniona, pozostawiona sama sobie. W opisie zaznaczone jest, że powinno się sporo dziać w związku z zaangażowaniem wywiadów oraz mafii. Nie liczcie na to. Cztery, może pięć scen z udziałem rosyjskiej mafii - czyli 'groźne' zebrania 'groźnych' bandytów - trochę wspominania o wywiadach i znów to wszystko. Trochę więcej było ich w zakończeniu. O zgrozo! To zakończenie... gdzie absurd, gonił absurd. Podczas czytania nie wierzyłam, że to wszystko dzieje się naprawdę. Chyba muszę pogratulować sporej wyobraźni autorce, naprawdę. Co gorsza ostatni rozdział wskazuje na powstanie kolejnych części. Proszę nie!
Przejdźmy do postaci. Główna postać stała się jedną z najbardziej znienawidzonych bohaterek literackich w ogóle. Dziewczyna okazała się infantylna, dziecinna, a przy tym nad wyraz wulgarna i 'dorosła' (doświadczenia w piciu alkoholu, seksie itp., w wieku 17 lat, można by naprawdę 'pozazdrościć'...). Kreowana jest na wysportowaną, biegłą w kilku językach i bardzo inteligentną dziewczynę, a jest po prostu denerwująca, wybredna, cwana i niezbyt bystra, skoro nie wie, że nazwa 'koszykówka' odnosi się do - uwaga, cytat (!) - "...wrzucania pomarańczowej, nadmuchanej kuli do metalowej obręczy...". Serio? O reszcie postaci nie mam co wspominać, bo wcale nie jest lepiej. Mały plusik mogę postawić przy bohaterze, który okazuje się najbardziej trzeźwo myślący i nie zważający na głupie postępowanie Paige. Mowa o Maddenie - mimo, że brakowało mu sporo do ideału, to jednak był najlepszym punktem całej książki. 
Wiele nawiązań do - kultowych już - dzieł popkultury nie podniosło poziomu "Liberty". Niestety książka zawiodła na całej linii. Nie spodziewałam się, że będzie aż tak źle. Jestem strasznie, ale to strasznie zła na autorkę, bo mogła tak wiele wątków i postaci poprowadzić w inny sposób... Całość mogę podsumować jako podrasowane opowiadanie, które zanim zostało książką powinno być wiele razy zmodyfikowane. Trudno, już nic nie zmienię. Żyję dalej - z nadzieją, że szybko zapomnę o "Liberty".
 
Moja ocena: 1,5/6. 

_______________


Za możliwość zrecenzowania książki dziękuję wydawnictwu Harper Collins Polska! :) 

_______________

Do następnego, Marta! 

piątek, 15 września 2017

"Lato Eden" Liz Flanagan

Dzień dobry!
Dziś mam dla Was recenzję książki, która swoim opisem strasznie przypominała mi inną. Mowa o "Lacie Eden" autorstwa Liz Flanagan!


Autor: Liz Flanagan.
Wydawnictwo: IUVI.
Strony: 305.

Ten dzień zaczął się normalnie. Wstałam, zrobiłam sobie kreski eyelinerem, naciągnęłam rękawy na tatuaże i poszłam do szkoły.Brzmi znajomo? Wkrótce jednak okazało się, że to nie będzie zwykły dzień. Nieśmiała gotka Jess i śliczna, uwielbiana przez wszystkich Eden są niemal nierozłączne. Wiedzą o sobie wszystko. Nagle Eden znika, a Jess wie, że musi ją odnaleźć. Postanawia poszukać wskazówek, idąc śladami spędzonego wspólnie lata, podczas którego wiele się w życiu przyjaciółek zmieniło. Ta wycieczka w przeszłość zmusza Jess do przyjrzenia się z bliska wielu tajemnicom: sekretom, które Eden ukrywała przed nią, ale też sprawom, które sama zataiła przed Eden. Do Jess dociera, że chyba jednak nie znają się tak dobrze, jak jej się wydawało Przed Jess coraz więcej znaków zapytania, a zegar tyka prawdopodobieństwo odnalezienia Eden żywej spada z minuty na minutę. Czy zdąży na czas? 

Na początku byłam prawie pewna, że dostanę to samo, co w swojej książce "Odkąd Cię Nie Ma" zaoferowała mi Morgan Matson. Na szczęście okazało się, że i w wcześniej wymienionej i w "Lato Eden" autorki podążyły w dwie różne strony z wspólnego punktu wyjścia. Oczywiście, jest pomiędzy nimi sporo podobieństw, ale i różnic. Niestety książka pani Flanagan nie spodobała mi się tak ja tak pani Matson.
Wszystko wydaje się tutaj dobrze rozegrane. Fabuła jest bardzo dobrze poprowadzona - spójna i mało wymagająca od czytelnik - z małym wyjątkiem, o którym później. "Lato Eden" bardzo szybko się czyta, a akcja książki, która dzieje się na przestrzeni czasowej jednego dnia, nie nuży. Mimo, iż jest to opis 24 godzin wyjętych z życia pewnej nastolatki, historia jest bardzo rozbudowana i nie naciągana. Dzieje się sporo, ale wszystko się ze sobą łączy i nie powoduje dezorientacji u czytelnika. Ten nie jest zmuszony do częstego wracania do poprzednich rozdziałów, by przypomnieć sobie jakiś szczegół.
Może tak nie wydaje po przeczytaniu opisu, lecz w "Lacie Eden" przedstawione są bardzo ważne tematy. Pojawiają się wątki depresji, uzależnień czy zazdrości. Z jednej strony książka opowiada o poszukiwaniu zaginionej Eden, ale z drugiej przedstawia całą historię dziewczyny od podszewki. Wszystkie tajemnice i sekrety wychodzą na jaw. Wszystko okay, ale z jednej strony za mało czasu jest poświęcone tym tematom, co wychodzi na korzyść - o zgrozo - wątkowi miłosnemu... Według mnie najważniejsza część książki, jest trochę pominięta, potraktowana na sucho.
Wracając do wątku miłosnego. To jest ten moment, kiedy zaczynam się złościć na autorkę. Dlaczego pozwoliła sobie na tak dziwne i nierealne zakończenie tego motywu? Nie wiem. Zapowiadało się nawet nieźle. Było, hm, w porządku? Potem pani Flanagan zaczęła kombinować. Jakby 'podrasować' tą miłosną kwestię, jakby bardziej ją rozkręcić? Niestety poszła w złym kierunku. Wszystko stało się strasznie naciągana, a ja podczas czytania w głowie miałam jedno wielkie 'CO?'.
Autorce udało się stworzyć nastrój tajemniczości - szczególnie na początku. Przez to czytelnikowi w głowie rodzi się sporo pytań. To powoduje, że lepiej się czyta, ciekawość jest ogromna. Ale skoro są pytania to i są odpowiedzi, ale podane w bardzo ciekawy sposób. Wiele z niewiadomych wyjaśnia się za pomocą retrospekcji, która splątane są z wydarzeniami teraźniejszymi. Dla mnie osobiście, ukazywanie przeszłości w formie retrospekcji jest bardzo fajnym pomysłem, zawsze to do mnie przemawia!
Jeśli chodzi o bohaterów jestem nastawiona bardzo neutralnie. Poznałam postacie napisane całkiem dobrze, ale i strasznie irytujące. Zacznijmy od Jess, głównej bohaterki, w której - szczególnie na początku - mogłam odnaleźć część siebie. Jednak z czasem jej postać była rozpisana coraz gorzej. Liam przez sporą część książki był dla mnie zagadką. Jego postać intrygowała i wydawała się mieć słuszne powody swojego postępowania. Jedynym minusem było zaangażowanie postaci w wątek miłosny. Eden, która jest sprawcą całego zamieszania, to bohaterka strasznie infantylna, denerwująca i nieodpowiedzialna. Wiem, że autorka chciała przedstawić postawę młodej dziewczyny w trudnej sytuacji, ale nie udało jej się to. Zamiast ją wspierać, odbiorca nie ma ochoty czytać o jej dziwnych pomysłach. Powody jej postępowania wpędzają w irytacje. Mimo, że miały być one poważnie i wywrzeć wrażenie - to nie działa. Nie jest to dobrze rozpisany wątek.
Zakończenie totalnie zwaliło mnie w odmęty absurdu. Napisane, jakby na kolanie, zamknięcie tej historii w pewnym stopniu nawet mnie zdenerwowało. Ta książka powinna być potraktowana poważniej, przede wszystkim, przez samą autorkę. Jestem pewna, że gdyby wątek miłosnegy został usunięty była by to naprawdę dobra historia. Są tutaj zalety, ale jest też sporo wad. Oczekiwałam czegoś lepszego. Dobry przykład na potwierdzenie reguły - nie osądzaj książki po okładce!

Moja ocena: (naciągane) 3-/6.

________________________


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu IUVI! :)

________________________

Do następnego, Marta! :)

niedziela, 3 września 2017

"Kłamca i Szpieg" Rebecca Stead.

Dzień dobry!
Znów na jakiś czas zniknęłam, ale wydarzyło się sporo niekoniecznie dobrych rzeczy w moim życiu i musiałam wszystko jakoś sobie pokładać. Teraz już tutaj jestem i może teraz uda mi się wrócić do niegdysiejszej systematyczności. :) 
Wracam z recenzją książki, którą polubiłam jeszcze przed jej przeczytaniem. Trochę się bałam, że przez to książka mi się nie spodoba... Ale autorka to Rebecca Stead, więc moje obawy się nie sprawdziły. Po pierwszej książce aktorki - "Całkiem Obcy Człowiek" - sięgnęłam po kolejną i się nie zawiodłam. Czas na moje przemyślenia o "Kłamcy i Szpiegu"!


Autor: Rebecca Stead.
Wydawnictwo: IUVI.
Strony: 192.

Gdy Georges wprowadza się do bloku na Brooklynie, poznaje Safera odludka, wielbiciela kawy i szpiega. Georges dobrze się czuje w towarzystwie ciut ekscentrycznej rodziny Safera. Zapomina przy nich o kłopotach: że tata stracił pracę, musieli się przeprowadzić, a mama zaczęła brać dodatkowe dyżury w szpitalu. W szkole też nie jest łatwo Georges znalazł się na celowniku Dallasa, specjalisty od wyszukiwania u innych słabych miejsc. Pierwsza misja szpiegowska? Tropienie tajemniczego Iksa. W miarę postępu śledztwa, kiedy Safer stawia coraz to nowsze wymagania, Georges zaczyna się zastanawiać, co jest prawdą, a co nie, i co to wszystko jest za gra.
A w co gra ON sam? 

Kiedy po raz pierwszy wzięłam do ręki "Kłamcę i Szpiega" poczułam rozczarowanie. Tak mało stron? Serio? Ale potem pomyślałam sobie, że autorka jest naprawdę bardzo zdolna i książka może mieć bogate wnętrze, mimo, że nie jest grubsza. I tak też było. Spodobało mi się wszystko, tak jak przy moim poprzednim spotkaniem z autorką.
"Kłamca i Szpieg" to słodko-gorzka pozycja z ciekawą fabułą, która jest spójna i sensowna. Nie pozwala oderwać się od lektury, zaskakuje i zachwyca zarysowaniem świata przedstawionego. Autorka bardzo dobrze poradziła sobie z zobrazowaniem rzeczywistości otaczającej bohaterów. Jest ona niezwykle realna, jakby książka była opisem faktycznych wydarzeń. 
Co po raz kolejny urzekło mnie w książce pani Stead, to 'drugie dno'. Nie jest to kolejna zwykła młodzieżówka, która tylko w małym stopniu zahacza o poważniejsze tematy. Wszystko jest owiane sporą dawką tajemnicy, przez co rozdziały są ciekawsze i lepiej się je czyta. Zakończenie, które według mnie jest bardzo trudne do przewidzenia, trafia w samo sedno sprawy. To nie jest kolejny zmyślny problem, jakaś głupotka. Przedstawione wydarzenia wydają się nad wyraz prawdziwe i szczere. 
Ciekawym zabiegiem jest sprytne wielokrotne mylenie czytelnika oraz ukryte wskazówki. Autora wplata w historię małe szczegóły, które z pozoru nic nie znaczą. Po przeczytaniu całej książki wszystko składa się w spójną i inteligentną całość. Niesamowite było to, iż pani Stead udało się ukryć wszystkie te wskazówki tak, aby czytelnik nie zwrócił na nie zbyt dużej uwagi. Przez to zakończenie wywiera ogromne wrażenie i budzi sporo emocji. 
Bohaterowie w "Kłamcy i Szpiegu" to ogromna zaleta. Postaci są zarysowane w bardzo realistyczny sposób. Czytając o Georgesie oraz Saferze czułam się jakby były to prawdziwe osoby. Czytałam o ich przygodach i miałam wrażenie jakby mieszkali oni w domu obok, jakbym spotykała ich każdego dnia w szkole czy gdzieś na mieście. Każda, nawet drugo- czy trzecioplanowa, postać jest nad wymiar autentyczna, charyzmatyczna oraz specyficzna. Każdej z nich, a szczególnie głównej, gorąco kibicujemy i razem z nią odkrywamy tajemnice, przeżywamy kolejne wydarzenia.
W książce poruszone są tematy relacji rodzinnych, przyjaźni oraz - co wydaje mi się być bardzo ważne - problemów z naszymi lękami. To ostatnie jest szczególnie ważnym aspektem i częścią całej książki. Cieszę się, że autorka postawiła na tak mało spotykany, ale ważny wątek.
Słowem podsumowania muszę napisać, iż jest to naprawdę genialna młodzieżówka. Mało schematyczna, wciągająca i budząca sporo emocji. Jej jedynym minusem jest to, że jest naprawdę krótka. W dziełach pani Stead mogłabym zaczytywać się cały czas. Za każdym razem nie chcę kończyć jej książek, a już szczególnie kiedy są tak cieniutkie... Ale cóż na to poradzić. Teraz pozostało mi tylko czekać na kolejne książki autorki! :) 

Moja ocena: 5.5/6 z ogromnym serduchem! <3

_________________


Za możliwość przeczytania "Kłamcy i Szpiega" serdecznie dziękuję wydawnictwu IUVI! :)

_________________

Do następnego, Marta! :)