środa, 4 października 2017

"Alcatraz Kontra Bibliotekarze: Kości Skryby" Brandon Sanderson.

Dzień dobry!
To znów ja i po raz kolejny z Brandonem Sandersonem! I zgadnijcie co! Znów będę go chwalić! Przed Wami moja opinia o książce "Alcatraz Kontra Bibliotekarze: Kości Skryby" - wyjątkowo krótko, ale po co dłużej skoro nie ma na co narzekać? :p


Autor: Brandon Sanderson.
Wydawnictwo: IUVI.
Strony: 315.

Alcatraz Smedry wraca w wielkim stylu. Infiltruje Bibliotekę Aleksandryjską, która bynajmniej nie została zniszczona i jest jednym z najniebezpieczniejszych miejsc na ziemi, szuka swojego ojca, który jednak wcale nie umarł, i odkrywa dziwny złoty sarkofag, w którym może znajdować się klucz do jego zdumiewającego talentu do psucia różnych rzeczy. Aha, jest przy nim jego najlepsza przyjaciółka Bastylia – po to, by spuścić manto mrocznym Bibliotekarzom, ma się rozumieć. A walczyć przyjdzie im z najstraszniejszymi spośród Bibliotekarzy: tajną sektą złodziei dusz, Skrybami. Czy Alcatraz i jego przyjaciele zdołają uratować dziadka Smedry’ego i ujść z życiem? 

Sanderson uczynił to po raz kolejny! Druga część znów śmieszy i czaruje od pierwszej strony. Ciągle zaskakuje i intryguje, mimo, że po poprzednim tomie serii już wiemy czego się spodziewać. Akcja toczy się dalej, ale narrator - który jest strasznie nietypowy, przez co bardzo ciekawy - krótko przypomina czytelnikowi wszystko co wydarzyło się wcześniej. A przy tym mistrzowsko wprowadza mylące wątki, kręci i zwodzi. Cecha charakterystyczna tej serii? Brak schematów. Kiedy myślimy o współczesnych książkach dla młodzieży,  z marszu możemy wymienić kilka lub kilkanaście motywów, wątków i archetypów postaci, które za każdym razem się w nich znajdują. Ale nie tutaj! Wszystko jest odwrócone. Dla mnie był to mały szok, ponieważ nic nie zgadzało się z tym o czym czytałam wcześniej. Ale właśnie to jest ogromna zaleta - wyjątkowość i niepowtarzalność. Nareszcie! Postaci nie da się nie lubić! Są przerysowane, ale w taki sposób, że każda z nich jest po prostu sympatycznym, wartym naszego wsparcia bohaterem. Dodatkowo pojawiły się nowe postaci, które zachwycają pod każdym względem. Zakończenie drugiej części nie pozwala na nie dokończenie serii. Od razu po premierze trzeba będzie zaopatrzyć się w swój egzemplarz! :p

Moja ocena: 5/6. :)



Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu IUVI! 



Do następnego, Marta! :)

"Indeks Szczęścia Juniper Lemon" Julie Israel.

Dzień dobry!
Witam Was znów z kolejną recenzją. Tym razem nie jest tak krytycznie jak w poprzednim poście - po tej książce będę miała wyłącznie dobre wspomnienia! :) Nie przedłużając, zapraszam Was na recenzję książki Julie Israel - "Indeks Szczęścia Juniper Lemon"!


Autor: Julie Israel.
Wydawnictwo: IUVI.
Strony: 369.

Pewnego dnia Juniper odkrywa list siostry napisany w dniu wypadku. List, w którym Cam zrywa z tajemniczym „Ty”. Juniper jest w szoku – nic nie wiedziała o związku siostry i ziejąca dziura w jej sercu wydaje się jeszcze większa: kim tak naprawdę była Cam? Postanawia się tego dowiedzieć, odkryć tożsamość adresata i dostarczyć mu list. Ale wtedy coś gubi. Drobiazg, niewielką kartkę. Jedną z wielu, na których codziennie notuje swój prywatny poziom szczęścia i katalog własnych „wzlotów i upadków dnia”. A ta fiszka jest wyjątkowa: zawiera tajemnicę, o której nikt nie może się dowiedzieć. (źródło: lubimyczytac.pl)

Po przeczytaniu "Indeksu Szczęścia Juniper Lemon" okazuje się, że śliczna okładka to nie jedyny powód, by sięgnąć po tę książkę. Ja byłam zaskoczona, ponieważ nie liczyłam na tak dobrą młodzieżówkę. Spodziewałam się powielania każdej innej, wcześniej czytanej książki o tej tematyce. Jakże się ucieszyłam, że było inaczej. 
Historia zaczyna się bardzo spokojnie. Już od początku styl pisania autorki jest bardzo przystępny, czyta się szybko i przyjemnie. Historia ciekawi od pierwszych stron i wciąga bez końca. Od początku okraszona jest sporą dawką humoru, ale i - co ważniejsze - tajemniczości. Właściwie aż do ostatniej strony nie wiemy wszystkiego - ciągle pojawiają się odpowiedzi, ale razem z nimi kolejne pytania. To niesamowicie motywuje do przewracania kolejnych rozdziałów. 
Fajne w całej historii jest to, że - oczywiście - mamy głównych bohaterów, ale przedstawione są również aktualne problemy reszty postaci. Autorka nie skupia się tylko do pojedynczych jednostkach, ale rozbudowuje fabułę na podstawie wielu zbiorczych informacji, które się ze sobą łączą w większą całość. W historię wpleciony jest też mały wątek sztuki, który jak dla mnie świetnie uzupełnia niedociągnięcia książki. Ale co dla mnie okazało się jeszcze ważniejsze, było przedstawienie obrazu rodziny i jej funkcjonowania po stracie jednego z jej członków. Sama niedawno przeżyłam coś takiego i czytając "Indeks..." zauważyłam, że autorka nad wyraz prawdziwie odwzorowała zachowania poszczególnych osób, rozmowy i zmiany po tragedii. Ogromny plus, ponieważ jest tego mało, prawie wcale, a w literaturze młodzieżowej już w ogóle. 
Jeśli chodzi o bohaterów - szczególnie moją uwagę przyciągnęła tytułowa bohaterka Juniper Lemon. Odnalazłam w niej kawałek siebie. Sama jej sytuacja, ale i zachowania, przemyślenia - to wszystko sprawiło, że stała mi się ona bardzo bliska, niemal jak prawdziwa osoba. Na wyróżnienie zasługuje również postać Branda - zagadkowy chłopak, którego działania zostawiają po sobie masę pytań bez odpowiedzi. Wykreowany w ciekawy sposób - nie przerysowany, ale bardzo charakterystyczny. Oczywiście pozostali bohaterowie nie ustępują wymienionej wyżej dwójce. Cóż mogę powiedzieć? Dobra robota, pani Israel. 
Zakończenie książki jest bardzo dobre. Wydaje się bardzo realistyczne, mimo, że jest trochę zbyt cukierkowe. Jednak wyjaśnienie wszystkich tajemnic, motywacji postaci i komplikacji było rozegrane bardzo mądrze, sensownie. Strasznie dobrze mi się ją czytało, ponieważ mogłam w pewien sposób utożsamić się z postaciami, ale i po prostu dobrze się przy niej bawiłam. Na pewno będę ją dobrze wspominać. Na długo nie wypadnie mi z pamięci. :)

Moja ocena: 5/6. :)



Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu IUVI! :)


Do następnego, Marta! :)

wtorek, 19 września 2017

"Liberty. Jak Zostałam Szpiegiem" Andrea Portes.

Dzień dobry! 
Dziś jestem tutaj z bardzo nieprzychylną opinią na temat książki "Liberty. Jak Zostałam Szpiegiem" autorstwa Andrei Portes. No cóż, nie zawsze wszystko się udaje. Niestety. 


Autor: Andrea Portes.
Wydawnictwo: Harper Collins Polska.
Strony: 318.

Po raz ostatni widziano moich rodziców podczas strzelaniny na turecko-syryjskiej granicy, potem zaginął po nich ślad. Próbowali walczyć ze złem i zadbali, bym i ja chciała naprawiać świat. Dlatego gdy pewnego dnia do restauracji weszło dwóch uzbrojonych facetów, zamiast siedzieć cicho, zaczęłam działać. Szybko ich unieszkodliwiłam i zapomniałam o sprawie, niestety ktoś obejrzał nagranie z monitoringu. Zwróciłam na siebie uwagę służb specjalnych, które zaproponowały mi układ – misja w Moskwie w zamian za informacje o rodzicach. I oto stoję oszołomiona na placu Czerwonym i zastanawiam się, jak w tym wielkim mieście znajdę hakera, którego szuka kilka wywiadów i rosyjska mafia. Jeśli to czytacie, trzymajcie za mnie kciuki.
Paige Nolan, od dzisiaj agentka Liberty.

Pomysł na "Liberty" trochę mnie zaintrygował, ale nie oczekiwałam zbyt wiele. Mimo i tak niskich przewidywań książka zawiodła... na każdym polu. Już bardzo, bardzo dawno nie byłam tak zła na książkę jak teraz. A szkoda, bo myślałam, że będzie to po prostu przyjemne czytadełko na jeden wieczór...
Po pierwszych 5 rozdziałach byłam całkiem pozytywnie nastawiona do książki. Wiedziałam, że nie będzie to nic wybitnego, ale była znośna. Szybko się ją czytało, choć styl przeprowadzenia narracji troszkę męczył. Była zabawna i nawet potrafiła zaciekawić. I nagle boom! Totalna klapa.
Im dłużej czytałam - tym więcej błędów wyszukiwałam - tym było gorzej. Od języka, który jak na taką bohaterkę był stanowczo za wygórowany - bo jaka bohaterka literacka w tym wieku, wchodząc za każdym razem do jakiegokolwiek pokoju nazywa każdy materiał, mebel czy wzór - już bez przesady - do akcji, która niby była, ale bardzo nijaka. Fabuła ograniczała się do głównego wątku, o którym później, dziwnych, nie wiadomo skąd wynikających, sytuacji oraz okropnego opisywania związku bohaterki z trzema chłopakami - no, czterema. Zauważyłam, że kiedy autorka nie miała pomysłu na dalsze wydarzenia, wypełniała wszelkie luki fabularne sytuacjami, które nie miały sensu i strasznie irytowały. Było to bardzo męczące, a ja podczas czytanie nie marzyłam o niczym innym jak tylko skończeniu tej książki i zamknięciu jej. 
Wracając do głównego wątku, jakim było poszukiwanie rodziców głównej bohaterki - co? Na przestrzeni całej książki, Paige wspomniała o tym kilka razy (za każdym razem żaliła się jak jej ciężko z faktem, że jej rodzice zaginęli), podjęła jedną decyzję, która w jakiś sposób miała ją doprowadzić do odnalezienia ich i... to by było na tyle. Sprawa ta nie została wcale wyjaśniona, pozostawiona sama sobie. W opisie zaznaczone jest, że powinno się sporo dziać w związku z zaangażowaniem wywiadów oraz mafii. Nie liczcie na to. Cztery, może pięć scen z udziałem rosyjskiej mafii - czyli 'groźne' zebrania 'groźnych' bandytów - trochę wspominania o wywiadach i znów to wszystko. Trochę więcej było ich w zakończeniu. O zgrozo! To zakończenie... gdzie absurd, gonił absurd. Podczas czytania nie wierzyłam, że to wszystko dzieje się naprawdę. Chyba muszę pogratulować sporej wyobraźni autorce, naprawdę. Co gorsza ostatni rozdział wskazuje na powstanie kolejnych części. Proszę nie!
Przejdźmy do postaci. Główna postać stała się jedną z najbardziej znienawidzonych bohaterek literackich w ogóle. Dziewczyna okazała się infantylna, dziecinna, a przy tym nad wyraz wulgarna i 'dorosła' (doświadczenia w piciu alkoholu, seksie itp., w wieku 17 lat, można by naprawdę 'pozazdrościć'...). Kreowana jest na wysportowaną, biegłą w kilku językach i bardzo inteligentną dziewczynę, a jest po prostu denerwująca, wybredna, cwana i niezbyt bystra, skoro nie wie, że nazwa 'koszykówka' odnosi się do - uwaga, cytat (!) - "...wrzucania pomarańczowej, nadmuchanej kuli do metalowej obręczy...". Serio? O reszcie postaci nie mam co wspominać, bo wcale nie jest lepiej. Mały plusik mogę postawić przy bohaterze, który okazuje się najbardziej trzeźwo myślący i nie zważający na głupie postępowanie Paige. Mowa o Maddenie - mimo, że brakowało mu sporo do ideału, to jednak był najlepszym punktem całej książki. 
Wiele nawiązań do - kultowych już - dzieł popkultury nie podniosło poziomu "Liberty". Niestety książka zawiodła na całej linii. Nie spodziewałam się, że będzie aż tak źle. Jestem strasznie, ale to strasznie zła na autorkę, bo mogła tak wiele wątków i postaci poprowadzić w inny sposób... Całość mogę podsumować jako podrasowane opowiadanie, które zanim zostało książką powinno być wiele razy zmodyfikowane. Trudno, już nic nie zmienię. Żyję dalej - z nadzieją, że szybko zapomnę o "Liberty".
 
Moja ocena: 1,5/6. 

_______________


Za możliwość zrecenzowania książki dziękuję wydawnictwu Harper Collins Polska! :) 

_______________

Do następnego, Marta! 

piątek, 15 września 2017

"Lato Eden" Liz Flanagan

Dzień dobry!
Dziś mam dla Was recenzję książki, która swoim opisem strasznie przypominała mi inną. Mowa o "Lacie Eden" autorstwa Liz Flanagan!


Autor: Liz Flanagan.
Wydawnictwo: IUVI.
Strony: 305.

Ten dzień zaczął się normalnie. Wstałam, zrobiłam sobie kreski eyelinerem, naciągnęłam rękawy na tatuaże i poszłam do szkoły.Brzmi znajomo? Wkrótce jednak okazało się, że to nie będzie zwykły dzień. Nieśmiała gotka Jess i śliczna, uwielbiana przez wszystkich Eden są niemal nierozłączne. Wiedzą o sobie wszystko. Nagle Eden znika, a Jess wie, że musi ją odnaleźć. Postanawia poszukać wskazówek, idąc śladami spędzonego wspólnie lata, podczas którego wiele się w życiu przyjaciółek zmieniło. Ta wycieczka w przeszłość zmusza Jess do przyjrzenia się z bliska wielu tajemnicom: sekretom, które Eden ukrywała przed nią, ale też sprawom, które sama zataiła przed Eden. Do Jess dociera, że chyba jednak nie znają się tak dobrze, jak jej się wydawało Przed Jess coraz więcej znaków zapytania, a zegar tyka prawdopodobieństwo odnalezienia Eden żywej spada z minuty na minutę. Czy zdąży na czas? 

Na początku byłam prawie pewna, że dostanę to samo, co w swojej książce "Odkąd Cię Nie Ma" zaoferowała mi Morgan Matson. Na szczęście okazało się, że i w wcześniej wymienionej i w "Lato Eden" autorki podążyły w dwie różne strony z wspólnego punktu wyjścia. Oczywiście, jest pomiędzy nimi sporo podobieństw, ale i różnic. Niestety książka pani Flanagan nie spodobała mi się tak ja tak pani Matson.
Wszystko wydaje się tutaj dobrze rozegrane. Fabuła jest bardzo dobrze poprowadzona - spójna i mało wymagająca od czytelnik - z małym wyjątkiem, o którym później. "Lato Eden" bardzo szybko się czyta, a akcja książki, która dzieje się na przestrzeni czasowej jednego dnia, nie nuży. Mimo, iż jest to opis 24 godzin wyjętych z życia pewnej nastolatki, historia jest bardzo rozbudowana i nie naciągana. Dzieje się sporo, ale wszystko się ze sobą łączy i nie powoduje dezorientacji u czytelnika. Ten nie jest zmuszony do częstego wracania do poprzednich rozdziałów, by przypomnieć sobie jakiś szczegół.
Może tak nie wydaje po przeczytaniu opisu, lecz w "Lacie Eden" przedstawione są bardzo ważne tematy. Pojawiają się wątki depresji, uzależnień czy zazdrości. Z jednej strony książka opowiada o poszukiwaniu zaginionej Eden, ale z drugiej przedstawia całą historię dziewczyny od podszewki. Wszystkie tajemnice i sekrety wychodzą na jaw. Wszystko okay, ale z jednej strony za mało czasu jest poświęcone tym tematom, co wychodzi na korzyść - o zgrozo - wątkowi miłosnemu... Według mnie najważniejsza część książki, jest trochę pominięta, potraktowana na sucho.
Wracając do wątku miłosnego. To jest ten moment, kiedy zaczynam się złościć na autorkę. Dlaczego pozwoliła sobie na tak dziwne i nierealne zakończenie tego motywu? Nie wiem. Zapowiadało się nawet nieźle. Było, hm, w porządku? Potem pani Flanagan zaczęła kombinować. Jakby 'podrasować' tą miłosną kwestię, jakby bardziej ją rozkręcić? Niestety poszła w złym kierunku. Wszystko stało się strasznie naciągana, a ja podczas czytania w głowie miałam jedno wielkie 'CO?'.
Autorce udało się stworzyć nastrój tajemniczości - szczególnie na początku. Przez to czytelnikowi w głowie rodzi się sporo pytań. To powoduje, że lepiej się czyta, ciekawość jest ogromna. Ale skoro są pytania to i są odpowiedzi, ale podane w bardzo ciekawy sposób. Wiele z niewiadomych wyjaśnia się za pomocą retrospekcji, która splątane są z wydarzeniami teraźniejszymi. Dla mnie osobiście, ukazywanie przeszłości w formie retrospekcji jest bardzo fajnym pomysłem, zawsze to do mnie przemawia!
Jeśli chodzi o bohaterów jestem nastawiona bardzo neutralnie. Poznałam postacie napisane całkiem dobrze, ale i strasznie irytujące. Zacznijmy od Jess, głównej bohaterki, w której - szczególnie na początku - mogłam odnaleźć część siebie. Jednak z czasem jej postać była rozpisana coraz gorzej. Liam przez sporą część książki był dla mnie zagadką. Jego postać intrygowała i wydawała się mieć słuszne powody swojego postępowania. Jedynym minusem było zaangażowanie postaci w wątek miłosny. Eden, która jest sprawcą całego zamieszania, to bohaterka strasznie infantylna, denerwująca i nieodpowiedzialna. Wiem, że autorka chciała przedstawić postawę młodej dziewczyny w trudnej sytuacji, ale nie udało jej się to. Zamiast ją wspierać, odbiorca nie ma ochoty czytać o jej dziwnych pomysłach. Powody jej postępowania wpędzają w irytacje. Mimo, że miały być one poważnie i wywrzeć wrażenie - to nie działa. Nie jest to dobrze rozpisany wątek.
Zakończenie totalnie zwaliło mnie w odmęty absurdu. Napisane, jakby na kolanie, zamknięcie tej historii w pewnym stopniu nawet mnie zdenerwowało. Ta książka powinna być potraktowana poważniej, przede wszystkim, przez samą autorkę. Jestem pewna, że gdyby wątek miłosnegy został usunięty była by to naprawdę dobra historia. Są tutaj zalety, ale jest też sporo wad. Oczekiwałam czegoś lepszego. Dobry przykład na potwierdzenie reguły - nie osądzaj książki po okładce!

Moja ocena: (naciągane) 3-/6.

________________________


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu IUVI! :)

________________________

Do następnego, Marta! :)

niedziela, 3 września 2017

"Kłamca i Szpieg" Rebecca Stead.

Dzień dobry!
Znów na jakiś czas zniknęłam, ale wydarzyło się sporo niekoniecznie dobrych rzeczy w moim życiu i musiałam wszystko jakoś sobie pokładać. Teraz już tutaj jestem i może teraz uda mi się wrócić do niegdysiejszej systematyczności. :) 
Wracam z recenzją książki, którą polubiłam jeszcze przed jej przeczytaniem. Trochę się bałam, że przez to książka mi się nie spodoba... Ale autorka to Rebecca Stead, więc moje obawy się nie sprawdziły. Po pierwszej książce aktorki - "Całkiem Obcy Człowiek" - sięgnęłam po kolejną i się nie zawiodłam. Czas na moje przemyślenia o "Kłamcy i Szpiegu"!


Autor: Rebecca Stead.
Wydawnictwo: IUVI.
Strony: 192.

Gdy Georges wprowadza się do bloku na Brooklynie, poznaje Safera odludka, wielbiciela kawy i szpiega. Georges dobrze się czuje w towarzystwie ciut ekscentrycznej rodziny Safera. Zapomina przy nich o kłopotach: że tata stracił pracę, musieli się przeprowadzić, a mama zaczęła brać dodatkowe dyżury w szpitalu. W szkole też nie jest łatwo Georges znalazł się na celowniku Dallasa, specjalisty od wyszukiwania u innych słabych miejsc. Pierwsza misja szpiegowska? Tropienie tajemniczego Iksa. W miarę postępu śledztwa, kiedy Safer stawia coraz to nowsze wymagania, Georges zaczyna się zastanawiać, co jest prawdą, a co nie, i co to wszystko jest za gra.
A w co gra ON sam? 

Kiedy po raz pierwszy wzięłam do ręki "Kłamcę i Szpiega" poczułam rozczarowanie. Tak mało stron? Serio? Ale potem pomyślałam sobie, że autorka jest naprawdę bardzo zdolna i książka może mieć bogate wnętrze, mimo, że nie jest grubsza. I tak też było. Spodobało mi się wszystko, tak jak przy moim poprzednim spotkaniem z autorką.
"Kłamca i Szpieg" to słodko-gorzka pozycja z ciekawą fabułą, która jest spójna i sensowna. Nie pozwala oderwać się od lektury, zaskakuje i zachwyca zarysowaniem świata przedstawionego. Autorka bardzo dobrze poradziła sobie z zobrazowaniem rzeczywistości otaczającej bohaterów. Jest ona niezwykle realna, jakby książka była opisem faktycznych wydarzeń. 
Co po raz kolejny urzekło mnie w książce pani Stead, to 'drugie dno'. Nie jest to kolejna zwykła młodzieżówka, która tylko w małym stopniu zahacza o poważniejsze tematy. Wszystko jest owiane sporą dawką tajemnicy, przez co rozdziały są ciekawsze i lepiej się je czyta. Zakończenie, które według mnie jest bardzo trudne do przewidzenia, trafia w samo sedno sprawy. To nie jest kolejny zmyślny problem, jakaś głupotka. Przedstawione wydarzenia wydają się nad wyraz prawdziwe i szczere. 
Ciekawym zabiegiem jest sprytne wielokrotne mylenie czytelnika oraz ukryte wskazówki. Autora wplata w historię małe szczegóły, które z pozoru nic nie znaczą. Po przeczytaniu całej książki wszystko składa się w spójną i inteligentną całość. Niesamowite było to, iż pani Stead udało się ukryć wszystkie te wskazówki tak, aby czytelnik nie zwrócił na nie zbyt dużej uwagi. Przez to zakończenie wywiera ogromne wrażenie i budzi sporo emocji. 
Bohaterowie w "Kłamcy i Szpiegu" to ogromna zaleta. Postaci są zarysowane w bardzo realistyczny sposób. Czytając o Georgesie oraz Saferze czułam się jakby były to prawdziwe osoby. Czytałam o ich przygodach i miałam wrażenie jakby mieszkali oni w domu obok, jakbym spotykała ich każdego dnia w szkole czy gdzieś na mieście. Każda, nawet drugo- czy trzecioplanowa, postać jest nad wymiar autentyczna, charyzmatyczna oraz specyficzna. Każdej z nich, a szczególnie głównej, gorąco kibicujemy i razem z nią odkrywamy tajemnice, przeżywamy kolejne wydarzenia.
W książce poruszone są tematy relacji rodzinnych, przyjaźni oraz - co wydaje mi się być bardzo ważne - problemów z naszymi lękami. To ostatnie jest szczególnie ważnym aspektem i częścią całej książki. Cieszę się, że autorka postawiła na tak mało spotykany, ale ważny wątek.
Słowem podsumowania muszę napisać, iż jest to naprawdę genialna młodzieżówka. Mało schematyczna, wciągająca i budząca sporo emocji. Jej jedynym minusem jest to, że jest naprawdę krótka. W dziełach pani Stead mogłabym zaczytywać się cały czas. Za każdym razem nie chcę kończyć jej książek, a już szczególnie kiedy są tak cieniutkie... Ale cóż na to poradzić. Teraz pozostało mi tylko czekać na kolejne książki autorki! :) 

Moja ocena: 5.5/6 z ogromnym serduchem! <3

_________________


Za możliwość przeczytania "Kłamcy i Szpiega" serdecznie dziękuję wydawnictwu IUVI! :)

_________________

Do następnego, Marta! :)

piątek, 4 sierpnia 2017

"Pierworodna" Tosca Lee.

Dzień dobry!
Dziś przyszedł czas na recenzję kontynuacji "Potomków" Toscy Lee, czyli wyczekiwanej przeze mnie "Pierworodnej". Niestety drugi tom mnie rozczarował... Przekonajcie się dlaczego! :o


Autor: Tosca Lee.
Wydawnictwo: IUVI.
Strony: 376.
Nagle, w jednej chwili, powraca cała przeszłość Audry. Wymazane na jej własne życzenie wspomnienia zostały jej zwrócone. Wreszcie Audra wie, dlaczego to zrobiła – by uratować córeczkę. Teraz musi znaleźć swojego największego wroga, Historyka, i położyć kres trwającej od wieków wojnie między Potomkami a Dziedzicami – raz na zawsze. Ale najpierw musi uratować swojego męża Lukę, który jest więziony przez Dziedziców. Nie jest to proste, a sprawy komplikują się dodatkowo, ponieważ Audra działa poza prawem. Nie ułatwia zadania także fakt, że kobieta zmaga się z rosnącą potęga swej mocy i jej bolesnymi skutkami ubocznymi. Kiedy podła zdrada krzyżuje jej plany, Audra nie wie, komu ufać. Z pomocą mnicha heretyka, sprawdzonych przyjaciół i hakera Błazna szuka sposobu, aby pokonać Dziedziców i uratować pozostałych Potomków. Ostateczna konfrontacja z zaskakującym i nieubłaganym obrotem spraw będzie śmiertelnie niebezpiecznym sprawdzianem mocy Audry.
Czy okaże się wystarczająco silna? 

Po zaskakująco rewelacyjnym pierwszym tomie, nie mogłam doczekać się dalszych losów bohaterów książki Toscy Lee. Nie musiałam wcale długo czekać. Nagle dostałam informacje o dacie premiery. Ucieszyłam się i z niecierpliwością czekałam na nadejście paczki, a wraz z nią kolejnego tomu. Przygotowałam się na kolejne kilkaset stron dobrej, trzymającej w napięciu i intrygującej lektury. Niestety, przeliczyłam się. "Pierworodna" nie dorównała poprzedniej części. 
Mogło się wydawać, że taki pomysł, którego można było rozwinąć na tak wiele sposobów, nie można popsuć. A jednak. Autorka niemal od samego początku wpadła w plątaninę schematów. Mimo, rzadko spotykanego wprowadzenia z objaśnieniem świata, wydarzeń z poprzedniego tomu i przedstawieniem najważniejszych postaci, które zwiastowało dobrą zabawę i ciągłą akcję, coś poszło nie tak.
Jednym z największych plusów było podłoże historyczne. Jest ono jasno nakreślone, ma swoje określone i ważne miejsce w fabule. To jest ta część powieści, która jest najbardziej dopracowana. Z ciekawości sprawdziłam kilka faktów, które wydawały mi się bardzo istotne. Od razu zrozumiałam jak wiele czasu pani Lee spędziła na poszukiwaniu informacji oraz ile cierpliwości i poświęcenia to od niej wymagało. Szacuneczek! Szkoda, że wszystko nie wyszło tak dobrze.
Styl autorki, tak jak poprzednio, jest bardzo przyjemny. Nie męczyłam się podczas czytania oraz szybko przeskakiwałam rozdziały. Cała historia jest angażująca, ale to nie to samo co w pierwszym tomie. Nie czułam potrzeby ciągłego czytania. Robiłam przerwy pomiędzy rozdziałami i wcale mi to nie przeszkadzało. Wszystko spowodowane jest znacznym zwolnieniem akcji. Przez sporą część książki nie dzieje się zbyt wiele. Główne wątki to mało spektakularne i ciągłe ucieczki przeplecione zwrotami akcji, które nie zawsze zaskakują. 
Najbardziej emocjonującą częścią, do której pani Lee naprawdę się przyłożyła, jest samo zakończenie. Dzieje się naprawdę sporo i to właśnie wtedy nie można odłożyć książki na bok, ale po prostu czytać i czytać. Mimo to moment, w którym autorka ucięła historię jest przesłodzony, zbyt wiele wątków zakończyło się happyendem. Nie zapada w pamięć i przy okazji czytania następnego tomu(?)*, wiem, że będę musiała odświeżyć fabułę. 
Pojawiło się mało nowych postaci, które nie za bardzo przykuwały uwagę. Główna bohaterka, Audra, często podejmowała dziwne decyzje i zachowywała się trochę irracjonalnie w stosunku do sytuacji, przez co irytowała. Ale jej postać składa się ze złych jak i dobrych zachowań. Gdyby wymazać te złe... Oprócz Audry, szczególnie wyróżniają się Luka oraz, pokochana przeze mnie, Błazen. To ta dwójka sprawiała, że miałam ochotę czytać dalej, kiedy Audra zawodziła. 
Jeśli miałabym jednym słowem podsumować ten tom, powiedziałabym, że jest chaotyczny... Dzieje się niby sporo, ale wszystko napisane jest w taki sposób, że każda ważniejsza scena ciągnie się przez kilka rozdziałów. Gdyby nie zakończenie, wykorzystanie historii i dwójka drugoplanowych postaci... byłoby kiepsko... Na szczęście pomimo popadania w schematy autorce udało się nie sprawić, że zasypiałam przy lekturze. Oczywiście dam szansę kolejnej części, jeśli takowa powstanie*. Szkoda by było zamykać serię w taki sposób. 

Moja ocena: 3,5/6.

*edit: Pierworodna to zakończenie serii. A szkoda.

_______________

Za możliwość przeczytania "Pierworodnej" serdecznie dziękuję wydawnictwu IUVI! :)
_______________

Do następnego, Marta! :)

Podsumowanie lipca 2017!

Dzień dobry!
Patrząc na moje podsumowanie lipca, mam bardzo optymistyczne odczucia. Wszystko wskazuje na to, że znajduję na czytanie więcej czasu, mniej kupuję i nareszcie - mimo, że powoli - wracam do książkowego życia! Tak jest! Dlatego nie zwalniamy - lecimy z podsumowaniem! :) :p

Zaczynamy od książek, które udało mi się przeczytać w ubiegłym miesiącu! :p


#1. Miesiąc zaczęłam bardzo dobrze - z powieścią Rebecci Stead pt. "Kłamca i Szpieg". Autorkę poznałam podczas czytania książki "Całkiem Obcy Człowiek", którą mnie oczarowała i zachęciła do sięgnięcia po każdą inną jej pozycję. Nie zawiodłam się i tym razem, mimo, iż ubolewałam nad faktem, że książka jest bardzo krótka! :p

#2. Następnie wzięłam się za czytanie "Lata Eden" autorstwa Liz Flannagan. Co do tej książki mam strasznie mieszane odczucia - z jednej strony mnie zaskoczyła, a z drugiej lekko zirytowała... Więcej w recenzji. :)

#3. Lipiec zakończyłam drugim tomem serii "Alcatraz kontra Bibliotekarze" Brandona Sandersona. Seria ciągle trzyma swój dobry poziom, przyprawia o napady śmiechu i cały czas potrafi zaintrygować nowymi faktami. :)

Trzy książki jak na miesiąc tak pełen różnych wydarzeń to naprawdę dobry wynik. Oby dalej było tylko lepiej. :)

A teraz czas na bardzo malutki stosik z nowościami w mojej biblioteczce! 


#1. Postanowienie o oszczędzaniu nareszcie wprowadzam w życie, ponieważ w lipcu nie kupiłam żadnej książki! Przybyła do mnie tylko jedna książka od wydawnictwa IUVI - "Indeks Szczęścia Juniper Lemon" Julie Israel. Aktualnie jestem w trakcie jej lektury i zapowiada się naprawdę ciekawie. :)

Tak przedstawia się mój książkowy lipiec! A jak to było u was? :p

Do następnego, Marta! :)

niedziela, 2 lipca 2017

Podsumowanie czerwca 2017!

Dzień dobry!
Po kolejnej długiej przerwie znów się tutaj pojawiam! Niedługo jednak będzie mnie tutaj więcej, ponieważ szykuję 3 nowe recenzje! Ale dziś nie o tym. Kolejny miesiąc za nami - nie mogę uwierzyć jak ten czas szybko leci - więc nadszedł czas na podsumowanie! 

Zacznijmy więc tradycyjnie od książek, które przeczytałam w czerwcu! 


#1. Pierwszą książką w czerwcu była moja kolejna lektura - "The Wasp Factory" autorstwa Iaina Banksa. Ze wszystkich książek, które przeczytałam na studia, ta jest jedną z najlepszych. Więcej napiszę o niej w zbiorowej recenzji lektur, ale zdradzę jedno - jest przerażająco(!) dobra! 

#2. "Pierworodna" Toscy Lee to kontynuacja "Potomków", książki, która ogromnie mnie zaskoczyła. Niestety ta część nie jest już tak dobra jak pierwszy tom. Mimo to, serię bardzo szanuję. Poświęcę jej także osobny post niebawem. :)

Dwie książki to niezbyt zachwycający wynik, ale wszystko to spowodowane było sesją... Czyli wszyscy wiedzą o co chodzi... :p
Teraz czas na to, co tygryski lubią najbardziej, czyli co nowego przybyło na moje półki! 


#1. Książka o Hiszpanii to biedronkowa zdobycz. Jako, że planuję w tym roku wyjechać do Hiszpanii, a dokładnie do Madrytu, warto dowiedzieć się o tym pięknym kraju jeszcze więcej! :)

#2. "Zabójczyni i Podziemny Świat" Sarah J. Maas to znaleziona na promocji 3 nowelka od serii "Szklany Tron". Tak, przeczytałam dopiero pierwszy tom serii. Tak, nie mam poprzednich dwóch nowelek. Ale przecież każdy wie, iż promocje rządzą się swoimi prawami! :p

#3. Kolejna promocja dopadła mnie w Lidlu. Po wspaniałym "Blackout" Marca Elsberga, nie mogłam się oprzeć i kupiłam jego trzecią książkę pt. "Helisa". Na mojej półce czeka także "Zero" jego autorstwa. Oczekuję kolejnych świetnych pozycji . :)

#4. #5. Dwie kolejne pozycje to piękny prezent na dzień dziecka! "Ludzie Nowego Jorku. Historie" Brandona Stantona oraz "Mój Nowy Jork" Alessandry Mattanzy to książki wypełnione niesamowitymi zdjęciami, opisami, historiami i wspomnieniami znanych mieszkańców tego olśniewającego miasta. Prezent trafiony w dziesiątkę! :)

Tak wyglądał mój czerwiec! A wasz? Pochwalcie się co zdobyliście i przeczytaliście oraz czy zainteresowało Was coś z powyższych pozycji? :)

Do następnego, Marta! <3

piątek, 2 czerwca 2017

Podsumowanie maja 2017!

Dzień dobry!
Kolejny miesiąc dobiegł końca! To oznacza, iż nadszedł czas na podsumowanie i stosiki! Nie przedłużając, zaczynamy! :)


Na początek stosik z książkami, które przeczytałam w maju! 


#1. Miesiąc zaczęłam z upolowaną na promocji książką Jaya Ashera "13 Powodów". Sięgnęłam po nią, ponieważ chciałam się przekonać, czy te wszystkie pozytywne opinie są prawdą. Jednym z powodów był także serial. Nie powiem wiele, mogę zdradzić tyle, że urzekła mnie zakończeniem. :)

#2. Następnie przeczytałam kolejną lekturę na studia, czyli "A Kestrel For A Kneve" Barry'ego Hinesa. Według mnie, książka porusza ważny temat w dość nietypowy sposób i to jest jej najmocniejszą stroną. Więcej o niej w recenzji zbiorczej. :)

#3. Ostatnią pozycją była "Mroczna Toń" A. J. Banner. Strasznie, strasznie nie podobało mi się zakończenie tego miesiąca... Opisałam moje zastrzeżenie do tej książki w recenzji, o tutaj - klik. :o

A teraz czas na majowe nowości! :p


#1. Na samym początku maja przybyła do mnie "Mroczna Toń" od wydawnictwa HarperCollins Polska. ;)

Od wydawnictwa IUVI:

#2. Nowa część kolejnej serii Brandona Sandersona "Alcatraz kontra Bibliotekarze". Okładka jest prześliczna, pierwsze zdania tak samo zabawne jak w poprzedniej części. Oczekuję tak samo dbrej zabawy przy czytaniu jak ostatnio! :p

#3. "Kłamca i Szpieg" - czyli książka Rebecci Stead, na którą czekałam odkąd usłyszałam, iż zostanie u nas wydana! Poprzednia pozycja autorki, "Całkiem Obcy Człowiek", zachwyciła mnie i nie chciałam jej kończyć. Szkoda tylko, że ta książka jest tak cienka. Mimo to oczekuję kolejnej dobrej lektury! :)

#4. "Lato Eden" Liz Flanagan swoim opisem przypomina mi "Odkąd Cię Nie Ma" - tę pozycję polubiłam bardzo, więc mam nadzieję, że pani Flanagan także da radę, a może i zaskoczy mnie zupełnie inną historią niż się mogę spodziewać. :)

Tak prezentują się moje stosiki! A co u Was działo się w maju? :)

Do następnego, Marta! :)

czwartek, 25 maja 2017

"Mroczna Toń" A. J. Banner.

Dzień dobry!
Jestem tutaj dzisiaj z recenzją, którą bardzo trudno mi było napisać. Nie jest ona pozytywna i w ogólnie nie wiedziałam od czego zacząć. Ale jednak mi się udało, więc sami przekonajcie się co poszło nie tak. :o


Autor: A. J. Banner.
Strony: 294.
Wydawnictwo: HarperCollins Polska

Znam łacińską nazwę każdej rozgwiazdy, ale nie pamiętam własnego nazwiska. Wszystko jest dla mnie nowe, czuję się jak zafascynowane światem dziecko, a nie trzydziestoczteroletnia kobieta wracająca do zdrowia po urazie głowy. Podobno uczyłam na uniwersytecie w Seattle, ale nie pamiętam. Miałam życie. Teraz mam tylko tę wyspę, męża, który nie odstępuje mnie na krok i dziwny, powracający sen.

W rzadkich przebłyskach pamięci układam mozaikę ze wspomnień, która różni się od tego, co mówi Jacob. Coraz bardziej zdezorientowana krok po kroku docieram do prawdy, ale ktoś próbuje mi przeszkodzić. Muszę być szybsza.

Opis był bardzo interesujący, więc strasznie zaciekawiło mnie to, jaka będzie sama książka. Podeszłam do niej z troszkę wyższymi oczekiwaniami. Zawiodłam się jednak na całej linii. Wiele rzeczy poszło nie tak, a mogło być tak dobrze... 
Jedyną dobrą rzeczą jaką udało mi się znaleźć w "Mrocznej Toni" był sam początek. Było to dobre wprowadzenie w historię. Kiedy czytałam nie gubiłam się w nowych faktach, wszystko było starannie wyjaśnione. Historia układała się w logiczną całość. Potem wszystko zaczęło się psuć. Im dalej, tym gorzej. Po około pięciu rozdziałach wiedziałam jakie czeka mnie zakończenie. Jeszcze z małą nadzieją, iż tak nie będzie kontynuowałam czytanie. Jednak się przeliczyłam. Moja ocena nie jest najniższa tylko dlatego, że autorka dobrze zaczęła tą historię. Zakończenie nie wzbudza żadnych emocji.
Fabuła mi się spodobała. Miała być ciekawa, a po opisie wydawała mi się tylko trochę przypominać znane już schematy. Okazała się być bardzo, ale to bardzo, schematyczna, pełna dziur fabularnych i do bólu przewidywalna. Dodatkowo cała historia strasznie się dłuży, jest nudna i tylko przez bardzo małą część książki naprawdę dzieje się coś godnego uwagi. Zwroty akcji, które się w niej pojawiają są dosyć słabe. Jeśli te wydarzenia, które miały być 'zaskakujące' w ogóle można nazwać zwrotami akcji... Tylko raz podczas czytania powiedziałam sobie: 'O, tego się nie spodziewałam'. Raz!
Ogólnie cała historia jest jakoś naciągana, powinnam w nią od razu uwierzyć i zastanawiać się jak się dalej potoczy, ale tak nie było. Pojawiają się wątki, które zupełnie się gubią lub nie wnoszą nic do fabuły, są bezpodstawne. Do tego wszystkiego dochodzą dialogi, które w połowie są w miarę dobrze skonstruowane, ale druga połowa to wymuszona, bezsensowna gadanina.
Przechodzimy do bohaterów, a szczególnie do głównej postaci - Kyry. Po opisie można spodziewać się silnej bohaterki, która mimo utraty pamięci walczy o swoje wspomnienia, jest silna i się nie poddaje. Jednak tutaj Kyra to postać, która właściwie oprócz rozmyślania nad swoim ciężkim losem, jeżdżeniem na rowerze i spotykaniu nieznajomych, nie robi nic. Jest strasznie irytująca. Powinnam jej współczuć i kibicować, ale jej bohaterka nie wywołuje u mnie żadnych emocji i to co się z nią stanie wcale mnie nie obchodzi. Postać Jacoba - męża Kyry - jest równie sztuczna i płaska jak główna bohaterka. Już bardziej podejrzanym i dziwnym autorka nie mogła go stworzyć...
Podsumowując, opis obiecuje bardzo wiele, mimo, iż można się domyślić, że historia będzie powielać pewne schematy. Nie myślałam jednak, że będzie aż tak źle. Oczekiwałam naprawdę dobrej historii, pełnej zaskoczeń. Niestety to się nie udało. I mimo dość dobrego początku, autorka zawaliła całą resztę.

Moja ocena: 2/6.

______________

Za możliwość książki dziękuję wydawnictwu HarperCollins Polska. :)
______________

Do następnego, Marta! :)

czwartek, 18 maja 2017

Podsumowanie kwietnia 2017!

Dzień dobry!
Połowa miesiąca już za nami, a ja dopiero robię podsumowanie, ale lepiej teraz niż wcale! :p Tak więc czym prędzej zaczynamy!


Na początek stosik z przeczytanymi przeze mnie książkami!






#1. Kwiecień zaczęłam z moją lekturą ze studiów. "Lord Of The Flies" Williama Goldinga okazała się być bardzo wartościową, mądrą i przerażającą wizją nas samych. Moja dłuższa opinia na jej temat znajdzie się w zbiorowej recenzji, w której opiszę wszystkie moje lektury. :)

#2. 3. "Czas Żniw" oraz "Zakon Mimów" Samanthy Shannon to książki, których chyba nikomu nie muszę przedstawiać. Czytałam je po raz drugi, przed premierą 3 tomu. I jeszcze bardziej utwierdziłam się w przekonaniu, że ta seria jest moją ulubioną, a autorka jest moją inspiracją i ogromnym autorytetem. Polecam, polecam, polecam!  

A teraz czas na nowości w mojej biblioteczce! <3


#1. "Pierwotna" Toscy Lee to kontynuacja książki "Potomkowie". Bardzo na nią czekałam, ponieważ pierwszy tom nieoczekiwanie wywarł na mnie ogromne wrażenie. Wydawnictwo zrobiło mi niespodziankę wiadomością o premierze tej książki. Już niedługo się za nią zabieram! :)

#2. Książka, o której chyba wszyscy już słyszeli. Wielu też obejrzało serial. "13 Powodów" Jaya Ashera. Ja, z ciekawości, także chciałam ją przeczytać. Znalazłam książkę na przecenie i od razu ją zakupiłam. Już ją przeczytałam, ale nie zdradzę Wam jeszcze mojej opinii. :)

#3. "Mistrz I Małgorzata" Michaiła Bułhakova to kolejny łup z biedronkowych promocji. Dzień wcześniej, na pierwszym spotkaniu, Paulina namawiała mnie do przeczytania tej książki. 24 godziny później miałam ją już na półce. :)

#4. Książka, na którą czekałam tak długo! "Pieśń Jutra" Samanthy Shannon! Nie mogę się doczekać dnia, w którym usiądę i od rana do wieczora będę tylko czytać i czytać, a potem żałować i czekać na kolejny tom... :p 

Tak prezentuje się mój książkowy kwiecień. A jak to wyglądało u Was? :)

Do następnego, Marta! :)

wtorek, 25 kwietnia 2017

TRZECIE URODZINY BLOGA!



Dzień dobry!
Witam Was w bardzo ważny dla mnie dzień. 25 kwietnia 2014 roku, czyli trzy lata temu, założyłam bloga! Dziś świętujemy jego trzecie urodziny i mam ogromną nadzieję, iż nie ostatnie! 



Te trzy lata były dla mnie bardzo pouczające, często wymagające i - oczywiście - pełne radości! Nie było dnia, abym nie myślała o moim blogu, nawet kiedy zdarzały się gorsze okresy mojej działalności na nim. Stałam się bogatsza o nowe doświadczenia i umiejętności. Zostałam też wystawiona kilka razy na próby, które zakończyły się moim sukcesem - nie poddałam się, i nie zakończyłam przygody z blogiem. Inaczej, te słabsze momenty utwierdziły mnie w przekonaniu, że naprawdę to lubię i nie ważne jak źle, by mi szło, ciągle będę szukać motywacji i rozwiązania problemów! :)

Może moje osiągnięcia jeszcze nie są zachwycające, ale warto je podsumować! :)

Przez trzy lata na blogu:
- pojawiło się 89 obserwatorów;
- wyświetlenia na blogu przekroczyły 23 tysiące;
- ukazało się 166 postów (recenzji, tagów itp.);
- wymieniliśmy 716 komentarzy;
- nawiązałam współpracę z 3 wydawnictwami!



Czas podziękowań, czyli lista osób, którym bardzo wiele zawdzięczam!
Na samym początku muszę podziękować mojej rodzince, a w szczególności mamie, która była przy mnie zawsze, dzieliła za mną wszystkie radości oraz smutki i była gotowa wysłuchać mnie w każdym momencie. Dziękuję! 
Przyjaciołom - tym, których mam na co dzień, ale i tych internetowych - dziękuję! Marcin chyba bym bez Ciebie zwariowała! Paulina ty jesteś moją młodszą siostrą, a Twój blog młodszym bratem mojego! Bez ciebie, naszych rozmów i listów zwątpiłabym o wiele łatwiej! W środę widzimy się pierwszy raz od około dwóch lat - już nie mogę się doczekać! <3
Obserwatorom i czytelnikom, tym którzy są tutaj zawsze i tym, którzy zajrzeli tutaj tylko raz -  z całego serca dziękuję! Dla Was to tylko kliknięcie, przeczytanie, skomentowanie - dla mnie dużo dużo więcej, bez Was by nie było tych trzech lat! 
Bardzo dziękuję wydawnictwom, które mi zaufały i uwierzyły w to, że jestem w stanie w rzetelny sposób zrecenzować książki, które wydają! Wydawnictwa to przede wszystkim ludzie, którzy robią strasznie wielką i dobrą robotę! Dziękuję!



Tak właśnie w wielkim skrócie przeżyłam tutaj już trzy lata. Z jednej strony mówię 'Wow, ale szybko', a z drugiej wydaje mi się, jakbym dopiero wczoraj podejmowała decyzję o zaczęciu tej niesamowitej przygody i klikała 'STWÓRZ BLOGA'. To cudowne uczucie pisać ten post i wiedzieć jak wielu ludzi mnie wspierało, jak wiele godzin poświęciłam na pisanie recenzji, jak wielu rzeczy się nauczyłam i o sobie dowiedziałam. To jest jedna z najlepszych rzeczy jakie mnie w życiu spotkały i oby trwała zawsze! <3


Ściskam, wysyłam miliony buziaków i proszę o sporo cierpliwości i wiary na przyszłość! 
Do następnego, Marta! <3







 














*wszystkie zdjęcia zrobione są przeze mnie.

piątek, 21 kwietnia 2017

"Alcatraz Kontra Bibliotekarze: Piasek Raszida" Brandon Sanderson + zapowiedź.

Dzień dobry!
Dziś mam dla Was post z serii '5 powodów, by przeczytać...'. Tym razem postaram się zachęcić Was do książki autorstwa Brandona Sandersona pt.: "Alcatraz Kontra Bibliotekarze: Piasek Raszida"! :)


Autor: Brandon Sanderson.
Wydawnictwo: IUVI.
Strony: 305.

Bohater z talentem do… bycia wyjątkową ofiarą losu? Misja na śmierć i życie, by uratować woreczek piasku? Śmiertelne zagrożenie ze strony… Bibliotekarzy? Naprawdę?! Alcatraz Smedry nie wydaje się przeznaczony do niczego poza katastrofami. Na trzynaste urodziny otrzymuje paczkę ze spadkiem po nieżyjących rodzicach – a w niej zwykły woreczek ze zwykłym piaskiem. Prezent zostaje jednak niemal natychmiast skradziony. To uruchamia lawinę zdarzeń, które uświadomią Alcatrazowi, że jego rodzina jest częścią grupy walczącej przeciwko Bibliotekarzom – tajnej, niebezpiecznej i złowrogiej organizacji, która faktycznie rządzi światem. Piasek Raszida ma pozwolić Bibliotekarzom zdobyć władzę absolutną. Alcatraz musi ich powstrzymać… uzbrojony wyłącznie w okulary i wyjątkowy talent do bycia wyjątkową ofiarą losu…


5 powodów, by przeczytać...

#1. Ta książka to kawał naprawdę dobrej przygodówki. Jest tutaj wszystko co się na nią składa: akcja jest ciągła, powieść od początku śmieszy i ciekawi, a język jest bardzo przystępny dla czytelnika. Dzieje się naprawdę sporo, brakuje dziur fabularnych, to wszystko okraszone jest ogromną dawką śmiechu. Z pewnością mogę stwierdzić, że książka szczególnie skierowana jest dla młodszego odbiorcy.

#2. Ciekawie wykreowany świat przyciąga czytelnika. Przecież bardzo rzadko spotykamy się w literaturze z przypadkami, gdzie to bibliotekarze są czarnymi charakterami. Dodatkowo pojawiło się tutaj odwrócenie rzeczywistości w postaci przedstawienia naszych wad jako super mocy. Genialne!

#3. Mnie najbardziej jednak urzekł specyficzny styl narracji. Narrator zastawia na czytelnika pułapki, celowo wprowadza go w błąd. Opowiada całą historię z polotem i dużym poczuciem humoru, przedstawia skomplikowane zdarzenia w zrozumiały sposób. Często wyprzedza wydarzenia, zaostrzając tym samym ciekawość odbiorcy. 

#4. Zaskakujące jest dla mnie miejsce akcji całej historii. Spodziewałam się czegoś zupełnie innego, a dostałam zatrzymanie akcji w jednym miejscu. Wpływa to na rozwój wydarzeń, w jakiś sposób na lepsze poznanie świata i dziwnych zjawisk zachodzących na kartach powieści. 

#5. Różnorodność bohaterów, ich charaktery i zachowania jest przyjemnie zarysowana. Można zauważyć oczywisty podział na 'tych złych' oraz 'tych dobrych'. Ich cechy skłaniają czytelnika do kibicowania głównym postaciom. Są oni na pewno nietypowi, ale przez to bardziej intrygujący i nieszablonowi. 

W swojej kolejnej książce, Brandon Sanderson złamał wszelkie schematy i dał radę stworzyć wyróżniającą się opowieść pełną fantastycznych zjawisk, szalonych postaci i niebezpiecznych, efektownych potyczek - a wszystko to zamknięte w ramach odpowiednich dla młodszego odbiorcy. Ja jestem zdecydowanie na tak i serdecznie polecam, szczególnie jeśli ktoś z Was chciałby obdarować swoje młodsze rodzeństwo, czy kuzynostwo, ponieważ to naprawdę świetny pomysł na spędzenie wolnego czasu. :)

Moja ocena: 5/6. 

_____________


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu IUVI! :)

_____________

ZAPOWIEDŹ!


Już 26.04.2017 r. odbędzie się premiera II tomu serii "Piętno Krwawej Hrabiny", czyli "Pierworodna" autorstwa Toscy Lee
I tom tej serii bardzo przypadł mi do gustu i dlatego z niecierpliwością czekam na kolejną część! Jeśli chcecie poznać moją opinię o "Potomkach" wystarczy kliknąć tutaj - klik. :)


Miłość, tajemnice i nagłe zwroty akcji w fascynującej kontynuacji Potomków!


Nagle, w jednej chwili, powraca cała przeszłość. Audra odzyskuje wymazane na jej własne życzenie wspomnienia. Wreszcie wie, dlaczego pozbyła się przeszłości – by uratować córeczkę. Wie też, że Dziedzice nie pozwolą jej żyć… Musi więc znaleźć i pokonać swojego śmiertelnego wroga Historyka – to jedyna szansa, by położyć kres trwającej od wieków wojnie między Potomkami a Dziedzicami, raz na zawsze. Zegar tyka, a sprawy się komplikują, ponieważ Audra musi działać poza prawem. Jednocześnie zmaga się z rosnącą potęgą swojej mocy i jej bolesnymi skutkami. Z pomocą mnicha heretyka, sprawdzonych przyjaciół i hakerki szuka sposobu, aby pokonać Dziedziców i uratować pozostałych Potomków. Ostateczna konfrontacja będzie śmiertelnie niebezpiecznym sprawdzianem mocy Audry.


Czytaliście poprzednią część? Skusicie się na następny tom? A jeśli nie, to planujecie ją przeczytać? :) 

Do następnego, Marta! :)

środa, 19 kwietnia 2017

Podsumowanie marca 2017!

Dzień dobry!
Witam Was postem podsumowującym, troszeczkę spóźnionym. :p Zapraszam Was do zapoznania się z moimi marcowymi statystykami! Ile przeczytałam, a ile kupiłam? To wszystko znajdziecie poniżej. :)


Zaczniemy standardowo od książek, które przeczytałam w marcu! :)


#1. Na pierwszy ogień poszła "Kobieta Znikąd" Mary Kubicy. Mimo, że sam początek nie był zachwycający książka bardzo mi się spodobała. Całą moją recenzję możecie przeczytać tutaj - klik. :)

#2. Kolejną pozycją była książka Rebecci Stead "Całkiem Obcy Człowiek". Pozycją, która mnie całkowicie pochłonęła, w której się zakochałam i nie miałam ochoty jej kończyć! Zapraszam do przeczytania mojej recenzji - klik. :)

#3. Ostatnią książką był "Alcatraz Kontra Bibliotekarze: Piasek Raszida" autorstwa Brandona Sandersona. Już niedługo napiszę recenzję tej książki i dowiecie się jakie odczucia miałam podczas mojego pierwszego spotkania z tym autorem. :)

A teraz czas na stosik, czyli jakie książki wzbogaciły moją biblioteczkę! :)


#1. "Mleko i Miód", czyli tomik poezji Rupi Kaur. Nie mogłam sobie odpuścić tego zakupu. Wszelkie opinie były bardzo pozytywne, a po przeczytaniu kilku wierszy w Internecie po prostu wiedziałam, że muszę mieć go w swoich rękach. :) Czytam na bieżąco, ale mogłabym i ciągle czuję się zaskakiwana i intrygowana. :)

#2. "Kes" Barry'ego Hinesa, "The Wasp Factory" Iaina Banksa oraz "Lord Of The Flies" Williama Goldinga to książki, które musiałam zakupić do szkoły. Ostatnią z nich już przeczytałam i muszę przyznać, iż była bardzo sugestywna, mądra i ponadczasowa. Zastanawiam się nad zbiorową recenzją wszystkich moich szkolnych lektur, ponieważ są to ważne książki, o których warto coś napisać. Napiszę ją po zakończeniu pierwszego roku studiów. Wtedy każda z nich będzie już przeze mnie przeczytana i dogłębnie omówiona. :)

#3. Najnowsza książka mojego mistrza, Harlana Cobena, czyli "Już Mnie Nie Oszukasz" to pozycja, której nie mogło tutaj zabraknąć. Zaraz po premierze znalazłam ją na promocji w Biedronce i od razu pomaszerowałam z nią do kasy. :) Czekam na chwilę spokoju, kiedy będę mogła zabrać się za tę książkę! <3


Tak, pod względem książkowym, prezentuje się mój marzec. Ja jestem zadowolona, ponieważ jak na moją aktualną sytuacje z pracą i studiami trzy przeczytane książki to dobry wynik. :) 
A jak to wyglądało u Was? Co czytaliście i kupiliście? Czytaliście jakieś książki z moich stosików? :)

Do następnego, Marta! <3

środa, 22 marca 2017

"Całkiem Obcy Człowiek" Rebecca Stead.

Dzień dobry! 
Dziś przygotowałam dla Was recenzję książki, która strasznie mnie zezłościła! Tym, że się skończyła... :p Przed Wami "Całkiem Obcy Człowiek" Rebecci Stead! :)


Autor: Rebbeca Stead. 
Wydawnictwo: IUVI.
Strony: 321.

Bridge, Tabitha i Emily znają się od zawsze, ale ten rok testuje ich przyjaźń. Em ma chłopaka (tak jakby), który prosi ją o szczególnego rodzaju zdjęcia. Tab jest młodą feministką i potrafi przejrzeć każdego na wylot, a Bridge z jakiegoś powodu zaczęła nosić kocie uszy i wciąż stara się zrozumieć, dlaczego przeżyła wypadek, którego nie powinna przeżyć. Są najlepszymi przyjaciółkami i kierują się jedną zasadą: nigdy nie kłócić się ze sobą. Czy to pomoże im przetrwać? Sherm usiłuje zrozumieć, dlaczego ludzie rozstają się po wielu latach małżeństwa i jak to jest przyjaźnić się z dziewczyną, a dla pewniej licealistki Walentynki okażą się najtrudniejszym dniem w życiu. A, i jeszcze Jamie, poważny starszy brat, którego głupi zakład z kumplem kończy się… no, prawie katastrofą.


Do książki "Całkiem Obcy Człowiek" nie miałam jakichś wielkich oczekiwań. Miałam tylko nadzieję, że będę się przy niej dobrze bawić oraz, że nie będzie kolejną zwykłą i banalną młodzieżówką. Jednak już po kilku pierwszych stronach przepadłam. Ta recenzja będzie bardzo przyjemna, ponieważ nie widzę w tej książce żadnych minusów! 
Styl autorki jest rzadko spotykany, niecodzienny. Ja chciałabym go określić jako przyjemny, ale wydawał mi się taki tylko na początku. Potem autorka zastosowała kilka zabiegów, które zdecydowanie skomplikowały wszystko. Książka jest przez to trochę wymagająca i pozbawia jej to tytułu zwykłej młodzieżówki na odmóżdżenie. Cała historia skonstruowana jest z krótkich rozdziałów, które czyta się bardzo szybko, a jednocześnie są pełne ciekawych i ważnych wydarzeń. Fabuła powieści jest napisana na wysokim poziomie, przez co większość tytułów z tego samego gatunku nie dorasta "Całkiem Obcemu Człowiekowi" do 'pięt'. Jestem bardzo zadowolona, że ta niepozorna książka okazała się dobrą młodzieżówką, wartą wszelkich zachwytów. 
Konstrukcja powieści zachwyca swoją płynnością oraz brakiem dziur fabularnych. Połączenie ze sobą kilku różnych historii, które się za sobą często łączą i przeplatają. Każdy z narratorów potrafi czymś zainteresować czytelnika, a i nieczęsto tworzy przed nim pewne tajemnice. Wspomniane tajemnice wieńczą cała historię fantastycznymi rozwiązaniami. To sprawia, iż ostatnie rozdziały książki są bardzo intensywne i intrygujące. Szczególnie fascynująca jest część historii opowiadana przez osobę bez imienia. 
Historie przedstawione w książce są życiowe. Każdy z bohaterów próbuje poradzić sobie ze swoim własnymi problemami na różne sposoby. Postaci stają się bardzo ludzkie - czytelnikowi łatwiej się z nimi utożsamić oraz je zrozumieć. Są po prostu kolejnym wielkim plusem. Każda z nich jest charyzmatyczna i wykreowana w fantastyczny sposób. Dla mnie zdecydowanym faworytem jest Sherm, którego historia oraz problemy szczególnie mnie zaintrygowały. Nie znaczy to, iż reszta postaci jest w jakiś sposób gorsza. Wszyscy bohaterowie potrafią swoją historią zainteresować. 
Podsumowując, "Całkiem Oby Człowiek" to pozycja, po którą warto sięgnąć z wielu względów. Jest niebanalna, intrygująca, szczera, ale i urocza i po prostu cudowna. Trzeba także dodać, iż powieść jest przezabawna, ale i wzrusza. Styl zachwyca, a bohaterowie są wykreowani bardzo dobrze. Dawno nie czytałam młodzieżówki, która kończy się powodzeniem na każdej płaszczyźnie. Serdecznie Wam ją polecam, ponieważ każdy znajdzie w niej coś dla siebie. Niepowtarzalna i ponadczasowa opowieść o problemach - tych prostych, ale i tych bardziej skomplikowanych - młodych ludzi. Autorka porusza problematykę przyjaźni, miłości, szczerości oraz tego, jak ważne jest bycie sobą. Czegóż chcieć więcej?

Moja ocena: 6/6 z ogromnym serduszkiem. :)

______________

Za możliwość przeczytania książki "Całkiem Obcy Człowiek" serdecznie dziękuję wydawnictwu IUVI! :)
______________

Do następnego, Marta! :)

wtorek, 21 marca 2017

"Kobieta Znikąd" Mary Kubica.

Dzień dobry! 
Chyba następuje właśnie odrodzenie mojego bloga, ponieważ coraz częściej znajduję na niego czas, a pisanie sprawia mi znów tę samą przyjemność! Oby to się nie zmieniło! :) 
Tym razem recenzuję książkę, która trochę mnie zawiodła, ale ostatecznie oceniłam ją wysoko. Przed Wami "Kobieta Znikąd" Mary Kubicy! :)


Autor: Mary Kubica.
Wydawnictwo: Harper Collins Polska.
Strony: 334.

Pewnego dnia Esther Vaughan znika bez śladu. Współlokatorka odnajduje w jej rzeczach niepokojące listy, pełne miłosnych wyznań i jawnych pogróżek. Jeżeli napisała je Esther, to cierpi na poważne zaburzenia i może być niebezpieczna.
Tego samego dnia w pewnym miasteczku pojawia się tajemnicza kobieta. Nikt nie wie, jak naprawdę się nazywa ani skąd pochodzi. Gdy zamieszkała w ponurym, zrujnowanym domu, stało się jasne, że szuka kryjówki. Kogo się boi? Przed kim ucieka? A może to nie ona jest ofiarą, tylko cierpliwie czeka, aż ktoś wpadnie w zastawioną przez nią pułapkę?

"Kobieta Znikąd" zaintrygowała mnie swoim opisem od razu, okładka także jest ciekawa. Po serii książek fantastycznych, młodzieżowych oraz lektur chciałam sięgnąć po coś innego. Dlatego czym prędzej wzięłam się za thriller. Sam początek bardzo mnie rozczarował, ale ostatecznie moja ocena okazała się wysoka.
Trudno mi było przebrnąć przez pierwszą część książki, ale mimo to nie miałam ochoty jej odkładać. Spowodowane to było genialnym klimatem jaki stworzyła autorka. Był nie tylko ciekawy i intrygujący, ale psychotyczny. Początek książki jest naszpikowany wydarzeniami, które oddziaływują na czytelnika w dziwny sposób - wiadomo, że prędzej czy później stanie się coś co będzie można zakwalifikować do kategorii 'psychiczne'. Wprowadzenie do historii jest napisane ciężkim stylem, ale w tym samym czasie jest bardzo ciekawe. Narracja jest podzielona na dwie osoby i wydaje mi się to być bardzo mądrym posunięciem. Zważając na to, iż kiedy perspektywa jednego z bohaterów była bardzo ciekawa, w drugiej było spokojnie i bez fajerwerków, jest to jak najbardziej wygrany pomysł.
Akcja rozwija się powoli, ale tylko w początkowej części książki. Dlatego też pierwsza połowa jest dosyć ciężka do przetrwania. Ale na szczęście w połowie to się zmienia - książki nie można tak po prostu odłożyć. Pojawiają się zaskakujące fakty i zwroty akcji. Zaczyna się dziać wiele, ale wszystko jest opisane w przejrzysty sposób, nie jednak na tyle, by czytelnik rozwiązał zagadkę sam. Zakończenie jest trochę przerażające, intrygujące, a przede wszystkim niespodziewane. To jest największy plus książki. Szkoda tylko, że autorce nie udało się takiego stylu utrzymać przez cały czas opowiadania historii, a nie tylko w ostatnich rozdziałach.
Na kartach całej powieści moją uwagę przykuwają szczególnie dwie postaci. Nie jest to Quinn, czyli jedna z narratorek, która jest napisana dobrze, ale czasami potrafi naprawdę zirytować swoją bezmyślnością. Z drugiej strony ma swoje lepsze chwile kiedy jest lekko przerysowana, ale w ciekawy i bardzo sugestywny sposób. Jednak drugi z narratorów, czyli Alex, to już inna bajka. Jego postać jest skonstruowana fantastycznie. Potrafi obudzić w czytelniku różne emocje, opisuje swoje problemy, dzięki czemu staje się bardziej ludzki. Następnie przechodzimy do czarnego charakteru - osoby, której motywacja jest misternie uknutą intrygą. Ciekawie stworzona, pełna sprzeczności postać. Bardzo wartościowa i, według mnie, drugi najlepszy punkt całej książki.
Podsumowując, warto przebrnąć przez trudniejszy i powolny, ale ciekawy początek, by zostać nagrodzonym genialnym zakończeniem pełnym zwrotów akcji i zawirowań fabularnych. Za względu na zakończenie mogę napisać o tej książce, iż jest elektryzująca, ostatnie strony czyta się z zapartym tchem i podziwem.

Moja ocena: 5-/6.

______________

Za możliwość przeczytania "Kobiety Znikąd" serdecznie dziękuję wydawnictwu Harper Collins Polska. :)
______________

Do następnego, Marta! :)

wtorek, 14 marca 2017

"Pax" Sara Pennypacker.

Dzień dobry!
Dziś kolejna recenzja! Tym razem książki, która zachwyciła mnie, wciągnęła do swojego świata i po zakończeniu zostawiła ze  łzą w oku! Przed Wami "Pax" Sary Pennypacker. 


Autor: Sara Pennypacker.
Wydawnictwo: IUVI.
Strony: 289.

Odkąd Peter uratował osieroconego liska, on i Pax byli nierozłączni. Pewnego dnia dzieje się jednak coś, czego Peter nigdy by się nie spodziewał: jego ojciec idzie do wojska i chłopiec musi się przeprowadzić do dziadka, którego słabo zna i raczej nie lubi (ze wzajemnością) – a lisa wypuścić do lasu. Jednak już pierwszej nocy Peter wymyka się z domu dziadka i wyrusza do swojego, oddalonego o 500 kilometrów, gdzie ma nadzieję zastać Paxa. Lis w tym czasie musi się nauczyć, jak przetrwać w dzikim lesie, i na nowo odkryć świat ludzi i zwierząt. Nigdy jednak nie traci nadziei, że jego chłopiec po niego wróci.
Czy dwunastolatek dotrze sam do domu? I czy odnajdzie tam Paxa?

Usłyszałam o "Paxie" na długo przed premierą. Z początku historia tylko trochę mnie zainteresowała. Po jakimś czasie znów natknęłam się na tę książkę i od razu chciałam ją przeczytać. Z jednej strony dziwiłam się, że jest zakwalifikowana do kategorii dla dzieci, ale cóż. Zaczęłam czytać i... przepadłam! Cudowność - gdybym miał ją opisać jednym słowem. A co było cudowne tak dokładnie?
Styl jakim popisała się pani Pennypacker jest świetny! Pisze w świeży, przystępny sposób. Co bardzo ważne - nie nuży czytelnika, mimo, że sporą część książki zajmują opisy. Całość jest okraszona niesamowicie dużą dawką skrajnie różnych emocji - podczas czytania można płakać ze smutku, ale i ze śmiechu. Można się złościć, a i wpaść w zadumę. Widać, że autorka postawiła mocny nacisk na emocje i uczucia czytelnika. Tak samo dobrze odwzorowuje przeżycia bohaterów. To wszystko upiększone jest fantastycznymi, minimalistycznymi ilustracjami, które same w sobie wiele przekazują.
Książka przedstawia piękną historię, która od początku angażuje czytelnika. Zawiera ona w sobie sporo motywów i wątków ukazanych w prosty, ale nie banalny sposób. Mnie najbardziej przypadł do gustu motyw drogi, ale i opis więzi pomiędzy lisem i chłopcem. Wielu może uznać to za nudne, ale na kartach całej książki ukazana jest wędrówka chłopca oraz lisa, poszukujących siebie na wzajem. Ale w ten sposób najlepiej mogła zostać przekazana więź jaka ich połączyła. Myślę, że jednym z celów książki było opisanie relacji człowiek - zwierzę, która często jest mocniejsza, bardziej szczera i prawdziwa niż ta na linii człowiek - człowiek. A to wszystko opisane w taki sposób, iż czytelnik w każdym wieku zrozumie istotę poruszonego tematu.
Kolejną ważną częścią jest ukazanie zła, jakie wyrządza człowiek oraz wojna. Przedstawienie tego oczami małego dziecka, ale i zwierzęcia musiało być dosyć ciężkim zadaniem, ale autorka sobie z nim poradziła. Czytanie o tym jak lis opisuje i nazywa czynności i rzeczy, które widzi są poruszające i wstrząsające. Przy opisie chłopca można zauważyć jak dojrzewa, poprzez to co się dzieje i czego się dowiaduje.
Bohaterowie w "Paxie" to przyjemny i długi temat! Zacznę od postaci chłopca, która jest szczera, silna i ludzka. Odwzorowuje ludzkie pragnienie miłości, poczucia bezpieczeństwa i bliskości. Jest to przykład, który ukazuje walkę, którą czasem toczą ludzie, by nie utracić tych, na których najbardziej nam zależy. W jego poczynaniach można odnaleźć samego siebie. Kolejny z bohaterów, który zasługuje na nie mniej uwagi - jeśli nie większość - to oczywiście lis, Pax. Cały świat, wydarzenia i uczucia ukazane z perspektywy zwierzęcia to coś niesamowitego. Wiadomym jest, iż nikt z nas nie dowie się jak naprawdę odbierany jest świat przez zwierzęta, ale tutaj autorka przedstawiła to w taki sposób, iż jestem w stanie uwierzyć jej we wszystko co napisała. Ciekawa, niezwykle ważna i pięknie zarysowana, a mimo to postać drugoplanowa, czyli Vola, to dla mnie kolejny duży plus książki. Jak na postać, która nie grała tutaj głównej roli i tak była bardzo ważną częścią historii. Autorka idealnie wymierzyła granicę, której nie przekroczyła.
W temacie postaci trzeba także wspomnieć o relacjach, które także są tutaj mocno akcentowane i wydaje się, iż niezbędne. Każda z nich właściwie dotyczy chłopca, ale łączy go z najważniejszymi postaciami. Relacje chłopca z lisem, ojcem oraz Volą są subtelnie, ale bardzo wyraziście zarysowane. Nie odwracają uwagi od głównego toru wydarzeń, są tłem, bez którego książka byłaby nudna, bezuczuciowa, zwykła.
Jest to historia, która otwiera oczy i na pewno nie jest skierowana tylko dla najmłodszych. Jest piękna, ponadczasowa, subtelna, szczera i bardzo wzruszająca. Mogłabym mówić o niej godzinami. Mogłabym godzinami ją analizować, ale nie znalazłabym żadnych słabych stron. Mam nadzieję, że to co napisałam zachęciło Was do sięgnięcia po tę pozycję, bo naprawdę warto!

Moja ocena: 6/6. <3 

________________


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu IUVI! :)

________________

Do następnego, Marta! :)

poniedziałek, 6 marca 2017

"Endgame. Reguły Gry" James Frey & Nils Johnson - Shelton.

Dzień dobry!
Witam Was moją kolejną recenzją! Wiem, że ostatnio było mnie tu bardzo mało, ale chęci wracają, a i ja sama wiem, że muszę się za siebie zabrać! :) Dlatego też zaczynam nadrabianie od przedstawienia Wam mojej opinii na temat kolejnej książki duetu Frey & Johnson - Shelton, czyli "Endgame. Reguły Gry"



Autor: James Frey & Nils Johnson - Shelton.
Wydawnictwo: Sine Qua Non.
Strony: 343.

Najsilniejsi i najsprytniejsi z Graczy dotarli do końcowej fazy Endgame. Klucz Ziemi oraz Klucz Niebios już odnaleziono, ukryty pozostał ostatni klucz do wygranej i ocalenia świata – Klucz Słońca. Zwycięzca może być tylko jeden! Maccabee gra, by wygrać. Posiada Klucz Ziemi i Klucz Niebios. Teraz zrobi wszystko, by zdobyć Klucz Słońca. Ale w Endgame nic nie jest stałe. Maccabee musi grać ostrożnie i bacznie pilnować pleców. An Liu gra dla śmierci. Jego celem jest powstrzymanie Endgame i zagłada całego świata. Aisling porzuciła Grę i zdecydowała się walczyć po stronie życia. Aisling, Sarah, Jago, Shari i Hilal nie dopuszczą do zakończenia Endgame. Klucz Słońca nie może zostać odnaleziony. Tych pięciu Graczy postanowiło ustanowić własne reguły Gry. Wszystkich łączy jedno. Są gotowi umrzeć, by osiągnąć zamierzone cele. Doprowadzą sprawy do końca, ale na własnych zasadach.

Trylogia "Endgame", już od pierwszych stron, stała się jedną z tych, które bardzo polubiłam i wiedziałam, że będę dobrze wspominać. Liczyłam więc na genialne zakończenie serii. Zamknięcie jej w efektowny sposób, z wielkim boom! Ale  nie zawsze wszystko idzie po naszej myśli, prawda? Tak stało się w tym przypadku. Niestety muszę to napisać - mimo, iż trzecia część nie jest tragiczna, jest najgorszym ogniwem trylogii. 
Problem z tą książką jest taki, iż ciągle się tutaj coś dzieje. Jest wiele zwrotów akcji oraz niespodziewanych wydarzeń, ale to wszystko wcale nie angażuje czytelnika. Podczas czytania poprzednich części wcześniej wymienione aspekty działały na mnie, sprawiały, że się denerwowałam, śmiałam, bałam, czasem nawet wzruszałam. Trzecia część niestety nie budzi żadnych emocji. Jej czytanie przywodzi na myśl spokojne siedzenie na skraju jeziora i czekanie, aż ryby 'zaczną brać'. Nie za bardzo rozumiem dlaczego autorom nie udało się to tym razem, skoro poprzednio sukcesywnie osiągali bardzo wysoki poziom zaangażowani czytelnika w historię. 
Nie mogę jednak powiedzieć, że brak jakichkolwiek emocji sprawił, iż książka mi się nie podobała. Na największy plus zasługuje początkowa część książki, która jest nieco bardziej żywa od jej reszty. To tutaj podejmowane były bardziej spontaniczne i drastyczne decyzje. Działo się o wiele więcej, a i styl okazał się być lepszy. Zakończenie książki bardzo mnie rozczarowało. Po tej trylogii oczekiwałam czegoś naprawdę genialnego. Ale kiedy przyszło co do czego i historia doszła już do punktu kulminacyjnego - nie zrobiło to na mnie żadnego wrażenia. Pomijam fakt, że mniej więcej od połowy książki przewidziałam jak zostanie zakończona trylogia. Oczywiście zdarzyły się małe chwile, które w jakiś sposób zbiły mnie z tropu, ale to za mało. Całość mnie ciekawiła, mimo, że czytanie szło mi opornie, a to dlatego, iż ciągle miałam nadzieje na rozbudzenie akcji. Muszę też przyznać, że wracałam do "Endgame" chętniej motywowana ciekawością.
W tej części skupiamy się na mniejszej ilości bohaterów, mimo, iż pojawia się kilka całkiem nowych postaci. Pomaga to w lepszym poznaniu postaci oraz łatwiejszym ulokowaniu swojej sympatii, co wiąże się z ostatecznym wyborem - komu kibicujemy. Niestety i na tym polu autorzy zaliczają potknięcie - niewiele postaci jest naprawdę godnych uwagi. Bohaterowie, którzy w poprzednich częściach byli co najmniej ciekawi - już ostatecznie tracą na swojej wartości. Tylko w przypadku kilku postaci, na szczęście tych, które grają największą rolę, dobry poziom ich wykreowania pozostaje zachowany, a nawet jest w pewnym sensie ulepszony. Z jednej strony szkoda mi postaci, które zaliczyły spory upadek, ale z drugiej w ten sposób autorzy podbudowali inne, a to mi się podobało. 
Jest to tytuł, który budzi kilka sprzeczności. Jestem bardzo niezdecydowana jeśli chodzi o jego ocenę. Mimo widocznego ogromu włożonej pracy, poświęconych godzin spędzonych na weryfikowaniu danych, na odnajdywaniu sporej liczby źródeł, niezłym kombinowaniu oraz wypijaniu kolejnych kubków kawy, widać w ostatniej części sporo niedociągnięć, których nie było w poprzednich dwóch częściach. Może autorzy po prostu gdzieś w trakcie tworzenia stracili wątek i nie mogli się odnaleźć. Może zakończenie trylogii od początku miało tak wyglądać, ale wkradł się jakiś błąd, który zlekceważony narobił niezłego i niepotrzebnego bałaganu. Cóż więcej mogę napisać? Trylogię będę wspominać dobrze. Mając w pamięci poprzednie tomy, spoglądam na ostatni z pobłażliwością i przymrużeniem oka, ponieważ cenię pracę włożoną w przygotowanie tej serii. Ode mnie to wszystko, ale pragnę jeszcze dodać, iż warto przeczytać tę książkę dla tych kilku postaci i dosyć dobrego początku oraz dla zaspokojenia ciekawości. 

Moja ocena: 3/6. 

_____________

Za możliwość przeczytania książki "Endgame. Reguły Gry" serdecznie dziękuję Wydawnictwu Sine Qua Non! :)
_____________

Do następnego, Marta! :)