poniedziałek, 12 grudnia 2016

Podsumowanie listopada + Stosik #26.

Dzień dobry! :)
Dziś jestem tutaj z podsumowaniem poprzedniego miesiąca, mimo, iż to już połowa grudnia. Ale lepiej późno niż wcale! :) 


Zacznijmy od książek, które przeczytałam w listopadzie!

#1. Miesiąca zaczęłam z "Prawdzodziejką" Susan Dehnard. Po tej książce spodziewałam się czegoś więcej, i mimo, że ostatecznie mi się podobała, to nie spełniła moich oczekiwań i mam nadzieję, że kolejna część będzie lepsza. :) Recenzja tutaj - klik

#2. Następnie wzięłam się za książkę "Potomkowie" autorki Tosca Lee. Ta pozycja mnie nie zawiodła. Bardzo dobrze bawiłam się przy lekturze i z niecierpliwością czekam na kolejny tom, ponieważ takie zakończenie wbiło mnie po prostu w fotel... :) Recenzja - klik. 

#3. Na zakończenie listopada przeczytałam krótką książkę autorstwa Kate Scalsy, czyli "Wyznawcy Niemożliwego Życia". Dostałam więcej niż się spodziewałam, ale ciągle było tego za mało. Miałam do tej książki bardzo mieszane uczucia... Więcej w mojej recenzji - klik. 


A teraz czas na stosik! :)

#1. Na początku miesiąca zaopatrzyłam się w "Lśnienie" Stephena Kinga, ponieważ od dawna chcę obejrzeć film Stanleya Kubricka, stworzonego na podstawie tej książki. Znalazłam ją na promocji, więc szybko znalazła się w moim koszyku... :)

#2. "Busem przez świat" to moja ulubiona seria podróżnicza! Więc kiedy Karol Lewandowski napisał kolejną część, pt. "Australia za 8 dollarów" musiałam ją poznać. Wydawnictwo SQN wysłało mi egzemplarz recenzencki, a ja niedługo zabieram się za czytanie! :)

#3. "Wyznawcy Niemożliwego Życia" to książka, którą otrzymałam od wydawnictwa Harper Collins Polska. :)

Tak czytelniczo wyglądał mój listopad. A jak tam u Was? Czytaliście jakieś książki, o których wspomniałam? Dajcie znać jak się Wam podobały! :)

Do następnego, Marta! :)

piątek, 2 grudnia 2016

"Wyznawcy Niemożliwego Życia" Kate Scalsa.

Dzień dobry!
Dziś witam się z Wami już po raz drugi. A to wszystko przez to, iż muszę nadrobić recenzje oraz podsumowania! Tak więc zabieram się do roboty! Tym razem omówię książkę autorstwa Kate Scalsy pt.: "Wyznawcy Niemożliwego Życia". :)


Autor: Kate Scalsa.
Wydawnictwo: HarperCollins Polska.
Strony: 303.

Mira jest tą „gorszą”, depresyjną córką pary prawników. Uzdolniony plastycznie nerd Jeremy padł ofiarą szkolnego prześladowania, a Sebastian wychowuje się w kolejnych rodzinach zastępczych. Cała trójka ma ze sobą wiele wspólnego – wszyscy są dramatycznie pogubieni.
Razem tworzą własną rzeczywistość, pełną magicznych rytuałów i improwizowanych podróży, które mają naprawić ich świat. Chcą uchronić się przed tymi, którzy nie rozumieją ich dążeń do niemożliwie niezwyczajnego życia. A jeśli będą musieli bronić się przed sobą nawzajem? Czy będą umieli rozróżnić między przyjaźnią, miłością a pożądaniem?
[źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/3728360/wyznawcy-niemozliwego-zycia] 

O książce "Wyznawcy Niemożliwego Życia" słyszałam bardzo mało. Chciałam jednak dać tej pozycji szansę, ponieważ jedna z blogerek, które obserwuję, opisała ją w bardzo pochlebny sposób. Tak więc sięgnęłam po nią z, nie powiem, dość dużymi oczekiwaniami. Jak mi się podobało? 
Trzeba na wstępie przyznać, że tą powieść czyta się naprawdę łatwo i szybko. Styl autorki jest prosty w odbiorze, a jej zabawa ze zmienianiem narratora wprowadza do historii pewne, bardzo przyjemne tempo. Ogólnie cała powieść napisana jest sprawnym językiem, bez większych błędów. Zakończenie jest w pewnym sensie otwarte. W każdym momencie można by dopisać dalszą część. Ale tutaj przychodzi pytanie: po co? Ta książka ma swoje wady, a historia już została opowiedziana. Mimo to, samo zakończenie mi się podobało i zostawiło po sobie więcej pytań do przemyślenia, niż cała książka. Powieść cechuje się tym, że porusza poważne tematy, ale często jest też zabawna. Niestety nie oddziałowuje na emocje i czytelnik nie angażuje się w historię. 
Jak już wspominałam najważniejszym tematem powieści są problemy młodych ludzi. Wszystko kręci się wokół tego i to nie jest złe, ale czasem jest tego za dużo. Autorka nagromadziła sporo różnych problemów i na siłę wprowadziła je do fabuły, co nie było dobre dla książki. Wiadomo, że nie są to łatwe tematy, ale jeśli przesłanie ma dotrzeć do odbiorcy nie powinno być one tak bardzo przeładowane informacjami, ale skupione na tym pojedynczym, ważnym problemie. W to wszystko wplątany jest wątek sztuki, który - jak dla mnie - powinien być bardziej rozwinięty. Wyszło by to na dobre książce.
Postacie w tej książce są bardzo realistyczne. O ile liczba problemów jest naprawdę ogromna, o tyle, jakby spojrzeć na każdego z trzech głównych bohaterów osobno, każda historia jest unikatowa, wyjątkowa. Podoba mi się sposób w jaki autorka przedstawiła postaci oraz jak ich stworzyła. Pełnych charakterystycznych zachowań oraz niedoskonałości, nastolatków z krwi i kości. 
Spodziewałam się po tej książce czegoś więcej, jakiejś głębi. W zamian otrzymałam sporo postaci, problemów oraz małego wątku sztuki. Jednak jest w tej książce coś, że nie pozostawiła po sobie złego wspomnienia. Jest to dla mnie lekka książka, na kilka wieczorów, którą będę raczej wspominać przyjemnie. 

Moja ocena: 4/6.

_____________

Dziękuję wydawnictwu Harper Collins Polska za możliwość przeczytania książki "Wyznawcy Niemożliwego Życia" Kate Scalsy. :)

_____________

Do następnego, Marta! :)

"Potomkowie" Tosca Lee.

Dzień dobry! 
Hej, hej! Dziś recenzja książki, która przybyła do mnie niespodziewanie, a która zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie. Tosca Lee zaprasza Was do świata, w którym żyją "Potomkowie"... :)


Autor: Tosca Lee.
Wydawnictwo: IUVI.
Strony: 388.

Po przebudzeniu nie pamiętasz nic. Nie wiesz, jak się nazywasz i skąd pochodzisz. Nie rozpoznajesz twarzy ludzi, których kiedyś znałaś. Masz tylko ostrzeżenie, które napisałaś do siebie samej, zanim wymazałaś z pamięci całą przeszłość: Emily, to ja. Ty. Nie pytaj o dwa minione lata… Nie szukaj ich w pamięci i nie staraj się grzebać w przeszłości. Od tego zależy twoje życie. Życie innych ludzi również. Tak przy okazji, nie masz na imię Emily…
[źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/3765817/potomkowie]

Po przeczytaniu opisu tej książki spodziewałam się czegoś innego. Myślałam, że będzie to książka, których było już wiele; ciągle powielane pomysły, ale z innymi szczegółami. Jednak zaintrygowała mnie i postanowiłam jak najszybciej ją przeczytać. Opis nie zdradził w tym przypadku zalet książki "Potomkowie". Nie myślałam, że spodoba mi się tak bardzo. 
Początek jest bardzo tajemniczy. Autorka wprowadza pewne zabiegi, które zachęcają czytelnika do dalszego zagłębiania się w historię. Główne składniki tej pozycji? Tajemnica, intryga oraz misternie przedstawiony świat pełen niebezpieczeństw oraz wielu postaci. Wszystko to sprawia, że książkę czyta się bardzo szybko i przyjemnie. Styl pani Lee jest przystępny dla szerokiego grona odbiorców. 
Akcja rozwija się stopniowo, ale czytelnik nie może się nudzić. Bohaterom ciągle przydarzają się jakieś sytuacje, które nadają historii dobrego tempa. Z każdą stroną treść zaskakuje coraz bardziej, a rozdziały przemijają jeden za drugim. Końcówka to emocjonalny rollercoaster, od którego bardzo trudno się oderwać. To jedna z nielicznych książek, która odnosi się do kultury i historii środkowej i południowej Europy. Ponadto większa część akcji dzieje się właśnie tutaj. To sprawia, że książka wyłamuje się ze schematu - Ameryka i Wielka Brytania nie są dłużej miejscami, gdzie dzieją się najważniejsze rzeczy. To wszystko okraszone jest dawką wyważonego humoru, ale nie brakuje tu także scen, w których jest bardzo poważnie oraz dramatycznie. 
Podczas czytania można odnaleźć w tekście nawiązania do innych książek, lekkie inspiracje. To nie przeszkadza mi w stwierdzeniu, iż ogólnie "Potomkowie" są bardzo oryginalną powieścią. Pojawia się tutaj motyw utraty pamięci, który coraz częściej jest wykorzystywany przez twórców literackich, i nie tylko tych. Prawdę mówiąc, nie zmienia to faktu, że w tej pozycji jest to przedstawione w bardzo fajny sposób, niezwykle tajemniczy, a zarazem niebezpieczny.  
Wszystkie postaci zasługują tutaj na oklaski i pokłony, ponieważ są niesamowite. Autorka wykreowała je wszystkie jako prawdziwe osoby, istniejące i żyjące. Szczególnie chciałam wspomnieć o postaci Luki - ten chłopak miał w sobie to coś. Był bardzo zagadkowy, nie irytował; zwracał na siebie uwagę w najbardziej odpowiednim momencie, po czym wycofywał się na chwilę, aby znów powrócić w wielkim stylu. Fantastyczny. A teraz przejdźmy do oceny głównej bohaterki, czyli Emily (czy na pewno Emily? :p). Pierwsze słowo, które przyszło mi na myśl to genialna. Genialnie wykreowana postać, właściwie dla mnie jest ona idealną postacią żeńską. A to dlaczego? Kiedy akcja zaczyna się toczyć, a ona nie do końca wszystko rozumie - nie załamuje się. Przedstawia ona silną, niezależną kobietę, która jest rozsądna i bardzo zaradna. Z czasem dowiadujemy się o niej nowych rzeczy - jak i ona -  ale się nie poddaje. Dodatkowo jej postać łączy się z wątkiem wewnętrznego rozdarcia - zaufać, czy też nie - co samo w sobie jest bardzo interesujące.  
Podsumowując, "Potomkowie" to książka po której można spodziewać się o wiele więcej niż można przeczytać w opisie. Książka pełna zwrotów akcji, zagadek, wspaniałych postaci i z zakończeniem, które totalnie wbija w fotel. Po takiej powieści nie można nie chcieć więcej. Pani Lee, ja już poproszę kolejną książkę! :)

Moja ocena: 5/6

_____________

Dziękuję wydawnictwu IUVI za możliwość przeczytania książki "Potomkowie" Tosca Lee! :)

_____________

Do następnego, Marta! :)

środa, 23 listopada 2016

"Prawdodziejka" Susan Dehnard.

Dzień dobry! :)
Prawda jest taka, że często tutaj nie będę, ponieważ studia mnie pochłaniają. Ale co jakiś czas będę wpadać z recenzją czy podsumowaniem, aby dać Wam znak, że żyję i mam się dobrze! :) Mam nadzieję, że mi to wybaczycie i będziecie cierpliwi. :) 
Dziś piszę o książce, którą bardzo trudno mi ocenić. Dlatego też długo odkładałam napisanie tej recenzji. Ciągle analizowałam ją od początku do końca i wreszcie jestem tu, aby podsumować wszystko co wymyśliłam. :p Zapraszam Was do przeczytania kilku słów o "Prawdodziejce" Susan Dehnard. :)


Autor: Susan Dehnard. 
Wydawnictwo: Sine Qua Non.
Strony: 391.

Młode wiedźmy Safiya i Iseult mają zwyczaj często wpadać w tarapaty. I przez to teraz muszą opuścić swój dom. Safi jest bardzo rzadką wiedźmą prawdy, która jest zdolna zdemaskować każde kłamstwo. Wielu zabiłoby dla jej umiejętności. Dlatego Safi musi pozostać w ukryciu. Inaczej zostanie wykorzystana w konflikcie między imperiami. Z kolei prawdziwe moce Iseult są tajemnicą nawet dla niej samej. I lepiej, żeby tak zostało.

Podeszłam do tej książki z wielkimi nadziejami, po niezwykłych ocenach wielu recenzentów. Wielu z nich wychwalało "Prawdzodziejkę" Susan Dehnard. Sama Sarah J. Maas, którą bardzo lubię, pochwaliła tę książkę. Jednak trochę się zawiodłam, a właściwie stoję na polu pomiędzy opinią negatywną, a pozytywną. A to dlaczego? 
Na początku bardzo trudno było mi się wbić w tę powieść. Autorka rzuciła czytelników w wir wydarzeń, które - mimo, iż bardzo ciekawe - oszałamiają i w pewnym sensie rzucają na głęboką wodę. Dzieje się dużo, ale świat, który jest skomplikowany i bardzo misternie stworzony wymaga od czytelnika skupienia uwagi. I dlatego początek strasznie się miesza i tworzy mały zamęt w głowie. Potem jest już tylko lepiej. Akcja zwalnia i spokojnie można zrozumieć wszystko to, co umknęło wcześniej. Prawdziwa akcja, która naprawdę angażuje, zaczyna się przy ostatnich kilku rozdziałach. Autorka nie daje czasu na oddech, mimo, iż nie wszystko w końcówce było dobrze przemyślane.
Fabuła książki jest dobra, czasem tylko nużąca. Są to tylko momenty. W większości cała historia ma sens i toczy się w rozsądnym kierunku. Nie ma niepotrzebnych sytuacji, całość po prostu jest logiczna i spójna. Dialogi prowadzone w książce są na umiarkowanym poziomie, choć niektóre z nich wyróżniały się niższą jakością i sztucznością. Zdarzały się momenty humorystyczne, których jednak chciałabym więcej. Ogromnym plusem całej historii jest bardzo dobrze wykreowany świat, o którym już wspominałam. Cała struktura magiczna, odrębne dziedziny magii i w całości stworzona przez autorkę kraina geograficzna, wsparta o mapę. Świetne jest uczucie, kiedy czyta się książkę i można poczuć jakby weszło się do tego świata, ponieważ jest on wspaniale przedstawiony. 
Chyba najwięcej mojej uwagi poświęciłam bohaterom "Prawdodziejki". Postaciami, które występowały tutaj najczęściej były tytułowa prawdodziejka - Safi, oraz, co bardzo niemile mnie zaskoczyło, Merik. Te dwie postaci niestety były banalne, irytujące oraz nakreślone w typowy, nie wyróżniający się sposób. Zagłębiając się w powieść, zdałam sobie sprawę, że na lepsze by tej książce wyszło, gdyby więcej czasu autorka poświęciła losom bohaterów - Iseult oraz Aeduanowi. Pełnowymiarowe, tajemnicze, z charyzmą oraz - co najważniejsze - myślące w trzeźwy i mądry sposób. Nie mam żadnych zastrzeżeń do reszty pobocznych postaci, które były po prostu porządnie stworzone. 
Mimo wszystkich tych zastrzeżeń oraz przewidywalnego i nudnego wątku miłosnego, chcę przeczytać kolejną część - z kilku powodów. Po pierwsze mam nadzieję, że więcej czasu poświęcone będzie Iseult oraz Aeduanowi (trochę się o to boje ze względu na tytuł kolejnego tomu - "Wiatrodziej"). Po drugie książka zakończyła się w bardzo intrygujący sposób i nie mogłabym sobie odmówić kolejnego tomu. Oraz dlatego, iż mimo, że w połowie się zawiodłam, to ta książka jest dobra, a następna część mam nadzieję będzie lepsza. Nie zdarza mi się to często, iż daje jakiejś serii kolejną szansę. Ale tutaj nie mogę się oprzeć. Podsumowując, mimo kilku kłujących w oczy błędów i słabych punktów, można znaleźć tutaj sporo ciekawych aspektów, dla których warto zaryzykować sięgnięcie po kolejną część. :)

Moja ocena: 4/6.

______________


Dziękuję Wydawnictwu Sine Qua Non za możliwość przeczytania książki "Prawdodziejka" Susan Dehnard! :)

______________

Do następnego, Marta! :)

środa, 2 listopada 2016

Podsumowanie września oraz października + stosiki #24. #25.

Dzień dobry!
W całym tym zamieszaniu związanym ze studiami i nową szkołą na początku października nie udało mi się podsumować września. Dlatego dziś przygotowałam podwójne podsumowanie oraz stosiki! Zaczynajmy! :)


Zacznijmy od września i od tego co w tym miesiącu przeczytałam! :p


#1. Pierwszą pozycją był "Clovis LaFay. Magiczne akta Scotland Yardu" autorstwa Anny Lange, czyli bardzo klimatyczna powieść, pełna zwrotów akcji oraz ciekawych postaci. Polska fantastyka na wysokim poziomie, o której pisałam tutaj - klik. :)

#2. "Wszystko to, co wyjątkowe" Matthew Quicka to książka, w której odnalazłam samą siebie. Na pewno nie jest głupia, ale decydowanie bardzo pouczająca i prawdziwa. Godna polecenia, a więcej o tym dlaczego tutaj - klik. :)

Tak, tak. Tylko dwie książki... Nie wiem co się ze mną dzieje! :o

A teraz wrześniowy stosik! :)


We wrześniu wzbogaciłam moją biblioteczkę o trzy kolejne książki, a były to:

#1. "Podarunek" Danielle Steele to książka od mamy, którą kupiła mi w górach. Nazwisko tej autorki nie kojarzy mi się za bardzo, bo wiadomo, że pisze ona romanse. Ale temu dam szansę, ponieważ opowiada on historię pewnej studentki... :p

#2. Następna pozycja to "Wszystko to, co wyjątkowe", o którym pisałam wyżej, to egzemplarz recenzencki od wydawnictwa Harper Collins Polska. :)

#3. Kolejna książka od wydawnictwa, tym razem SQN, to "Dziewczyna z Dzielnicy Cudów" Anety Jadowskiej. :)

Teraz czas na książki, które przeczytałam w październiku! :) 


#1. Zaczęłam ten miesiąc z książką, o której przed chwilą wspominałam. "Dziewczyna z Dzielnicy Cudów" Anety Jadowskiej to kolejna polska fantastyka, an której się nie zawiodłam, a która sprawiła, że chcę więcej takich książek! :) Poczytacie o niej tutaj - klik. :p

#2. Następnie zaczytałam się w świecie wykreowanym przez Ransoma Riggsa, czyli w "Osobliwym Domu Pani Peregrine". Ta książka pochłonęła mnie bez reszty i już nie mogę doczekać się kiedy obejrzę film na jej podstawie! Napiszę  niej niedługo! :)

#3. Październik zakończyłam z pozycją od pani Rainbow Rowell, czyli z "Nie poddawaj się". Było to nasze pierwsze spotkanie i muszę przyznać, iż było ono bardzo udane. Link do recenzji znajdziecie tutaj - klik -  a tam wszystkie zalety książki. :)

A teraz czas na stosik z października, który postanowiłam podzielić na kilka części! Zaczynajmy! :)
(Nawet nie chcę liczyć ile straciłam pieniędzy...)


Pierwsze zdjęcie przedstawia książki, które otrzymałam od wydawnictw. Zawiera on: 

#1. "Prawdodziejkę" Susan Dehnard, którą aktualnie czytam i właściwie nie wiem jeszcze co o niej myślę...  Ale to nie czas a ocenę... :)

#2. "Nie poddawaj się" Rainbow Rowell niespodziewanie bardzo przypadło mi do gustu! Proszę pani, ja chcę więcej! :)

#3. książkę "Potomkowie" Tosca Lee, która przybyła do mnie niedawno. Nie wiem dlaczego, ale bardzo mnie do niej ciągnie i chcę ją przeczytać jak najszybciej. :)

Kolejny stosik:


#1. "Harry Potter i Komnata Tajemnic" wydanie ilustrowane to był bardzo spontaniczny zakup mimo, iż planowałam - trochę później - go kupić. Nie żałuję jednak, jest cudny! :)

#2. #3. #4. Wszystkie te trzy książki to zakupy z karty prezentowej, za którą dziękuję mojej kochanej siostrze! :) "Światło między ocenami" M. L. Stedman chciałam kupić od razu kiedy tylko zobaczyłam ją na wystawie sklepowej. Nie mogłam doczekać się filmu, a potem dowiedziałam się o książce i nie mogłam sobie jej odmówić... :) "Moje serce należy do ciebie" Alessio Puelo - słyszałam o niej dawno temu i długo jej szukałam, wreszcie ją mam! :) Długo zwlekałam z zakupem "Drużyny Róży" Marie Lu mimo, iż poprzednia część sprawiła, że się zakochałam... Ale teraz przynajmniej będę mniej czekać na trzecią część... :)


#1. "Szóstka wron" Leigh Bardugo zakupiłam w promocyjnej cenie i już naprawdę nie wiem kiedy ją przeczytam, a tak bardzo chcę wiedzieć za co wszyscy tak bardzo kochają tę książkę! :p

#2. Biedronkowe promocje! Tak właśnie trafiła do mnie książka Alberta Espinosy, pt. "Jeśli powiesz mi, bym przyszedł, rzucę wszystko i przyjdę... Ale musisz mnie poprosić". Zaintrygowana tytułem oraz opisem długo się nie zastanawiałam nad tym zakupem... :)

#3. Następny zakup to lektura na studia, a jednocześnie książka, którą od dawna chciałam przeczytać. "The Picture of Dorian Gray" Oscara Wilde'a będzie dobrą książką, czuję to w kościach... :p

#4. #5. #6. #7. Wszystkie te cztery książki to pozycje, które można określić mianem klasyków. Chciałam je przeczytać od dawna i kiedy znalazłam je wszystkie w bardzo niskich cenach na aros.pl czym prędzej je zamówiłam. W skład wchodzą: "Nowy wspaniały świat" Aldousa Huxley'a, "Folwark zwierzęcy" i "Rok 1984" George'a Orwella oraz "Mechaniczna pomarańcza" Anthony'ego Burgessa. Trochę się boję, ale i tak nie mogę się ich doczekać. :)

Tak więc w ciągu dwóch miesięcy moja biblioteczka wzbogaciła się o 17 tytułów, a ja sama przeczytałam tylko (:c) 5 książek... Nie wiem co się dzieje, ale nie liczę pieniędzy i nie narzekam, ponieważ ważne jest to, że czytam! :p
A jak tam Wasze podsumowania? Zainteresowały Was jakieś powyższe książki? :)


Do następnego, Marta! :)

czwartek, 27 października 2016

"Nie poddawaj się" Rainobow Rowell.

Dzień dobry!
Dziś kolejny raz przychodzę z recenzją, ale nie tylko! Dołączam dzisiaj dużą dawkę informacji i ogłoszeń! Zostańcie do końca! ;) :p Ale na początek oczywiście, tradycyjnie, przedstawię Wam moją opinię o książce "Nie poddawaj się" Rainbow Rowell! :)


Autor: Rainbow Rowell.
Wydawnictwo: Harper Collins Polska.
Strony: 507.

Simon Snow rozpoczyna właśnie ostatni rok nauki w Szkole Czarodziejów w Watford. Nie żeby przez ostatnie kilka lat jakoś bardzo się podszkolił – wciąż słabo radzi sobie z różdżką, w dodatku nieustannie coś podpala albo sam wybucha. Na domiar złego porzuca go dziewczyna, a jego mentor nie daje znaku życia. Simon zupełnie nie wie, dlaczego akurat on uznawany jest za najpotężniejszego czarodzieja, skoro każde z jego życiowych przedsięwzięć to porażka.
Ale gdy w Świecie Magów zaczyna wrzeć, Simon musi sprostać wyzwaniu i zapanować nad sytuacją. Nie pomaga przeczucie, że Baz, jego współlokator, a zarazem największy wróg, prawdopodobnie knuje coś za jego plecami.

Fanfiction bohaterki poprzedniej książki Rainbow Rowell zainspirowane światem Harry'ego Pottera. To brzmi dziwnie. Dlatego też do książki "Nie poddawaj się" byłam bardzo sceptycznie nastawiona i nie wiedziałam czego mam oczekiwać. Bałam się, że będzie to po prostu przepisana książka o sławnym czarodzieju. Na moje szczęście, pani Rowell rozegrała to w inny sposób i to taki, który naprawdę mnie zafascynował.
Od początku książki inspiracja światem Harry'ego Potter jest bardzo odczuwalna. Ale, o dziwo, ja z czasem przestałam o tym myśleć, ponieważ ta historia zaczęła podążać swoim torem. Myślałam, może i bardzo naiwnie, że autorka pójdzie na całość i zmieni tylko szczegóły. Okazało się, że to tylko szczegóły były wspólne. Samo rozwinięcie, a już na pewno zakończenie książki, to zupełnie inna bajka od tej, którą znają prawie wszyscy. W dodatku ta inspiracja nie za bardzo przeszkadza - pozwala w pewnym sensie wrócić do tamtego świata, poznając nowych bohaterów i inne problemy.
Książka sama sobie jest bardzo ciekawa i zabawna. Mamy tutaj dynamiczną narrację, pełną zaskakujących zwrotów, błyskotliwe i często rozśmieszające, czasem nawet wzruszające, dialogi. Nie jest to tytuł, który od czytelnika wiele wymaga, ale opowiada o pierwszych miłościach, o przyjaźni i więziach jakie tworzą się kiedy jesteśmy młodzi. Trzeba też wspomnieć, iż książka jest o dojrzewaniu i odnajdywaniu siebie. A wszystko to opowiedziane z polotem, w łatwy sposób, tak aby można się przy niej dobrze bawić.
Świat przedstawiony jest bardzo wartościowy i zachęca do powrotu do czytania. Tak właśnie było ze mną. Po skończeniu całej książki miałam ochotę przeczytać ją od początku lub zmusić autorkę do napisania kolejnej. Ostatnie dwieście stron książki to ciągła akcja, zaskoczenia i zdarzenia, które przyspieszały bicie serca.
Simon. Postać pełnowymiarowa, charakterystyczna i bardzo fajnie wykreowana. Czasem pełna sprzeczności, ale zawsze z sensownymi posunięciami. Nie wywyższająca się i, co najważniejsze, myśląca! A jeśli Simon, to także Baz. Bohater, który zwraca na siebie uwagę czytelnika. Jest zagadkowy, opryskliwy, lubiący dokuczać innym. Jego charyzma jest prawie namacalna na każdej stronie książki, na której się pojawia. Po za tym chłopak o wrażliwym sercu i mieszanych odczuciach co do wielu spraw. A jeśli Simon i Baz to oczywiście fantastycznie zarysowana więź łącząca tych dwóch bohaterów! Pełne emocji dialogi, sprzeczki, wymowne spojrzenia i ta chemia pomiędzy pozornymi wrogami. Brawa dla pani Rowell, brawa!
Mogłabym napisać, że jest to jak dotychczas moje ulubione i najlepsze jakie czytałam fanfiction. Ale jako, że nie jest to fanowski wytwór, ale zabawny zabieg autorki, to napiszę, iż "Nie poddawaj się" jest książką kompletną, którą warto przeczytać, choćby dla spędzenia fajnie czasu. Ja ją Wam polecam bardzo gorąco i przestrzegam - nie osądzajcie jej jako plagiatu Harry'ego, ponieważ podobieństwa to tylko podstawy, rozwinięcie to inna, bardzo przyjemna bajka. :)

Moja ocena: 5/6. 

_____________

Dziękuję Wydawnictwu Harper Collins Polska za możliwość przeczytania książki "Nie poddawaj się"! :)

_____________

Teraz chciałabym Wam przedstawić nową powieść Wydawnictwa IUVI - "Potomkowie" autorstwa  Tosca Lee! :)
 Książka już jest dostępna w księgarniach, a moja recenzja pojawi się niedługo! :)


Po przebudzeniu nie pamiętasz nic. Nie wiesz, jak się nazywasz i skąd pochodzisz. Nie rozpoznajesz twarzy ludzi, których kiedyś znałaś. Masz tylko ostrzeżenie, które napisałaś do siebie samej, zanim wymazałaś z pamięci całą przeszłość:
„Emily, to ja. Ty.
Nie pytaj o dwa minione lata… Nie szukaj ich w pamięci i nie staraj się grzebać w przeszłości.
Od tego zależy twoje życie. Życie innych ludzi również.
Tak przy okazji, nie masz na imię Emily…”

Masz 21 lat i zaczynasz wszystko od początku w obcym miejscu, z nowym imieniem i nowym życiem. Aż nadchodzi dzień, w którym nieznajomy mówi ci, że jesteś potomkinią „Krwawej Hrabiny” Elżbiety Batory, największej morderczymi wszech czasów. I jesteś ścigana. Nie wierzysz mu, dopóki zabójca naprawdę się nie pojawia. Uciekasz. Wszystkie odpowiedzi leżą w przeszłości, którą postanowiłaś pogrzebać. Tylko jedno wiesz na pewno: twoi bliscy zginą, jeśli nie odzyskasz utraconych wspomnień.
Jednak by ocalić innych, musisz najpierw sama nie dać się zabić…

_______________

Kolejne ogłoszenie to zaproszenie do fantastycznego rozdania u Pauliny z bloga Regał na Poddaszu! (klik)

W rozdaniu można zdobyć książkę "Clovis LaFay. Magiczne Akta Scotland Yardu" Anny Lange! Jest to powieść pełna magii, przyciągająca niesamowitym klimatem oraz charyzmatycznymi bohaterami!
Moja recenzja znajduje się tutaj - klik, a do recenzji i rozdania Pauliny przejdziecie po kliknięciu w link pod banerem konkursowym! :) Serdecznie zapraszam do wzięcia udziału, bo warto! :)

klik.
_________________

Na dziś to już wszystko! Życzę miłego wieczoru i...
Do następnego, Marta! :)

czwartek, 13 października 2016

"Dziewczyna z Dzielnicy Cudów" Aneta Jadowska.

Dzień dobry!
Kolejny deszczowy dzień, a ja zapraszam Was na recenzję książki, która mnie zaskoczyła i zdecydowanie mnie to ucieszyło... :) Przed wami pani Aneta Jadowska i jej "Dziewczyna z Dzielnicy Cudów". :)


Autor: Aneta Jadowska.
Wydawnictwo: Sine Qua Non.
Strony: 314.

Są przyjazne i urocze miasta alternatywne. I jest Wars – szalony i brutalny – oraz Sawa – uzbrojona w kły i pazury. Pokochasz je i znienawidzisz, całkiem jak ich mieszkańcy. Jak ona. Nikita. To tylko jedno z jej imion, jedna z jej tajemnic. Jako córka zabójczyni i szaleńca chce od życia jednego – nie pójść ścieżką żadnego z rodziców. Choć na to może być już za późno. Z Dzielnicy Cudów – części miasta, która w wyniku magicznych perturbacji utknęła w latach 30. ubiegłego wieku – zostaje uprowadzona jedna z piosenkarek renomowanego klubu Pozytywka. Sprawą zajmuje się Nikita. Trop szybko zaprowadzi ją tam, gdzie nigdy nie chciałaby się znaleźć. Na szczęście jej pleców pilnuje Robin. Czy na pewno? Kim on właściwie jest?


Powieść Anety Jadowskiej to kolejna polska książka, którą przeczytałam w tym roku, a na której się nie zawiodłam. Nie spodziewałam się niczego szczególnego, lecz po wielu bardzo dobrych recenzjach miałam nadzieję, że "Dziewczyna z Dzielnicy Cudów" będzie pozycją godną polecenia. Co więc złożyło się na to, iż rzeczywiście mam ochotę polecić ją wszystkim fanom fantastyki?
Podstawą według mnie jest świetnie wykreowany świat - pełen magii, ale i trącający polską codziennością. Książka posiada swój indywidualny, odrębny klimat, który można poczuć na każdej stronie. Można zauważyć, że autorka podczas tworzenia fabuły i postaci nie pozwoliła sobie zapomnieć o niezwykłym świecie.
Ciągle się tutaj coś dzieje. Czasem akcja zwalnia, ale nie powoduje to zamęczenia czytelnika nudnymi, przydługimi opisami, ale bardzo ciekawymi i interesującymi dialogami. Cała książka owita jest w tajemnice, intrygi oraz dziwne zdarzenia, które na pierwszy rzut oka są przypadkowe. Okazuje się jednak, że pani Jadowska sprawnie operuje bardzo interesującym zabiegiem - gdzie, z pozoru błahe, wydarzenia stają się częścią większej akcji lub problemu. Po samym opisie nie można dowiedzieć się o czym ta książka do końca jest. Co chwila pojawiają się nowe wątki, co najważniejsze oryginalne, niezagmatwane oraz przemyślane. Przez to "Dziewczyna..." jest bardzo tajemnicza i zachwycająca. 
Ważną częścią pozycji jest wątek opowiadający o relacjach między rodzicami, a dzieckiem. Jest on przedstawiony w niebanalny sposób, ponieważ sama ta więź pomiędzy postaciami jest dosyć specyficzna. Poruszona jest także kwestia przyjaźni i sposobów w jakich się ona rodzi. Ta część książki jest bardzo prosta, napisana z dystansem, ale też często zabawna.
Kunszt autorki, jej wspaniały odmienny styl pisania ukazał się także w jej przedstawieniu postaci, a szczególnie Nikity oraz Robina. Pierwsza z nich, czyli tytułowa bohaterka, to dziewczyna pełna energii, świetnie wykreowana, silna, ale ze słabościami i problemami. Ponadto skrywająca sekret, który ciekawi czytelnika. Postać Robin jest niezwykle intrygująca i pełna zagadek. Chłopak pojawia się w książce na początku i sprawia, że nie idzie go nie polubić. Jego charakterystyczne zachowania i dziwne nawyki sprawiają, że bohater jest bardzo interesujący.  W dodatku jest bardzo zabawny. Postaci drugoplanowe także są dobrze wykreowane, ale wśród nich najwięcej uwagi poświęca się - a przynajmniej było tak w moim przypadku - Karmie, dziewczynie piekielnie zdolnej i bardzo wyszczekanej, stwarzającej pozory księżniczki, ale często o wielkim sercu.
Całą powieść zamyka zakończenie, które sprawia, że ma się chęć sięgnąć po kolejną część serii. Jest bardzo dobre i pieczętuje pewne fakty oraz  wątki, które pojawią się już na pewno w następnym tomie. Ja szczerze mogę polecić tę książkę fanom fantastyki i powiedzieć, że się nie zawiodą! Mnie ta książka napełnia dumą i szczęściem - ponieważ są polscy pisarze, którzy naprawdę potrafią! :)

Moja ocena: 5/6.

______________

Za możliwość przeczytania "Dziewczyny z Dzielnicy Cudów" serdecznie dziękuję Wydawnictwu SQN! :)

______________

Dodatkowo chciałabym przekazać Wam pewne informacje! :)
 

Już tylko do 16 października trwa biedronkowa promocja, w której do zgadnięcia są aż cztery tytuły Wydawnictwa Sine Qua Non! Każda z książek w promocyjnej cenie kosztuje tylko 24,99 zł

Dostępne są: 
- "Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender" Leslye Walton;
- "To nie jest dieta" Anny "Wilczogłodnej" Gruszczyńskiej;
- "Giba. W punkt. Autobiografia";
- "Kamil Glik. Liczy się charakter" Michała Zichlarza;

Zachęcam do zakupu książek, a szczególnie mam nadzieję, że upolujecie powieść o niesamowitej Avie Lavender! :)

______________

Do następnego, Marta! :)

wtorek, 4 października 2016

"Wszystko to, co wyjątkowe" Matthew Quick.

Dzień dobry!
Witam was dzisiaj kolejną recenzją! Nigdy wcześniej nie czytałam książek Matthew Quicka... Na pierwszy rzut poszła pozycja "Wszystko to, co wyjątkowe". I to zadecydowało, iż na pewno sięgnę po inne pozycje tego autora! :)


Autor: Matthew Quick.
Wydawnictwo: Harper Collins Polska. 
Strony: 256.

Oto Nanette. Wzorowa uczennica, gwiazda szkolnej ligi piłkarskiej i posłuszna córka. Zawsze robi to, czego się od niej oczekuje.  Ale wszystko zmienia się w dniu, w którym dostaje podniszczony egzemplarz Kosiarza balonówki – tajemniczej, niewydawanej od lat kultowej powieści. Nanette czyta ją dziesiątki razy. Chce być taka jak główny bohater. Chce być buntowniczką. Choć udaje wygadaną rebeliantkę, w środku to jednak ta sama Nanette, samotna introwertyczka, która usiłuje znaleźć swoje miejsce w nieprzyjaznym świecie. Zmuszona dokonać kilku trudnych wyborów nauczy się, że za bunt trzeba czasem zapłacić wysoką cenę.

O najnowszej książce Matthew Quicka dowiedziałam się krótko przed jej premierą, ale od razu mnie zainteresowała. Świetny pomysł i całkiem ciekawa okładka przyciągnęły mnie do siebie. Teraz, już po przeczytaniu, mogę z pewnością stwierdzić, że "Wszystko to, co wyjątkowe" jest książką nieskończenie piękną i prawdziwą. 
Zaczęło się od tego, że już od pierwszych stron zakochałam się w tej powieści na dobre. Rozdziały mijały mi szybko i bardzo przyjemnie, a fabuła rozwijała się z każdą stroną. Okazało się, że moje pierwsze spotkanie z autorem to pozycja bardzo interesująca, wciągająca, bardzo słodko-gorzka i niesamowicie prawdziwa. Wszystko to za sprawą świetnie zrealizowanego pomysłu wstępnego. Autor opisał temat ważny, ale i niecodzienny i lekko odmienny. Dlatego bardzo pożądany. Na szczęście pomysł nie spalił na panewce i lektura okazała się bardzo wartościowa. 
Dla mnie osobiście ta książka stała się swoistym obrazem samej mnie. A to dlatego, że już po kilku rozdziałach potrafiłam zrozumieć wszystkie wątpliwości i problemy głównej bohaterki oraz jej uosobienie. Znalazłam w niej cząstkę siebie i to nie pozwalało mi zakończyć czytania. Czytając książkę na pozór napisaną o jakiejś fikcyjnej postaci, miałam dziwne uczucie, że pan Quick napisał ją o mnie i o moich odmiennych przekonaniach. To było dla mnie zaskakujące. 
Poruszane są tutaj różne wątki, ale najważniejsze z nich to poszukiwanie i akceptowanie samego siebie oraz to, jak bardzo młodzi ludzie są podatni na wpływy. Często, w kolejnych rozdziałach, odkrywałam problemy z jakimi borykają się młodzi ludzie w naszych czasach. To sprawia, że książka jest świeża oraz aktualna. 
Dzieje się tu coś przez cały czas. Druga połowa nie jest już tak dobra jak początek, ale można na to lekko przymrużyć oko. Zakończenie jednak nadrobiło lekkie niedociągnięcia. Skłaniające do myślenia i na pewno nieprzewidywalne. Książka całościowo, mnie osobiście, nakłoniła do bycia bardziej odważną osobą i do pokazywania prawdziwej siebie. Nauczyła mnie kilku ważnych lekcji, co może wydawać się dziwne, bo to przecież tylko młodzieżówka... A jednak... 
Bohaterowie złamali wszelkie schematy. Cudowne, realne, pełnowymiarowe i charakterystyczne, a przede wszystkim mądre i osobliwe. Ja zakochałam się w każdej z nich z osobna. Żadna z nich nie była zbędna, niepotrzebna. Postaci wnosiły do książki od siebie wiele dobrego i były jednym z głównych plusów tej książki. Ale to główna bohaterka - Nannette - okazała się być najlepsza. Sarkastyczna, dowcipna, otwarta, szczera i bardzo zagubiona a przez to wszystko fantastycznie prawdziwa i niedenerwująca. Była to postać, która mogłaby być realną, żyjącą osobą z problemami, przez które każdy z nas przechodził, przechodzi lub przechodzić będzie. 
Jeśli w skrócie mam jakoś podsumować tę książkę to przede wszystkim muszę napisać o jej prawdziwości, świetnym talencie autora do dotarcia do odbiorcy oraz o genialnych postaciach - tych pierwszo- jak i drugoplanowym... Dla mnie "Wszystko to, co wyjątkowe" to udana pozycja z mądrym przesłaniem. Proszę o więcej takich książek i polecam wszystkim. :)

Moja ocena: 5/6. z serduszkiem :)

__________________

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu Harper Collins Polska! :)

__________________

Do następnego, Marta! :)

wtorek, 20 września 2016

"Clovis LaFay. Magiczne Akta Scotland Yardu" Anna Lange.

Dzień dobry! 
Już od jakiegoś czasu nie czytałam książki polskiego autorka, która tak by mnie zachwyciła! :) Zapraszam do zapoznania się z moją opinią na temat świata Clovisa LaFaya wykreowanego przez Annę Lange! :)


Autor: Anna Lange. 
Wydawnictwo: Sine Qua Non.
Strony: 448.

Clovis LaFay ma kłopoty rodzinne. Nieżyjący już ojciec miał reputację czarnego maga, znacznie starszy przyrodni brat jest wrogo nastawiony, a dzieci tego ostatniego… No cóż, na pewne zaburzenia nie ma jeszcze nazw – jest rok 1873 – co nie znaczy, że nie istnieją te zjawiska. John Dobson, dawny przyjaciel Clovisa i nadinspektor świeżo utworzonej jednostki wydziału detektywistycznego londyńskiej policji metropolitalnej również ma liczne problemy. Z pieniędzmi nie jest najlepiej, z prowincji przyjechała młodsza siostra, podwładni krzywo patrzą na zwierzchnictwo młodego eksporucznika artylerii, a najgorsze, że w Londynie drastycznie brakuje egzorcystów! Alicja Dobson waha się: zamążpójście czy pielęgniarstwo? Sęk w tym, że konkurenci się nie tłoczą, a zajęcia z magii leczenia na kursie pielęgniarskim okazały się nie całkiem tym, na co miała nadzieję. Clovis LaFay chętnie służy pomocą w tym drugim problemie, a kto wie, może i w pierwszym? Chociaż czegoś się jakby boi…

Magia, wiktoriańska Anglia i świetna okładka najbardziej zachęciły mnie do sięgnięcia po tę pozycję. Właściwie nie wiedziałam czego się spodziewać, ponieważ opis nie był jednoznaczny. Dla wszystkich tych, którzy są jeszcze przed lekturą książki Anny Lange - nie czytajcie opisu! I tak nie przygotuje was on na to co otrzymacie na kartach powieści "Clovis Lafay. Magiczne Akta Scotland Yardu". 
Akcja może i nie porywa od pierwszych stron, ale z każdym rozdziałem rozkręca się coraz bardziej. Według mnie autorka poradziła sobie z problemem, który często dotyka polskich autorów (i nie tylko) - długie, nużące opisy zamieniła w bardzo ciekawe i obrazowe, a czasem zajmujące nawet kilka stron wywody na pewne temat. Autorka ukazała lekkość swojego pióra, niezmuszanie się do pisania. Jej styl jest bardzo zrozumiały i ciekawy. Pani Lange potrafiła rozbudzić mnie zwrotami akcji w tej książce, kiedy czytałam w godzinach bardzo późnych. Trzeba także przyznać, że autorka jest mistrzynią zabawnych dialogów, w które niesamowicie potrafi wpleść nutkę niezręczności i dużą dawkę śmiesznych stwierdzeń i ciętych ripost. To wszystko sprawia, że czytanie tej pozycji staje się bardzo przyjemne i nie męczące. 
Książka jest zrozumiała dla czytelnika, ponieważ pani Lange przeplata przez całą powieść dwie sekcje uzupełniające się wzajemnie. Często rozdział kończyłam z wieloma pytaniami, a odpowiedzi dostawałam po przeczytaniu kolejnych stron. To wszystko było bardzo zaskakujące i często przyprawiało mnie o szybsze bicie serca. Nowe fakty, duża dawka zwrotów akcji i punkt kulminacyjny, który wbija w fotel i budzi przeróżne emocje. Już dawno tak dobrze nie bawiłam się przy czytaniu polskiej fantastyki. Ale to nie wszystko.
Często narzeka się na wątki romantyczne. I nie ma co się dziwić. Jednak tutaj autorka postarała się o to, iż ów wątek był tak subtelny, że chciałoby się go więcej. Miłość w książce pani Lange jest pełna niezręczności, a czasem fantastycznie bezpośrednia; cicha i nie skradająca głównego wątku, lekko nakreślona, a przy okazji przedstawiająca charakterystyczne zwyczaje w wiktoriańskiej Anglii. Na kartach całej powieści można się z nimi zapoznać i przekonać, że autorka w napisanie tej książki włożyła sporo serca oraz pracy.
Wiktoriańskie zwyczaje łączą się z niepowtarzalnym klimatem książki i bardzo dobrze wykreowanym światem. Podczas czytania czułam się jakbym razem z bohaterami przemierzała ulica Anglii oraz rozwiązywała magiczne sprawy. I tutaj muszę także wspomnieć o magii, bez której ta książka była by bardzo uboga i pewnie nudna. Stworzony został ciekawy system magiczny pełen fantastycznych sformułowań i różnych kategorii magii. Sama ta cząstka powieści powinna być dla Was jednym z najbardziej przyciągających do niej czynników. 
A teraz czas przejść do bohaterów książki, którzy mnie oczarowali (pewnie przez ich magię... :p) i stali się moim najlepszymi przyjaciółmi na każdy wieczór, który spędzałam z tą pozycją. Szczególnie polubiłam trójkę głównych bohaterów, czyli samego Clovisa LaFaya, który okazał się być ujmującą, bardzo charakterną postacią pełną zagadek, oraz rodzeństwo Dobsonów. Każda z tych postaci jest bardzo ciekawa i zdecydowanie pełnowymiarowa, jakby autorka opisywała realne osoby. Nie tylko ci trzej bohaterowie mnie zachwycili, ponieważ reszta mimo, że to postaci poboczne, były wykreowane w nietuzinkowy sposób. Każda z nich przedstawiała różne cechy i zachowania. Bardzo duży plus za świetne postaci. 
Podsumowując, muszę napisać, iż po tej książce nie spodziewałam się dużo, ale cały czas byłam pełna nadziei, że będzie to pozycja, która mnie zaskoczy. I tak się stało. Opis nie oddał wspaniałości tej książki oraz wszystkich jej świetnych aspektów. Tak więc serdecznie zachęcam do sięgnięcia po tą pozycję, a teraz pozostało mi tylko oczekiwanie, czy autorka stworzy coś jeszcze w tym fantastycznym świecie. :)

Moja ocena: 5/6. 

_____________


Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Sine Qua Non!! :)

_____________


Do następnego, Marta! :)

wtorek, 6 września 2016

"Biuro Podróży Samotnych Serc: Kierunek Tajlandia" Katy Collins.

Dzień dobry! 
Dziś mam zamiar napisać wam co nieco o książce, która mimo bardzo kiczowatego tytułu okazuje się nie być tak bardzo płytka, mimo kilku minusów. Przed wami "Biuro Podróży Samotnych Serc: Kierunek Tajlandia" Katy Collins. :)


Autor: Katy Collins. 
Wydawnictwo: Harper Collins Polska.
Strony: 302.

Zamiast upinać welon i iść do ołtarza, Georgia spędza swój wielki dzień, zastanawiając się, dlaczego jej ślub diabli wzięli.
Za radą przyjaciółki sporządza listę rzeczy, które chciałaby zrobić, zanim umrze. Następnie pakuje plecak i rusza w podróż po Tajlandii.
Los jednak bywa złośliwy. Georgia oczekuje oszałamiającej przygody, a natrafia na niekoniecznie miłe widoki, dziwne zapachy i liczne pułapki, jakie czekają na niedoświadczonych obieżyświatów. 

Kiedy zaczynałam czytać tę książkę bałam się, iż trzymam w dłoniach kolejną książkę pełną miłosnych problemów, użalania się nad sobą przez kolejnych dwadzieścia stron książkę i tak dalej. Na szczęście, mimo kilku minusów, pani Katy Collins sprawiła, że cały ten miłosny wątek nie był  odczuwalny cały czas i dało się go przeżyć. 
Zacznę od tego, że książka nie jest zbyt zaskakująca. Prosta historia o kobiecie, która zostaje z dnia na dzień sama i musi sobie w tej sytuacji poradzić. Pełna wątpliwości wyrusza w podróż, o której marzyła, a której spełnić nie mogła przez swojego partnera. Właściwie jest to fabuła całej książki i jest ona dosyć typowa oraz mało oryginalna. Na szczęście powieść pełna jest małych, mniej lub bardziej zabawnych, zdarzeń z podróży oraz kontaktów z innymi ludźmi. 
Opis książki obiecuje ukazanie życia z plecakiem z tej bardzo realistycznej strony. I oczywiście, autorka oferuje nam sporo sytuacji, które ukazują rzeczywistość, ale czasem zapomina o tym i przedstawia utopijność spędzania wakacji z dala od domu, za które zapłaciło się sporo pieniędzy. Od tego właściwie zaczyna się przemiana akcji, która z rozdziału na rozdział staje się coraz bardziej przewidywalna, a głównymi myślami bohaterki stają się problemy miłosne oraz mężczyźni, których spotkała w czasie podróży. Zakończenie to typowy happyend, który autorka mogła sobie odpuścić - na pewno wyszło by to na dobre książce. 
Opis na książce głosi, iż ta książka to "Bridget Jones z plecakiem". Niby wszystko się zgadza. Jest tutaj miłość, jest podróż, jest charakterystyczna bohaterka. Tyle, że twórcy serii o Bridget Jones nie musieli jej nawet dawać plecaka, aby cała historia stała się uwielbiana przez czytelniczki na całym świecie, a postać głównej bohaterki okazała się być już kultową. Tam miłość ukazywana była z różnych punktów widzenia - bawiła, smuciła, denerwowała... U pani Collins to po prostu nadużycie i czynnik, który sprawia, że czytelnik, który oczekiwał szalonej opowieści o kobiecie w podróży otrzymuje opowieść o kobiecie w podróży, która nie przestaje nadawać o swoich miłosnych problemach. Zaznaczam jednak, że nie zawsze tak jest. Książka na przemian jest zbudowana z części o lepszej jakości i trochę gorszej.
Sama główna bohaterka nie jest irytująca cały czas. To tylko momenty, w których jej decyzje są nieracjonalne, przemyślenia płytkie, a zachowanie co najmniej dziwne. Ale to co działa na jej korzyść to to, iż autorka zrobiła z niej początkowo słabą kobietę, która z czasem zaczęła walczyć o swoje szczęście, która stała się silniejsza i pewniejsza siebie oraz, która nie bała się powiedzieć tego co jej na duszy leżało. Niektóre z postaci niestety były przerysowane aż za bardzo, ale było ich niewiele. Moimi ulubionymi postaciami po raz kolejny okazują się być trzy dziewczyny, poboczne postacie, pojawiające się dopiero w połowie książki. Były one charyzmatyczne, pełne życia i bardzo ciekawe.
Podsumowując, opowieść ta jest ogólnie dobra, lecz mało zaskakująca. Można się przy niej pośmiać, ale czasem trochę irytuje. Główna bohaterka nie jest tak płytka, jak można by się tego spodziewać, a styl pisarki jest przystępny i prosty. Jeśli na pewne mankamenty przymruży się oczy, powieść jest przyjemną odskocznią na jeden wieczór. 

Moja ocena: 3+/6. 

_____________


Serdecznie dziękuję Wydawnictwu Harper Collins za możliwość przeczytania książki "Biuro Podróży Samotnych Serc: Kierunek Tajlandia" Katy Collins!! :)

_____________


Do następnego, Marta! :)

poniedziałek, 5 września 2016

Podsumowanie sierpnia + stosik #23.

Dzień dobry!
Dziś już 5 wrzesień, zaczęła się szkoła (na moje nieszczęście mnie ten rok szkolny już nie obowiązuje... :p ), a ja jestem tu z kolejnym podsumowaniem! :) Zapraszam serdecznie! :)


Na początek książki, które przeczytałam w sierpniu! :)


#1. Na pierwszy ogień poszła książka od wydawnictwa Harper Collins Polska, czyli "Zabawy z bronią" Faye Kellerman. To nie był za dobry początek miesiąca, niestety... Recenzja pojawiła się na blogu bezpośrednio po poprzednim podsumowaniem, a link do niej znajdziecie tutaj - klik. :)

#2. Następnie przyszła kolej na książkę, o której słyszałam bardzo dawno temu i na reszcie udało mi się ją przeczytać. Mowa o "Odkąd Cię nie ma" Morgan Matson. Jej premiera nie była zbyt głośna, a szkoda. Książka mnie nie zawiodła, więcej napiszę w recenzji! :)

#3. "7 razy dziś" Lauren Oliver to kolejna pozycja. Mam co do niej bardzo mieszane uczucia, więc z napisaniem jej recenzji jeszcze troszkę muszę poczekać... :)

#4. Egzemplarz recenzencki od wydawnictwa Harper Collins Polska, czyli "Biuro Podróży Samotnych Serc: Kierunek Tajlandia" Katy Colllins. Dałam jej szansę ze względu na wątek podróżniczy. Moja opinia pojawi się jutro lub pojutrze. :)

A teraz przyszedł czas na sierpniowe zdobycze! :)


#1. Dwie powieści Carlosa Ruiza Zafóna, czyli kolejno "Więzień Nieba" oraz "Gra Anioła" to dwa kolejne tomy trylogii o Cmentarzu Zapomnianych Książek. Pierwsza część posiadam już dawno, teraz czas się za nią zabrać... :p

#2. "The perfume of death" oraz "The rotten town" to dwa małe opowiadania do nauki j. angielskiego zakupione w biedronce przy okazji. Zaczęłam jedną z nich i jak na razie samo opowiadanie, jak i wszystkie ćwiczenia i słowniczek są zachwycające. :)


#3. "Clovis LaFay. Magiczne akta Scotlandyardu" Anny Lange to książka, o której jest teraz bardzo głośno. Ja dostałam ją od Wydawnictwa SQN.  Jestem w trakcie czytania i ja już jestem na tak. :)

#4. O "Biuro Podróży Samotnych Serc: Kierunek Tajlandia" już wspominałam. Ta książka pojawiła się u mnie także w sierpniu. :)

Tak więc przedstawia się moje podsumowanie, zdobycze na sierpień. A jakie wyniki u Was? :) 

Do następnego, Marta! :)

poniedziałek, 8 sierpnia 2016

"Zabwy z bronią" Faye Kellerman.

Dzień dobry!
Jestem tutaj jeszcze raz tego samego dnia! Tym razem z recenzją! Książka mnie rozczarowała i teraz niestety muszę napisać co było nie tak... :o


Autor: Faye Kellerman.
Wydawnictwo: Harper Collins Polska.
Strony: 428.

Detektyw Decker prowadzi dochodzenie w sprawie samobójstwa nastoletniego chłopca. Szybko dochodzi do wniosku, że klucz do rozwiązania zagadki znajduje się w szkole, do której chodził Greg Hesse. Elitarne liceum, jedno z najlepszych w kraju, jest terenem łowieckim narkotykowych dilerów i handlarzy bronią. Kilkoro uczniów prawdopodobnie współpracuje z mafią, a pozostali boją się mówić. Śledztwo rusza z miejsca, gdy umiera kolejna uczennica z tej samej szkoły. Decker uważa, że znów ktoś upozorował samobójstwo. Ktoś, kto lubi okrutne zabawy i traktuje ludzi jak marionetki. 

Zupełnie nie wiem od czego zacząć. Jestem fanem kryminałów z intrygującymi opisami i mam małą skłonność do autorów z nazwiskiem Kellerman. Niestety tym razem jestem bardzo zawiedziona, a wszystko już zaczyna się na głównym bohaterze... 
Historia wydaje się być bardzo fajnym pomysłem, który będzie obfitował w zwroty akcji oraz niespodziewana wydarzenia. Tyle, że nie było ani tego, ani tego. Przykro mi to pisać, ale ta książka zupełnie nie zasługuje na miano kryminału czy thillera... To jest typowa obyczajówka, w dodatku młodzieżowa (!!!), z dodatkowym wątkiem kryminalnym, gdzie pojawiają się dorośli. Główny bohater? Detektyw Decker? Zapomnijcie! To postać, która pojawia się bardzo rzadko, całą sprawą kryminalną zajmują się jego pracownicy... Według mnie to Gabe, młody pianista, staje się najważniejszą postacią i to od pierwszych stron. I, o zgrozo, to było złe posunięcie. 
Jestem pewna, że gdyby to jednak Decker był tutaj najważniejszy, a nie Gabe, książka byłaby dużo lepsza. Zaczyna się obyczajówka typu - chłopak poznał dziewczynę, a w międzyczasie trochę zamieszał się w pewną kryminalną sprawę. To jeszcze nie było by złe. Po prostu mylący opis z tyłu. Jednak zaczynają się dziać bardzo dziwne rzeczy pomiędzy chłopakiem a dziewczyną! Przepraszam, ale autorka przedstawiła relacje dwojga młodych osób - piętnastoletniego Gabe'a oraz czternastoletniej Yasmine - za bardzo dorośle i na pewno zbyt seksualnie. Nie było momentu, kiedy tych dwoje we wspólnej scenie nie zachowywali się zbyt obscenicznie i zboczenie... Niestety. Pani Kellerman, przecież to dopiero dzieci! 
W związku z tym, iż obyczajówka zaczynała się bardzo rozwijać, wątek kryminalny zniknął z radaru. Pojawiał się co kilka kartek z mało zaskakującymi faktami. Ale jednak. I tutaj także nie umknęły mi jego wady. Sprawa, którą 'zajmował się' detektyw Decker została przedstawiona w bardzo chaotyczny sposób. Często gubiłam się w tym co się działo w sprawie i o co właściwie chodziło. W pewnym momencie, kiedy sprawa samobójstw oraz losy dwojga wyżej wymienionych nastolatków się splotły książka naprawdę zaczęła mi się podobać. I myślałam, że  końcówka uratuje tę książkę. Jednak następnie autorka przeszła do wyjaśnienia całej sprawy. Kto? Dlaczego? W jaki sposób? Po co? Zacznijmy od tego, że okazało się, iż cała ta sprawa była jednym wielkim wymysłem głupiutkich dzieciaków, którzy chcieli się zabawić w dorosłych. To było dosyć zrozumiałe, ponieważ w dzisiejszych czasach dzieją się różne rzeczy. Ale potem wszystko zaczęło się plątać. Autorka wplotła wątek homoseksualny, który nic nie wnosił. Powody okazały się błahe, a praca policji nie zorganizowana. Szczerze? Najlepsza część tej książki to jej ostatni rozdział, gdzie pojawia się pewna postać!
Jeśli już wspomniałam o postaciach - ani Gabe, ani Decker, czy nawet Yasmine nie byli godnymi uwagi bohaterami. Gabe okazał się być piętnastolatkiem, który niby jest nieśmiały, ale jednak w każdej sytuacji potrafi wygrać z silniejszymi. Decker to płytka postać bez charakteru i możliwości zainteresowania sobą czytelnika. A Yasmine to zachwiana emocjonalnie nastolatka, która po kilku dniach wyznaje miłość. A kiedy już ręce opadają i nie ma nadziei pojawia się on. Prawdziwy ojciec Gabe'a, Chris Donatti, czyli były członek mafii, zabójca i właściciel nielegalnych firm. A jakże! To jedyna postać, która była niesamowicie charyzmatyczna i w piękny sposób przerysowana - tak jak powinna. Postać przechodząca od jednej skrajności do drugiej. Myślę, że będzie to chyba jedyna część, która naprawdę spodobała mi się w tej książce... 
Podsumowując, książka jest strasznie słaba i na pewno nie powinna być zaliczana do tematyki kryminalnej. Najlepsze momenty to te, w których pojawia się Chris Donatti oraz ostatni rozdział, także z jego udziałem. Po przeczytaniu książki byłam naprawdę zła. Na początku miałam jeszcze jakieś nadzieje... Niestety. Pani Kellerman zawstydziła swoje nazwisko...

Moja ocena: 2,5/6. 

_______________


Za możliwość przeczytania książki "Zabawy z bronią" dziękuję wydawnictwu Harper Collins Polska. 

_______________

Do następnego, Marta! :)

Podsumowanie lipca + stosik #22.

Dzień dobry!
Witam Was lekko spóźnionym podsumowaniem lipca, ponieważ mamy dzisiaj już 8 sierpień! :o Planuję na dziś także recenzje pewnej książki, która mnie nieco rozczarowała, więc zabieram się do pisania! :)

Na początek, książki, które udało mi się przeczytać... (baaardzo wstydliwy stosik... :p)


#1. Pierwszą z dwóch książek był "Szklany tron" Sarah J. Maas. Było to moje pierwsze spotkanie z tą autorką i wiem jedno - chcę więcej! Muszę jak najszybciej zdobyć kolejne części tej serii oraz jej następnej, o której jest bardzo głośno! :) Moja recenzja tutaj - klik.

#2. Drugą i niestety ostatnią książką jest "Nieznajomy" Harlana Cobena, czyli kolejne spotkanie z moim ukochanym autorem! Czy ja muszę coś więcej dodawać? Recenzja pojawi się niedługo, ale większość z Was prawdopodobnie wie, że książka mi się podobała... :) Ale dlaczego? O tym napiszę w recenzji! :)

I to by było niestety na tyle... Lipiec był inny niż co roku, kiedy czytałam po 7 a nawet 10 książek... Może to i lepiej, bo w pewnym sensie lepiej rozumiem książkę, nie puszczam jej za szybko... Ale dla mnie wynik i tak nie jest satysfakcjonujący. Pozostała nadzieja na lepsze inne miesiące! :)

A teraz stosik, czyli co zdobyłam w lipcu! :)


#1. Pierwsza książka to egzemplarz recenzencki od wydawnictwa Harper Collins Polska, o którego recenzji wspominałam na początku posta. Mowa o "Zabawach z bronią" Faye Kellerman.

Kolejne trzy książki to mój mały prezent, który kupiłam sobie na biedronkowej promocji za zdanie matury! :p

#2. "Duma i uprzedzenie" Jane Austen wreszcie do mnie trafiło, a tak długo na nie polowałam! :) Teraz tylko trzeba znaleźć czas, żeby ją przeczytać. :)

#3. "Ania z Zielonego Wzgórza" Lucy Maud Montgomery to możliwość powrotu do lat, kiedy dopiero zaczynałam moją przygodę z czytaniem... :p I powiem wam, że kiedy czytałam tę książkę to naprawdę nie miałam ochoty tego robić... Przeczytałam ją tylko dlatego, że była lekturą i miałam z niej sprawdzian. :p Ale ostatecznie mi się spodobała, a teraz mam ochotę ją sobie powtórzyć. :)

#4. I wreszcie! "Przygody Hucka Finna" Marka Twaina, czyli przygody mojej pierwszej książkowej miłości! Gdy zobaczyłam tą książkę, wiedziałam że muszę ją mieć! Nie mogę się jej doczekać! :)

Tak więc wygląda moje podsumowanie oraz stosik! :) A jak wam minął lipiec? :) Czytaliście coś z książek, które zdobyłam lub przeczytałam? :)

Do następnego, Marta! :)

poniedziałek, 18 lipca 2016

"Szklany tron" Sarah J. Maas.

Dzień dobry!
Kolejny poniedziałek, więc zaczynamy nowy tydzień z kolejnymi recenzjami. Dziś moja opinia o totalnym fenomenie wśród blogerów, booktuberów i właścicieli książkowych kont na Instagramie, i nie tylko :p. Zapraszam Was na "Szklany tron" Sarah J. Maas! :)


Autor: Sarah J. Maas. 
Wydawnictwo: Uroboros.
Strony: 512.

Celaena Sardothien odbywała ciężką karę za swoje przewinienia wystarczająco długo, by przyjąć propozycję, z której nie skorzystałby nawet szaleniec: jej dożywotnia niewolnicza praca w kopalni soli nie musi kończyć się dopiero z dniem jej śmierci, jeśli tylko dziewczyna zdecyduje się wziąć udział w turnieju o miano królewskiego zabójcy. To będzie walka na śmierć i życie, ale Celaenie nieobce są tajniki fachu zawodowego mordercy. Jeśli się jej powiedzie, po kilkuletniej służbie na królewskim dworze odzyska wolność. Jeśli nie – zginie z rąk któregoś z przeciwników: złodziei, zabójców i wojowników, najlepszych w całym królestwie. Szanse na pomyślne przejście wszystkich etapów turnieju są niewielkie, ale Celaena nie ma nic do stracenia.

Mam wrażenie jakoby wszyscy już czytali "Szklany tron" i wszyscy się nim zachwycali... Dlatego, kiedy tylko nadarzyła się okazja kupna tej książki, szybko ją zdobyłam. Jakiś czas czekała na półce i wreszcie się doczekała. Może nie przeczytałam jej szybko, ale nie zawiodłam się. 
Pierwszą rzeczą, która mnie zachwyciła był niesamowity styl pisania autorki. Pani Sarah J. Maas potrafi trafić do czytelnika po pierwszych kilku zdaniach książki. Jestem przekonana, że część sukcesu tej serii spowodowana jest lekkością w odbiorze książki, a równocześnie charakterystycznym sposobem opowiadania historii. Narrator występuje tu w trzecioosobowej formie, dlatego nie jest powiedziane, że przez całą książkę poznajemy tylko główną bohaterkę. 
Kiedy czytałam o inspiracjach autorki na tę książkę i o czasie w jakim ona powstawała bardzo się zdziwiłam. Twórczyni potrafiła odświeżyć starą opowieść w taki sposób, iż ta inspiracja nie jest nawet odczuwalna, jeśli czytelnik nie jest jej świadomy. Ta książka to zupełnie odmienna część magii, która porywa czytelnika, każe mu nieprzerywanie czytać, a po zakończeniu książki budzi w nim sporo emocji i naprowadza na sięgnięcie po kolejne tomy serii. Pomysł na tę książkę jest jak najbardziej trafiony - zdecydowanie niepowtarzalny i wyraźnie nie skopiowany. Wyśmienita fabuła okraszona wartką akcją i genialnymi postaciami. 
Jednak jeśli miałabym wybierać moją ulubioną część "Szklanego tronu" byłyby to ostatnie 100 stron, gdzie dzieje się najwięcej, a autorka pokazuje niezmierzony talent do stopniowania emocji. Dzieje się tam wiele: pojawiają się wielkie intrygi, problemy i pytania. Całokształt książki od razu kojarzy mi się z świetnie wykreowanym światem. Miejsce gdzie dzieje się akcja jest pokazane nad wymiar realistycznie. Podczas czytania chciałam znaleźć się w Erilei, być członkiem wszystkich wydarzeń, zagłębić się w korytarze szklanego zamku. Opisy są jak najbardziej kolejnym czynnikiem, który pozwala czytelnikom lepiej poznać świat, ale także dokładniej wyobrazić sobie poszczególne wydarzenia oraz postaci. 
Bohaterowie "Szklanego tronu" to czyste odwzorowanie prawdziwych postaci. Podczas czytania miałam wrażenie, że bardzo dobrze ich znam, że są realnymi postaciami, z którymi mogę pogadać...
Szczególnie zachwyciła  mnie główna bohaterka, która nie była idealna (!). Nie lubię, kiedy postać jest nadmiernie wyidealizowana, piękna, mądra itd. Tutaj nawet na okładce Celaena opisana jest jako piękna, niebezpieczna oraz skazana na zwycięstwo. Jednak to tylko okładka. Prawda kryje się w treści książki, gdzie dziewczyna jest wychudzona, inteligenta, ale czasem podejmująca niemądre decyzje, i częściej kierująca się instynktem niż rozumem. Ale właśnie to wszystko sprawia, iż staje się ona bardziej realistyczna. Zachwyciła mnie także postać Chaola, którego autorka wykreowała na wrażliwego, ale nieprzystępnego chłopaka, a mimo wszystko wspaniałego przyjaciela. Dużą uwagę przykuwa także postać króla. Ostatnie rozdziały z jego udziałem działały na mnie wręcz niepokojąco. 
Podsumowując, "Szklany tron" to pierwszy tom wspaniale zapowiadającej się serii, z fantastyczną akcją i genialnymi postaciami. Ważne jest to, że w książce można wyczuć wiele prawdziwych emocji i też wynieść kilka dobrych lekcji. Czekam na kolejną część z utęsknieniem i pozostało mi tylko napisać: kocham, kocham, kocham! :)

Moja ocena: 5,5/6.

_______________


Do następnego, Marta! :)

piątek, 1 lipca 2016

Podsumowanie czerwca + stosik #21.

Dzień dobry!
Witam Was w słoneczny pierwszy dzień lipca. I od razu przechodzę do podsumowania czerwca, bo po co przedłużać skoro na dworze taka piękna, wakacyjna pogoda! :)

Na początek podsumowanie, czyli co udało mi się przeczytać w czerwcu! :)


#1. Na pierwszy ogień w tym miesiącu poszły "Tytany" Victorii Scott. Ta książka podobała mi się dużo bardziej niż poprzednia seria tej autorki, a dlaczego możecie dowiedzieć się w mojej recenzji o tutaj - klik. :)

#2. Kolejną pozycją jest "Zaginiona dziewczyna" autorstwa Gillian Flynn. To ksiązka, która najbardziej mnie zaskoczyła, ponieważ spodziewałam się, iż tak jak w przypadku "Dziewczyny z pociągu" będzie ona totalnie przereklamowana. Na szczęście tak nie było. Już niedługo jej recenzja! :)

#3. Trzecia książka i zdecydowanie najlepsza to "Harry Potter i Kamień Filozoficzny" J. K. Rowling, wydanie ilustrowane. Myślałam nad małym postem, w którym opisze moje wrażenia po lekturze tego działa wzbogaconego o ilustracje i mam nadzieję, że niedługo się on tutaj ukaże. Oczywiście moja ocena jest bardzo przewidywalna i od razu mogę Wam ją przedstawić - bezwarunkowe 6/6!!! :)

A teraz czas na nowość na mojej półce! :) 


#1. "Tytany" Victorii Scott to książka, którą otrzymałam od Wydawnictwa IUVI! :)

#2. Pamiętacie co często piszę o biedronkowych promocjach? Tak. Kolejna książka Harlana Cobena, czyli "Nieznajomy", trafiła w moje ręce właśnie z takiej przeceny. Nie wiem dlaczego Biedronka to robi, ale przez nich tracę coraz więcej pieniędzy! :p Mimo wszystko warto było je wydać, aby mieć tą niesamowitą książkę! <3

#3. Zakup, przy którym nawet nie musiałam się zastanawiać. Nowa księgarnia w mieście, wchodzę, aby się rozejrzeć, a tu Harry. Ja nie mogłabym pominąć takiej okazji! Czekam na kolejne wydania ilustrowane, ponieważ marzy mi się cała seria wzbogacona o przepiękne obrazki! :)

Tak oto przedstawia się moje małe podsumowanie. Przeczytałam trzy książki i nie wiem czy jest to mało, czy optymalnie dobrze. Mogłoby być więcej gdyby lato nie było takie gorące i nie chodziłabym do pracy tak często. :)
Bardziej jednak denerwuje mnie moje zaniedbanie bloga. W tym miesiącu mam nadzieję się odkuć i zacząć działać już na pełnych obrotach! :)

Do następnego, Marta! :)

środa, 8 czerwca 2016

"Tytany" Victoria Scott.

Dzień dobry!
Dziś wolne od pracy, od szkoły już dawno, więc recenzje się piszą! :) Książka, o której będę dziś pisać to "Tytany" Victorii Scott. Jej premiera odbyła się całkiem niedawno, a ja przeczytałam ją w bardzo szybkim czasie. Czy mi się podobała? 


Autor: Victoria Scott.
Wydawnictwo: IUVI.
Strony: 334.

Odkąd tytany pojawiły się w Detroit, świat Astrid Sullivana obraca się wokół tych pół koni, pół maszyn, które dosiadane przez dżokejów startują w morderczych i emocjonujących wyścigach. Wraz z najlepszą przyjaciółką dziewczyna spędza wiele godzin na torze. Fascynują ją nie tylko emocje związane z wyścigami, ale też to, jak bardzo te zaprogramowane, półmechaniczne stworzenia wydają się prawdziwe. Astrid marzy, by kiedyś dotknąć jednego z nich.…ale też trochę ich nienawidzi. Jej ojciec stracił wszystko na zakładach bukmacherskich. Dziewczyna widzi też przepaść między bogatymi dżokejami, których stać na kosztowne maszyny do jazdy, a jej przyjaciółmi i sąsiadami, którzy czasem ostatnie pieniądze stawiają w zakładach, licząc na łut szczęścia. Ale kiedy Astrid ma szansę wystartować na jednym z tytanów w derbach, postanawia zaryzykować wszystko. Ponieważ dla dziewczyny stojącej po złej stronie toru wyścigi to coś więcej niż szansa na sławę i pieniądze. To także heroiczna walka o lepszą przyszłość. 

Nawet za wiele o niej nie usłyszałam, a książka już była na mojej półce. Najbardziej przyciągnęła mnie niesamowitą okładką, ponieważ opis przywodził mi na myśl kilka innych książek. Jednak postanowiłam się zapoznać z kolejną książką autorki "Ognia i wody". Pierwszą myślą jaka mi się nasuwa kiedy myślę o "Tytanach" to - jest ona lepsza od pierwszej serii Victorii Scott! Dlaczego? 
Zacznijmy od analizy budowy całej książki. Jest napisana z perspektywy głównej bohaterki, przez co można poznać jej przemyślenia i różne opinie. Dialogi są bardzo przystępne dla czytelnika i według mnie zabawne, ale tylko sporadycznie. Rozdziały nie są zbyt długie, co skutkuje szybszym czytaniem książki. Ale nie tylko to o tym decyduje - to także ciekawa historia, która wciąga bez reszty.
Jednak ta książka sprawia, że mam mieszane uczucia. Jest nietuzinkowa pod względem umieszczenia w historii tytanów - koni-maszyn. Ale równocześnie zdaje się być bardzo schematyczna - biedna dziewczyna, ze wspaniałymi przyjaciółmi, która walczy o swoją rodzinę - to już było. Ale najdziwniejsze w tym wszystkim było to, że ten pojawiający się schemat nie działał mi na nerwy. Autorka w dobry sposób urozmaiciła historię różnymi szczegółami i stała się ona podobna do innych, ale wyróżniająca się pod różnymi względami. 
Autorka postawiła sobie na cel, iż najważniejszą częścią książki będzie udział Astrid w gonitwach i jej walka o uratowanie rodziny. I bardzo dobrze jej to wyszło. Tutaj nie było wyolbrzymiania innych części historii, po prostu skupienie na najważniejszym temacie, a poruszanie mniejszych w małych ilościach. Podobało mi się to, iż wątek miłosny nie jest tutaj szczególnie wspominany. Jak dla mnie był lekko zabawny, bardzo mnie zdziwił (tak, zdziwił!) i wydaje mi się, że był bardzo niecodzienny. 
Ważną częścią jest ukazanie więzi pomiędzy poszczególnymi ludźmi, ale nie tylko. Pani Scott pokazała tutaj wspaniałe więzy przyjaźni, tych starszych i nowszych, przedstawiła relacje rodzinne, które okazały się nie zawsze być idealne. I wreszcie, podczas czytania można zapoznać się z emocjami wiążącymi się z posiadaniem swojego konia, tytana. Niesamowite było dla mnie poznawanie tej relacji krok po kroku i jej tworzenia się. Ale zauważyć też można bezwzględny świat ludzi bogatych oraz świat rywalizacji. Były momenty w tej historii, kiedy było to mocno uwypuklone.
Postaci jakie stworzyła autorka da się lubić. Główna bohaterka, czyli Astrid, jest typem dziewczyny, którą od razu bym polubiła. Otwarta, wesoła i gotowa do poświęceń. Jej opinie, posunięcia i wybory nie były dla mnie głupimi wymysłami nastolatki, ale dojrzałymi decyzjami dojrzewającej kobiety. Reszta postaci także wydaje mi się być wykreowana w godny sposób, a szczególnie polubiłam Gałgana, który z każdym dniem, kiedy myślę o tej książce, staje się moim ulubionym bohaterem. Za to jedna z postaci, czyli Hart - jak dla mnie bezpłciowy, bezosobowy bohater, może wymyślony trochę na siłę. To jest jeden z tych nielicznych momentów, kiedy nie zakochuję się w tym przystojnym, młodym bohaterze bez wad, ale chętnie wyrzuciłabym go z historii. Dziwne uczucie... :p
Na koniec autorka serwuje dramatyczne zakończenie, które jednocześnie jest bardzo dobre oraz momentami lekko wzruszające. Właśnie przez taki koniec nie jestem pewna, czy pani Scott jeszcze kiedyś napiszę jakąś historię zawierającą się w świecie tytanów. Ale jeśli - biorę w ciemno, ponieważ lubię dobrze bawić się podczas czytania, a tutaj miałam to zagwarantowane. Książka opowiada o przyjaźni, walce o rodzinę, prawdziwej rodzicielskiej miłości oraz więziach, które tworzą się niespodziewanie i czasem niepożądanie, a jednak. Książkę bardzo gorąco polecam! :)

Moja ocena: 5-/6.

______________

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu IUVI! :)

Do następnego, Marta! :)